,
Obserwuj
Mazowieckie

W centrum Warszawy tkają siatki dla Ukrainy. "Ręce czasami bolą, ale pomagamy swoim"

6 min. czytania
17.02.2024 08:00
Nietypowy sposób na pomoc żołnierzom w Ukrainie znalazła Fundacja Uniters. Jej członkowie i wolontariusze przygotowują siatki maskujące, które mają chronić walczących przed wrogiem. Od początku wojny powstały już tysiące takich siatek. - Mamy bardzo dużo zamówień, nie jesteśmy w stanie wszystkich próśb spełnić. Nie starcza nam materiału, a czasami też czasu - przyznaje Wasyl, przedstawiciel fundacji.
|
|
fot. Anna Gmiterek-Zabłocka/ Radio TOK FM

Fundacja Uniters działa w Warszawie od 2014 roku, czyli od początku agresji Rosji we wschodniej Ukrainie. Powstała jako inicjatywa społeczna. - Kiedy pierwsi ranni z Majdanu Niepodległości trafiali do warszawskich szpitali, organizowaliśmy im opiekę i pomoc: prawną, rzeczową, tłumaczeniową. Zgłosiło się mnóstwo wolontariuszy i już wtedy zobaczyłam, jak wiele osób w Polsce chce włączyć się w pomaganie - opowiadała TOK FM szefowa Fundacji Uniters, z pochodzenia Ukrainka, Halina Andruszków.

Za swoją działalność i działania Fundacji Uniters pani Halina i jej córka Wiktoria, jako założycielki organizacji - właśnie dostały nagrodę “Portrety Siostrzeństwa" od magazynu Sestry.eu. 'Fundacja Uniters wysłała już ponad 6 tysięcy ton pomocy humanitarnej, z czego 60% to środki medyczne dla frontu i sprzęt dla szpitali. Fundacja nadal prowadzi największy ośrodek pomocy humanitarnej dla uchodźców w Warszawie' - wskazano w uzasadnieniu.

Gdy 24 lutego 2022 roku Rosja rozpoczęła w Ukrainie pełnoskalową wojnę, Fundacja Uniters jeszcze bardziej zaangażowała się w pomaganie. Od pierwszych dni uchodźcom i uchodźczyniom w Warszawie przekazywano chleb, konserwy czy środki higieniczne. Wolontariusze - we współpracy z lekarzami - zaczęli też przygotowywać plecaki medyczne dla żołnierzy walczących na froncie. Tak jest do dziś. Organizacja ma nawet swoje miejsce w centrum Warszawy - przy Alejach Jerozolimskich 30, niedaleko ronda de Gaulle’a.

Nietypowa pomoc

Dzięki zaangażowaniu wolontariuszek i wolontariuszy, głównie z Ukrainy, ale także z Polski, codziennie przygotowywane są siatki maskujące dla ukraińskich wojskowych.

Przygotowywanie siatek maskujących dla ukraińskiego wojska
Przygotowywanie siatek maskujących dla ukraińskiego wojska
Fot. Anna Gmiterek-Zabłocka/ Radio TOK FM

Siatki są przydatne na terenach, na których toczy się wojna - służą do ochrony przed wrogiem. - Mamy już stały zespół, który robi te siatki. Czasami dołączają nowe osoby, które chcą spróbować. To fajne doświadczenie, bo ma się świadomość, że można zrobić coś, co może innym uratować życie - mówi Andruszków.

"Jest to rodzaj terapii"

Najpierw wycina się z materiału specjalne paski - odpowiedniej długości i szerokości - które potem wiąże się na pustej siatce. To zaplatanie odbywa się w odpowiedni sposób - ważne, by poszczególne kawałki materiału były dobrze zabezpieczone i trwałe. - Gdy taką siatką przykryje się na przykład jakiś budynek czy okopy, nie widać tego spod termowizji ani z samolotów i Rosjanie takich obiektów nie bombardują - opowiada nasza rozmówczyni. - A przygotowując siatki, człowiek robi coś dobrego. Jest to rodzaj terapii, bo skupiasz się na tym, co aktualnie robisz. Nie myślisz o wojnie, która się toczy - dodaje.

Przygotowywanie siatek maskujących dla ukraińskiego wojska
Przygotowywanie siatek maskujących dla ukraińskiego wojska
Fot. Anna Gmiterek-Zabłocka/ Radio TOK FM

Pani Aleftyna przyjechała do Polski z mamą i z córeczką. Uciekły z Kijowa przed wojną. Ukrainka u siebie pracowała jako szefowa firmy z kosmetykami - w Warszawie została zaś krupierką w kasynie. - Nie było wyjścia, ale jestem zadowolona - mówi. - Jednocześnie kilka razy w tygodniu przychodzę tutaj, by robić siatki. Bardzo mnie tu ciągnie - przyznaje. Jak twierdzi, zaplatanie siatek "jest dla niej jak medytacja". Ma poczucie, że robi coś dla swojego kraju. - To dla mnie ważne, tym bardziej że my tutaj, w naszym zespole, jesteśmy już jak rodzina. Wiemy o sobie niemal wszystko. I to nam pomaga - mówi TOK FM Aleftyna.

Pani Jadzia przyjechała do Warszawy w listopadzie 2022 roku z Wołynia. W zaplatanie siatek zaangażowała się już wiele miesięcy temu. Pytana, czy to ciężka praca, przyznaje: "Ręce czasami bolą, ale żaden ciężar". - Naszym żołnierzom, tam na froncie, jest zdecydowanie ciężej. Wiemy, że siatki się przydają, bo rozkłada się je na budynki, na czołgi, na inne maszyny - mówi pani Jadzia. Jak dodaje, na wojnie ma dwoje bliskich kuzynów. Codziennie się za nich modli.

Pani Iryna przychodzi do centrum wsparcia niemal każdego dnia, z kilkuletnią córeczką. - Spędzamy tu po kilka godzin, też przy pleceniu siatek. To jest mi potrzebne, dla mojego serca, by się uspokoić, nie myśleć i wiedzieć, że kogoś wspieram - opowiada. - Gdy zdarza się, że coś mi wypadnie albo jesteśmy chore, córka od razu pyta: "Mamo, a dlaczego nie idziemy?". Ona już też przyzwyczaiła się do tego, że jesteśmy wolontariuszkami - dodaje.

Przygotowywanie siatek maskujących w punkcie w Warszawie
Przygotowywanie siatek maskujących w punkcie w Warszawie
Fot. Anna Gmiterek-Zabłocka/ Radio TOK FM

Koordynatorem szycia siatek maskujących w Fundacji Uniters jest pan Wasyl, który przyjechał z Chmielnickiego. - Mamy bardzo dużo zamówień, ale nie jesteśmy w stanie wszystkich próśb spełnić. Nie starcza nam materiału, a czasami też czasu. Siatki są u nas zamawiane z dwutygodniowym wyprzedzeniem - mówi gość TOK FM.

- Przydałoby się robić to szybciej i więcej, ale nie mamy jak. Bywa, że materiału szukamy po całej Warszawie, tutaj na miejscu go kroimy i wszystko przygotowujemy w naszym Punkcie Pomocy przy Alejach Jerozolimskich - opowiada pan Wasyl. Jak dodaje, siatki z Warszawy trafiają m.in. do żołnierzy z Donbasu, Chersonia czy z regionu charkowskiego. - Mówimy, że jedna siatka minimalnie jest w stanie uratować jedno życie, ale najczęściej ratuje ich więcej - wskazuje. Fundacja zrobiła już kilka tysięcy siatek maskujących.

Plotą nie tylko siatki

Warszawskie centrum wsparcia to nie tylko wykonywanie siatek maskujących. Panią Katarzynę spotykamy na korytarzu, przyjechała z Wołynia. Ona z kolei ma przed sobą powiązane kawałki materiału i tworzy z nich specjalne "poduszki". - To taka trochę praca, jak na szydełku. Tylko robi się to ręcznie, z dużą precyzją, łatwo można się tego nauczyć. Te nasze poduszki są potem wkładane w specjalne, nieprzemakalne pokrowce, by żołnierz w zimie mógł np. usiąść na nich w okopie. Ale może sobie też taką poduszkę przywiązać do pleców, a wtedy jest mu cieplej. Te poduszki są przygotowywane z polarowych kawałków materiału - pokazuje pani Kasia.

Przygotowywanie poduszek dla żołnierzy w Ukrainie
Przygotowywanie poduszek dla żołnierzy w Ukrainie
Fot. Anna Gmiterek-Zabłocka/ Radio TOK FM

W Punkcie Pomocy w Warszawie jest też miejsce, do którego mieszkańcy mogą przynosić i przynoszą ubrania, zabawki czy buty dla uchodźców i uchodźczyń. Wszystko można brać za darmo. - Codziennie rozdajemy też chleb, który otrzymujemy od piętnastu już piekarni Putka w Warszawie. Każdego dnia ustawiają się po niego kolejki, nawet po kilkaset osób. Najczęściej są to ludzie, którzy nie pracują, bo są np. niepełnosprawni albo mają niepełnosprawne dziecko. Są to seniorzy i seniorki - opowiada Halina Andruszków.

- Część osób po prostu do nas przychodzi. Mówią, że nawet jak nie ma darów żywnościowych, to przynajmniej sobie porozmawiają. Ludzie czują się tu potrzebni, czują wzajemne wsparcie. To widać na każdym kroku. Dziękujemy też Polakom, bo są tacy, którzy regularnie przynoszą do nas dary dla uchodźców - dodaje pani Halina. I podkreśla, że potrzeby wciąż są bardzo duże, a pomoc potrzebna.

Andruszków zaznacza, że do punktu często przychodzą też bliscy osób walczących na wojnie. Czasem chcą się wypłakać, a czasem pomilczeć. Na miejscu uchodźców przyjmuje psycholog. Jest też prawnik. - To jest nasze wspólne miejsce - słyszymy.

Plecaki medyczne na ukraiński front
Plecaki medyczne na ukraiński front
Fot. Anna Gmiterek-Zabłocka/ Radio TOK FM

Fundacja Uniters regularnie wysyła na front pomoc humanitarną, w tym leki i specjalnie opracowane frontowe plecaki medyczne. - Są tak przygotowane, by na miejscu można było rannemu skutecznie pomóc - mówi prezeska organizacji.

Fundacja wysyła też na Ukrainę łóżka do szpitali, które dostaje w darze od polskich placówek medycznych. - W każdym tygodniu udaje nam się wysłać dwa lub trzy busy z darami - podsumowują wolontariusze.

Oto kulisy 'Życia w bazie F-16. Gdy pilot usłyszy to słowo, w Polsce zacznie się wojna'