,
Obserwuj
Mazowieckie

"To dla mnie szok". Oskarżyli psycholożkę, że podszywa się pod straż graniczną

4 min. czytania
14.03.2024 16:36
Przed sądem w Radomiu ruszył proces Marii Książak, psycholożki, specjalistki od traum, która od 25 lat pomaga cudzoziemcom. Została oskarżona o to, że dwa lata temu miała próbować wyciągnąć ze szpitala tureckiego Kurda, który trafił tam ze strzeżonego ośrodka. Nie zgadza się z zarzutami. - Uważam, że to oskarżenie to jedno wielkie nieporozumienie - stwierdza.
|
|
fot. Anna Gmiterek-Zabłocka/ Radio TOK FM

Był czerwiec 2022 roku. Do szpitala psychiatrycznego w Radomiu trafił turecki Kurd. Został tu przewieziony ze strzeżonego ośrodka w Lesznowoli, gdzie od wielu dni prowadził głodówkę. Parametry życiowe miał w normie, ale jego stan emocjonalny był trudny - z nikim nie rozmawiał, do nikogo się nie odzywał. W szpitalu nie było tłumacza, a mężczyzna nie mówił po angielsku. O jego pobycie mieli być poinformowani Rzecznik Praw Obywatelskich i Helsińska Fundacja Praw Człowieka.

O sytuacji Kurda wiedziała też Maria Książak (zgadza się na podawanie nazwiska) - psycholożka, która od 25 lat pomaga cudzoziemcom, m.in. przebywającym w strzeżonych ośrodkach. Nawiązała kontakt ze szpitalem.

Z ustaleń śledczych wynika, że - w rozmowie telefonicznej z jedną z lekarek ze szpitala - Książak miała podać się za przedstawicielkę straży granicznej. - Doskonale znała stan pacjenta. Wiedziała więcej niż ja, bo ja z chorym nie miałam kontaktu. Nie mówię w jego języku, nie byłam w stanie przeprowadzić wywiadu -zeznawała w czwartek przed sądem lekarka Angelika Doliwa-Redestowicz. - Kobieta, która dzwoniła, powiedziała, że pacjent jest ofiarą tortur. Że ma rozpoznanie zaburzenia stresowego pourazowego i że nie powinien dalej przebywać w zamkniętym ośrodku, za kratami. Padła też zapowiedź, że ta pani zorganizuje tłumacza - dodawała.

Lekarka podkreślała, że była pewna, iż rozmawia z przedstawicielką straży granicznej i że tłumacz, który potem pojawił się w szpitalu, też jest przedstawicielem tej formacji.

Tłumacz - po rozmowie z pacjentem, w obecności lekarek i funkcjonariuszy straży granicznej - miał zasugerować, że może zabrać Kurda z placówki. To wtedy miało wyjść na jaw, że nie jest przedstawicielem pograniczników, ale jakiejś fundacji.

Mężczyzna - jak opowiadały przed sądem lekarki - mówił tłumaczowi m.in. o tym, że w swoim kraju doświadczył przemocy, był ofiarą tortur, przebywał w tureckim więzieniu, musiał uciekać. Wspominał też, że jego brat został zamordowany, a on sam nie utrzymuje kontaktu z bliskimi, by ich nie narażać. Lekarze uznali jednak, że jego stan jest na tyle dobry, że może wrócić do strzeżonego ośrodka. I tak się stało.

Oskarżona psycholożka

Śledczy uznali, że Maria Książak - dzwoniąc do szpitala i podając się za straż graniczną - chciała doprowadzić do uwolnienia Kurda ze strzeżonego ośrodka. Psycholożka została oskarżona m.in. z art. 243. Kodeksu karnego, który mówi: "Kto osobę pozbawioną wolności na podstawie orzeczenia sądu lub prawnego nakazu wydanego przez inny organ państwowy uwalnia lub ułatwia jej ucieczkę, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3".

Książak nie przyznaje się do zarzutów. - Cała ta sprawa to dla mnie szok. W ciągu mojej 25-letniej działalności na rzecz cudzoziemców, w tym działalności jako ekspert Krajowego Mechanizmu Prewencji Tortur [przy Rzeczniku Praw Obywatelskich - przyp. red.], nigdy nie usiłowałam wspomagać żadnej ucieczki, żadnego cudzoziemca, w żaden sposób. Uważam, że to oskarżenie to jedno wielkie nieporozumienie - powiedziała TOK FM Maria Książak. Jak dodała, odbiera to jako próbę kryminalizacji pomocy. Zapewniła, że nigdy się pod nikogo nie podszywała.

Psycholożka podkreślała, że nie może mówić o szczegółach swojego kontaktu z tureckim Kurdem ani o tym, czy i w jaki sposób chciała mu pomóc. Na razie nie złożyła jeszcze wyjaśnień przed sądem. - Nie rozumiem, dlaczego cała ta historia przerodziła się w tak obszerne dochodzenie na mój temat i tak poważne zarzuty z Kodeksu karnego. Wierzę jednak, że postępowanie sądowe wyjaśni okoliczności całej sprawy i pokaże, że pewne sformułowania zostały błędnie zinterpretowane - dodała w rozmowie z nami.

Na czwartkową - pierwszą rozprawę do Sądu Rejonowego w Radomiu przyjechali m.in. przedstawiciele Obywateli RP i aktywiści Podlaskiego Ochotniczego Pogotowia Humanitarnego.

Przedstawiciele Podlaskiego Ochotniczego Pogotowia Humanitarnego
Przedstawiciele Podlaskiego Ochotniczego Pogotowia Humanitarnego
Fot. Anna Gmiterek-Zabłocka/ Radio TOK FM

- Dla mnie cały ten proces to trochę farsa. Wydaje mi się, że zarzut został sformułowany na podstawie jakiegoś nieporozumienia - przekonania lekarki, że rozmawia ze strażą graniczną. My wiemy, jakie historie mają cudzoziemcy przebywający w zamkniętych ośrodkach za kratami. Wiemy, że czują się jak więźniowie, choć niczego złego nie zrobili. Wiemy, że prowadzą wielodniowe głodówki na znak protestu przeciwko warunkom, w jakich się ich umieszcza. I psycholożka, która od tak wielu lat takim osobom pomaga, ma dziś zarzuty karne. Przecież to jest absurd - powiedziała TOK FM Urszula Wolfram, jedna z wolontariuszek.

Maria Książak jest absolwentką studiów podyplomowych z zakresu psychologii traumy i interwencji kryzysowej oraz kursu terapii PTSD (syndrom stresu pourazowego) na Wydziale Psychiatrii Uniwersytetu w Filadelfii. - Bardzo dużo wie o tym, co się dzieje w strzeżonych ośrodkach, jakie są tam warunki, co przeżywają osadzeni tam cudzoziemcy. Potrafi diagnozować. Jest na pewno niewygodna dla straży granicznej - komentowała Karolina Mazurek z Podlaskiego Ochotniczego Pogotowia Humanitarnego. - Do Marii zawsze można dzwonić. (...) Ona zawsze pomaga, prowadzi terapię przez telefon, rozmawia. Było wiele przypadków strajków głodowych, gdy potrafiła wpłynąć na cudzoziemców, by zaprzestali głodówki - dodała.

Maria Książak przed salą rozpraw w Radomiu
Maria Książak przed salą rozpraw w Radomiu
Fot. Anna Gmiterek-Zabłocka/ Radio TOK FM

Na czwartkowej rozprawie pojawiła się też - w ramach monitoringu - prawniczka Kornelia Trubiłowicz ze Stowarzyszenia Interwencji Prawnej. - Nie chcę rozstrzygać tej sprawy, to nie jest moją rolą. Wiemy jednak, że na przykład gdy osoby na polsko-białoruskiej granicy są zaangażowane w pomaganie, co nie jest na rękę władzy, dochodzi do różnych sytuacji i wszczynane są procesy karne po to, by wywołać efekt mrożący. Chodzi o to, by osłabić chęć do niesienia pomocy na granicy - komentowała prawniczka.

Kolejna rozprawa w Radomiu jest zaplanowana na maj. Świadkami mają być m.in. dr Hanna Machińska, była zastępczyni RPO i Marcin Sośniak, który również pracował w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich.