,
Obserwuj
Mazowieckie

Nowy trop w sprawie pożaru hali na Marywilskiej. Ważna zmiana w śledztwie

4 min. czytania
27.05.2024 10:04
Śledztwem w sprawie pożaru hali Marywilska 44 w Warszawie zajął się Mazowiecki Wydział do spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej. Jak poinformowała "Rzeczpospolita", nowe światło na zdarzenie sprzed kilku tygodni miał rzucić materiał pozyskany w trakcie oględzin miejsca pożaru.
|
|
fot. Dariusz Borowicz / Agencja Wyborcza.pl

Hala Marywilska 44 na warszawskiej Białołęce spłonęła 12 maja. Tuż po pożarze policja wykluczała prawdopodobieństwo celowego podpalenia obiektu, a śledztwo toczyło się w prokuraturze okręgowej. W ostatnim czasie - jak poinformowała w poniedziałek "Rzeczpospolita", sprawę przejął Mazowiecki Wydział do spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Warszawie, który poszerzył zakres śledztwa . Postępowanie będzie prowadzone m.in. z artykułu 258 Kodeksu karnego, który dotyczy udziału w zorganizowanej grupie przestępczej.

Z informacji "Rz" wynika, że nowe światło na sprawę pożaru Hali Marywilska w Warszawie miał rzucić materiał pozyskany w trakcie oględzin. Biegły - na zlecenie prokuratury - szuka odpowiedzi na pytanie, dlaczego hala spłonęła niemal błyskawicznie, mimo kurtyn przeciwpożarowych i systemu automatycznego powiadamiania straży.

Pożar hali Marywilska 44 ma drugie dno? Trzaskowski ujawnia, co usłyszał do służb

Według rozmówców "Rzeczpospolitej" ogień mógł powstać w sektorze H, w pobliżu biura ochrony obiektu. Jak zauważył jeden z nich, ten sektor był usytuowany od najmniej uczęszczanej strony. "Wokół nie ma prawie innej zabudowy, a niezauważone operowanie w nocy jest najłatwiejsze. Czy ktoś to wykorzystał?" - zastanawiano się.

Z nagrań udostępnionych w internecie wynika, że pożar hali Marywilska 44 rozpoczął się w jej północno-wschodnim narożniku. Ogień szybko roznosił się poprzez dach, na co prawdopodobnie miały wpływ otwierające się klapy dymowe. Do kolejnych stref palące się elementy przenosił wiatr. Hala nie miała systemu tryskaczowego, co jednak było zgodne z wymogami.

Pożar hali Marywilska 44 'za szybki i dziwny'. 'Co na tym Putin by ugrał?'

Jak wskazał informator "Rz", "grzechem pierworodnym" twórców hali "mógł być jej projekt zakładający jedną zwartą bryłę o bardzo niskiej odporności pożarowej, który nie przewidział, że w halach będzie zmagazynowana bardzo duża ilość towaru, i to łatwo zapalnego". Dlatego hala Marywilska 44 to łatwy cel dla potencjalnych podpalaczy. Może dlatego grupa przestępcza wybrała właśnie ten obiekt na swój cel.

Pożar na Marywilskiej miał drugie dno? 

Przypomnijmy - pożar hali Marywilska w Warszawie to jeden z czarnej serii pożarów, która trwa w Polsce od kilku tygodni. Strażacy walczyli z ogniem m.in. na składowisku odpadów w Siemianowicach Śląskich , Czechowicach-Dziedzicach (Śląskie) czy w warszawskim Rembertowie . Paliły się także autobusy na zajezdni w Bytomiu , c iężarówki w miejscowości Górki (Pomorskie) oraz składowisko samochodów w miejscowości Tomaszowo koło Żagania (Lubuskie).

W świetle tych wydarzeń eksperci ds. bezpieczeństwa zaczęli przypominać niedawne ostrzeżenia zachodnich wywiadów. Mówiły, że Rosja planuje w całej Europie akty sabotażu i dywersji. Czy właśnie z nimi możemy mieć teraz do czynienia?

Jak komentował w tokfm.pl ekspert ds. bezpieczeństwa i zarządzania kryzysowego, Marcin Samsel, w ostatnich pożarach "na pewno jest coś dziwnego i zastanawiającego" . - Podejrzana jest ich skala, gwałtowność i to, że niektóre wybuchały w dużych skupiskach mieszkańców. Jeśli eksperci z zakresu pożarnictwa nazywają pożar na Marywilskiej robotą fachowców, to muszą zapalić się lampki ostrzegawcze. Podobnie było z sytuacją w Bytomiu: autobusy same nie płoną, zwłaszcza dziesięć jednocześnie. Nie chcę przesądzać, że za tymi zdarzeniami stoją Rosjanie czy Białorusini. Ale z pewnością podobne akcje sabotażu wpisują się w modus operandi wschodnich służb - wskazał nasz rozmówca.

'Wina pójdzie na Rosjan'. Zaskakujące słowa eksperta ws. ostatnich pożarów w Polsce

"Rosyjski trop" wydawał się prawdopodobny również Piotrowi Niemczykowi. Przestrzegał jednak, by nie wrzucać wszystkich wymienionych pożarów do jednego worka. Bo - jak mówił - są w nim potencjalnie smakowite kąski dla Kremla, ale również takie, którymi służby Putina by się nie pożywiły. A nawet jeśli, to zbyt wysokim kosztem. Jako przykład tych ostatnich wymieniał pożary składów odpadów czy opon. - Ruscy kalkulują: jeśli ryzyko złapania sprawcy podpalenia jest zbyt wysokie, a w dodatku istnieje ryzyko, że zostanie z nimi powiązany, to nie równoważy korzyści, które mogą mieć z zamieszania wywołanego pożarem. A prawdę mówiąc, nie wiem, co Rosjanie mieliby osiągnąć, podpalając takie składowiska. Nie bardzo chce mi się wierzyć, by im się to opłacało - stwierdził ekspert z zakresu bezpieczeństwa i służb specjalnych.

Tezy o celowym podpaleniu nie wykluczył sam premier Donald Tusk. Jak ogłosił tydzień temu szef rządu, sprawdzane są wątki, które są "dość prawdopodobne, że służby rosyjskie miały coś wspólnego z głośnym pożarem na Marywilskiej".

Marywilska 44. Handlowcy ze spalonej hali losują tymczasowe lokale

Wraz z halą Marywilska 44 spłonął dorobek życia właścicieli mieszczących się tam ponad 1400 sklepów. W poniedziałek o godz. 9 handlowcy ze spalonego centrum handlowego losowali miejsca w tymczasowych kontenerach, które na handel przygotowało miasto. Spośród 500 kandydatów tylko część otrzyma tymczasowy lokal o wielkości od 15 do 30 metrów kwadratowych. Tam będą musieli zmieścić wszystko to, co mieli w kilku, a czasem nawet kilkunastu punktach, jakie prowadzili w hali Marywilska.

Posłuchaj: