"Nie potrzebujemy miasta, po którym jeździ się milej". Tragedii w Warszawie można było uniknąć?
Rafał Trzaskowski poinformował w środę (21 sierpnia) , że w ciągu dwóch tygodni powinny być wdrożone rozwiązania tymczasowe poprawiające bezpieczeństwo na przejściu dla pieszych przy ulicy Woronicza w Warszawie. - Najpierw rozwiązanie tymczasowe, a później to, co planowaliśmy od samego początku, czyli przebudowa tego miejsca - powiedział prezydent Warszawy.
Przystanek na Woronicza z najgorszą notą. 'I to nie tak, że nie podjęto interwencji'
Decyzja władz stolicy to efekt tragedii, która miała miejsce 13 sierpnia na przystanku autobusowym zlokalizowanym na wysokości ul. Woronicza 29 . Tam, około godz. 10.30, kierowca samochodu osobowego marki Ssangyong uderzył w kobietę, która przechodziła przez ulicę, a następnie w przystanek, na którym stało kilka osób. Piesza zginęła na miejscu, a jedna z rannych kobiet zmarła w szpitalu. Wśród poszkodowanych było też kilka innych osób, w tym 3,5-letnie dziecko.
Kierowca był trzeźwy. Za spowodowanie katastrofy w ruchu lądowym, w wyniku której śmierć poniosły dwie osoby, mężczyźnie grozi od sześciu miesięcy do ośmiu lat pozbawienia wolności.
Czy tragedii na Woronicza dało się uniknąć? W ocenie Zofii Smełki-Leszczyńskiej - jak najbardziej. Radna miasta stołecznego Warszawy oraz członkini partii Razem w TOK FM wskazała, że już od wielu lat władze miasta dysponują wynikami audytu na temat bezpieczeństwa na przejściach dla pieszych. Poziom tego bezpieczeństwa oceniano w skali od 0 do 5. Przejście na Woronicza, jak podała radna, otrzymało najniższą notę z możliwych.
- I to nie jest tak, że nie podjęto interwencji. Interweniowali mokotowscy radni, interweniowali mieszkańcy, były prośby o fotoradary. I te wszystkie prośby przez siedem lat ignorowano. Stało się coś, co można było przewidzieć - podkreśliła gościni Agaty Szczęśniak w audycji "Jest temat!" w TOK FM.
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj z oferty "taniej na zawsze". Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>
Zdaniem posłanki Klaudii Jachiry (Koalicja Obywatelska, Zieloni) winę za wypadek ponosi przede wszystkim kierowca, ale też - szerzej - panujące w Polsce "głębokie przyzwolenie na przekraczanie prędkości".
- Nie ukrywajmy - jako Polki i Polacy nie widzimy w tym problemu. Proszę zobaczyć, jaki jest taryfikator za przekroczenie prędkości. On karze tak samo za przekroczenie od 1 do 10 kilometrów, a kara rośnie dopiero od 11 kilometrów i tak dalej. Mamy fotoradary, ale tych jest stanowczo za mało i one także mają tolerancję do kilku kilometrów. Pora uzmysłowić sobie, że osoba, która łamie przepisy drogowe i przekracza prędkość, to potencjalny zabójca. Użyłam tego określenia specjalnie - mówiła Jachira.
'Było mnóstwo krwi, wszyscy to widzieli'. 100 tys. złotych za krzywdę w strzeżonym ośrodku
'Łamanie przepisów jest zbyt tanie'
Do tego - jak dodała posłanka - dochodzi kwestia poczucia bezkarności kierowców. - Na Zachodzie Europy polscy kierowcy jeżdżą przepisowo, bo wiedzą, że w każdym powiecie, w każdej gminie - na przykład francuskiej, przyjdzie im za dwa-trzy tygodnie kilkaset euro mandatu za to, że przekroczyli prędkość. Co z tego, że Sejm wprowadzi nawet najlepsze prawo, jeżeli potem kierowcy sobie nic z tego nie robią, bo wiedzą, że są bezkarni? - pytała retorycznie gościni TOK FM.
Odnalezioną Izabelę P. czeka przesłuchanie. Szpital poinformował o jej stanie zdrowia
Zofii Smełka-Leszczyńska zgodziła się z postulatem posłanki KO dotyczącym wyższych mandatów. - U nas łamanie przepisów jest zbyt tanie - stwierdziła. Jednak - według niej - nie jest to kluczowa przyczyna śmierci na drogach.
- Trzeba przywrócić samorządom możliwość stawiania fotoradarów tam, gdzie one są potrzebne. W 2015 roku przez Sejm przeszła ustawa, która samorządom tę możliwość zabrała. Warszawa przede wszystkim musi trzymać się rekomendacji z audytu - nadal jest 68 przejść, na których te zmiany albo nie zaszły, albo są niewystarczające. Bardzo się cieszę, że w Warszawie jest frezowanie, wymiana nawierzchni i rozmaite inne inwestycje, ale my nie potrzebujemy miasta, po którym jeździ się milej. My potrzebujemy miasta, w którym ludzie nie giną na przejściach dla pieszych - stwierdziła warszawska radna w TOK FM.
Tragedia na Woronicza. Protest mieszkańców
We wtorek (20 sierpnia) mieszkańcy zorganizowali protest w miejscu, gdzie tydzień temu doszło do tragedii. Jak relacjonowała stołeczna "Gazeta Wyborcza" , zgromadzenie rozpoczęto od minuty ciszy. Zaczęło się o godzinie 18, tłum gęstniał z każdą minutą. - Mnie się nie mieści w głowie, że dwumilionowa stolica nie jest w stanie zapewnić bezpieczeństwa swoim mieszkańcom - mówił przewodniczący zgromadzenia Krzysztof Gutkowski.