advert 0:
advert:
device 1:all
device 2:all
advert final:
,
Obserwuj
Mazowieckie

To nie jest dobre miejsce dla dziecka. W Polsce utknęło tam nawet ponad 800 maluchów

6 min. czytania
31.03.2025 15:07
Nawet ponad 800 dzieci, w tym rocznych czy dwuletnich maluchów, może przebywać w Polsce w domach pomocy społecznej czy zakładach opiekuńczo-leczniczych. - One trafiają tam jako dwu-, trzy- czy czterolatki i tak naprawdę nigdy tej instytucji nie opuszczają - przyznaje Joanna Luberadzka-Gruca.
|
|
fot. Dawid Wolski / Dawid Wolski/East News

Państwo nie prowadzi statystyk, dlatego nie wiadomo, ile dokładnie dzieci jest w takiej sytuacji. Joanna Luberadzka-Gruca zrobiła własne wyliczenia na podstawie różnych danych z resortów. Wynika z nich, że w domach pomocy społecznej (DPS-ach) i zakładach opiekuńczo-leczniczych (ZOL-ach) jest ponad 800 dzieci, w bardzo różnym wieku, również maluchy w wieku 1-2 lat.

Jedną z takich historii opisywaliśmy jakiś czas temu na tokfm.pl. Jej bohaterem był Piotruś, roczny chłopczyk z niepełnosprawnością. Nie znaleziono dla niego rodziny zastępczej, więc ktoś zdecydował, że najlepszy będzie Dom Pomocy Społecznej. Chodziło o dziecko, które w wieku około trzech miesięcy trafiło do pogotowia rodzinnego. Zabrano je z domu, w którym musiała interweniować policja, a chodziło m.in. o alkohol.

Pogotowie Opiekuńcze prowadziła pani Ewa. Gdy Piotruś był już u niej, trafił do szpitala z krwiakiem podtwardówkowym. Przeszedł operację, trafił na OIOM, a wszystkiemu towarzyszył ogromny stres. Lekarze powiedzieli, że maluch nie ma szans na rozwój i że przez całe życie zapewne będzie leżał. Okazało się jednak, że bardzo się mylili, bo Piotruś - pod opieką pani Ewy - zaczął się uśmiechać, siedzieć z podparciem, przekręcał się z plecków na brzuch i odwrotnie. Zaczął trzymać grzechotkę czy sam jeść chrupka czy ciasteczko. Ale u pani Ewy zostać nie mógł, bo to placówka zapewniająca tylko doraźny pobyt, do pierwszego roku życia. Stąd pomysł z DPS-em.

Dzieci z DPS-u na kolanach szorowały kościół. Nowe informacje w głośnej sprawie

Dzieci, których nie widać

Małgorzata Szumowska jest prezeską warszawskiej Fundacji Centrum Edukacji "Niewidzialna", która od lat działa społecznie na rzecz dzieci, w tym dzieci z niepełnosprawnościami. Akcja #NiewidzialneDzieci ma zwrócić uwagę na dzieci, które trafiają do miejsc, w których nigdy nie powinny przebywać, czyli właśnie do DPS-ów i ZOL-i.

- Postanowiłam, że zostanę rzeczniczką tej sprawy - tego, by doprowadzić do zmiany w tym zakresie. Cały czas dostaję listy i informacje o takich dzieciach. A nie mam wątpliwości, że dzieci nie mogą i nie powinny trafiać do takich miejsc - mówi Szumowska w rozmowie z TOK FM. - Kiedy o tym myślę, cierpnie mi skóra, bo widzę, jak bardzo te dzieci są niewidzialne nie tylko dla systemu, ale też dla bardzo wielu z nas. W dzisiejszym świecie społeczeństwo myśli sobie: 'dziecko nie ma rodziców biologicznych, więc potrzebna jest instytucja. Ona pomoże i się nim zaopiekuje'. Pytanie - czy na pewno? - pyta nasza gościni.

Joanna Luberadzka-Gruca, prezeska Fundacji "Polki mogą wszystko", która od lat działa na rzecz dzieci z niepełnosprawnościami i od lat prowadzi warsztaty dla kandydatów na rodziców zastępczych, też nie ma wątpliwości, że ani DPS, ani ZOL to nie są miejsca dla dzieci. - Wiem, że są takie DPS-y, w których pracownicy bardzo się starają, by dzieciom było u nich dobrze. Ale nawet wtedy, gdy pracują tam osoby bardzo oddane dzieciom, to jednak jest to ich praca. Dziś mogą pracować w tej instytucji, jutro - w innej, święta chcą spędzać ze swoimi rodzinami. Pamiętajmy, że instytucje mają naprawdę wiele wad - mówi Joanna Luberadzka-Gruca.

Czy naprawdę nie ma miejsc w rodzinach?

Najczęstszym argumentem tych, którzy podejmują decyzję o umieszczeniu dziecka w DPS-ie jest brak rodzin zastępczych. - Uwielbiam ten argument. Dla mnie jest to argument z półki usprawiedliwień, które nie powinny być brane pod uwagę. Ne możemy mówić, że przez tę sytuację dzieci będą w DPS-ach i że się z tym godzimy. Jeśli zaczniemy tak do tego podchodzić, to właściwie w ogóle nie powinniśmy o tym rozmawiać i możemy zaprzestać zmieniania rzeczywistości. Uznajemy: 'OK, instytucja jest dobrym miejscem dla dziecka, twórzmy kolejne domy pomocy społecznej'. No nie! Ja się takiemu podejściu stanowczo sprzeciwiam - mówi Luberadzka-Gruca w rozmowie z TOK FM.

- Dużo mówimy o problemach demograficznych, rodzi się mało dzieci. W mojej opinii każde dziecko jest ogromną wartością i każde powinno być bezcennym skarbem, o który wszyscy się zatroszczymy i któremu zapewnimy jak najlepsze życie - dodaje.

20 osób w kolejce, trzy miesiące czekania. Dramatycznie brakuje miejsc w DPS-ach

Czy chciałbyś żyć w całodobowej instytucji?

Nasze rozmówczynie dodają, że kluczowa jest zmiana podejścia i próba odpowiedzi na pytanie: 'Czy chciałbyś/chciałabyś tego dla siebie albo dla swojego dziecka?'. - DPS to całodobowa instytucja, w której panują określone zasady, stały regulamin, wspólne posiłki, które ktoś wcześniej zaplanuje. Nie ma możliwości wybrania tego, co chciałoby się zjeść na śniadanie czy na obiad - mówi pani Joanna.

- Często myślimy - bo tak jest łatwiej - zupełnie abstrakcyjnie, że chodzi o 'jakieś dzieci', w 'jakimś DPS-ie'. Uogólniamy, nie skupiając się na konkretnym dziecku, z jego indywidualną historią, możliwościami, potencjałem. Nas naprawdę nie stać na to, by tak do tego tematu podchodzić - dodaje Małgorzata Szumowska.

Niewidzialne dzieci w Sejmie

W środę tematem #NiewidzialnychDzieci ma się zająć sejmowa Komisja do spraw Dzieci i Młodzieży, działająca pod przewodnictwem posłanki Moniki Rosy. Jak wskazała Rosa, to będzie bardzo ważna rozmowa o systemie pieczy zastępczej: o dzieciach w DPS-ach i ZOL-ach, o niewykonanych wyrokach, o bezpieczeństwie najmłodszych, o kierunkach zmian. 'Wszyscy wiemy, jak bardzo potrzebna jest zmiana, by każde dziecko miało szanse na bezpieczne dzieciństwo i rodzinę' - napisała posłanka.

Jak dodaje Małgorzata Szumowska, dziecko w instytucji nie ma szansy na rozwój, 'zapada się' w swoim świecie. - Gdy dziecko jest w domu dziecka, wychowawcy przygotowują dla niego przynajmniej plan usamodzielnienia i przychodzi taki moment, gdy to dziecko taką placówkę opuszcza. W DPS-ie jest zupełnie inaczej - te dzieci trafiają do Domu Pomocy Społecznej jako dwu-, trzy- czy czterolatki i tak naprawdę nigdy tej instytucji nie opuszczają. Kończą 18 lat i nadal pozostają w DPS-ie. Nie następuje taki moment, w którym ktoś stwierdza, że może jednak udałoby się znaleźć rodzinę dla tego dziecka. Trochę wychodzimy z założenia i godzimy się na to, że są to dzieci, które będą tam trwać - mówi Joanna Luberadzka-Gruca.

Nasza gościni dodaje, że spośród 800 dzieci w DPS-ach około 100 jest tam tylko dlatego, że zabrakło dla nich miejsca w domu dziecka czy w rodzinnej pieczy zastępczej. - I sąd umieszcza tam dziecko, bo nie ma dla niego innej propozycji. Wybiera 'mniejsze zło'. Ja jednak stanowczo uważam, że nie powinno tak być. Jestem przekonana, że za słabo szuka się osób, które mogłyby się zaopiekować takim dzieckiem, że wiele w tym temacie odpuszczamy. Ciągle mówimy o kryzysie pieczy zastępczej, a tak naprawdę niewiele się zmienia - mówi Luberadzka-Gruca.

O tą zmianę walczyli od lat. 'Mamy prawdopodobnie najbardziej gorącą listę w kraju'

Są miejsca, gdzie dzieci w instytucjach nie ma

Nasza rozmówczyni dodaje, że jak się chce, to można sytuację zmienić, co pokazuje choćby samorząd w Koninie. - Niezwykle dużo zależy od tego, kto rządzi danym powiatem, jaką ma wizję i czy w ogóle widzi te dzieci. Dobrym przykładem jest powiat ziemski koniński. To jest powiat, który nie ma ani jednego dziecka z terenu powiatu w instytucji. Ciągle im się udaje to utrzymać, mimo że mają problemy takie jak wszyscy. I jest to także powiat, w którym odebrano dziecko z domu pomocy społecznej i umieszczono w pieczy zastępczej. To przykład tego, że samorządowcy rozumieją i widzą, że te dzieci potrzebują rodzin - dodaje pani Joanna.

Podaje też przykład Gdyni, która stara się pomagać rodzinom zastępczym w bardzo wielu wymiarach i która też nie dopuszcza, by dzieci trafiały do DPS-ów. - Wszystko zależy od determinacji, uważności i wrażliwości osób, które rządzą w danym powiecie i które podejmują decyzje - podsumowuje gościni TOK FM.