Kupcy z Modlińskiej zlekceważeni na sesji rady miasta. "Prawo jest w tej chwili martwe"
- Władze Warszawy odmówiły zaangażowania się w spór pomiędzy handlarzami z hali Modlińska 6d a właścicielem budynku, uznając konflikt za prywatny spór cywilny. "Nie szanują obywateli, nie mają odwagi wysłuchać" - skarżyła się jedna z handlarek;
- Kupcy z hali Modlińska 6D, głównie pochodzenia wietnamskiego, są w sporze z właścicielem budynku - firmą Mirtan - po odmowie zaakceptowania 20 proc. podwyżki czynszu;
- Kupcy walczą o możliwość kontynuowania działalności gospodarczej, ale powstrzymują ich przed tym ochroniarze obiektu.
Hala Modlińska 6D miała być nowym początkiem dla części kupców, którzy stracili swoje stoiska w wyniku pożaru hali Marywilska 44, do którego doszło w maju 2024 roku. Nowe miejsce zostało otwarte w październiku ub.r., ale pomiędzy handlarzami a właścicielem budynku - firmą Mirtan - pojawił się spór.
Nasilił się on na początku 2025 r., kiedy właściciel hali zaproponował kupcom - w większości pochodzenia wietnamskiego - 20-procentową podwyżkę czynszu. T-Groupe, która reprezentuje kupców, nie zgodziła się na nowe warunki. Mirtan zarzuca obecnie, że firma korzysta z hali bez ważnej umowy i nie opłaca należności. Kupcy odpowiadają, że mają prawo do użytkowania obiektu.
Przy Modlińskiej 6 jest coraz gorzej. Handlarze piszą do władz. 'Jesteśmy bezsilni'
Kupcy nie mogą dostać się do własnych stoisk, ponieważ powstrzymują ich przed tym ochroniarze czeczeńskiego pochodzenia. Dochodziło do fizycznych starć. Handlowcy z Modlińskiej postanowili szukać pomocy w warszawskim ratuszu i zjawili się na czwartkowej sesji rady miasta, jednak napotkali ścianę - po 10 minutowej odpowiedzi Sekretarza Miasta zamknięto dyskusję.
- Zderzenie z rzeczywistością po prostu ludzi boli. Unikają problemów, nie szanują obywateli, nie mają odwagi wysłuchać - powiedziała jedna z handlarek, której nie udało się zabrać głosu na sesji.
Jak tłumaczył Jarosław Jóźwiak z Koalicji Obywatelskiej, który wnioskował o zamknięcie dyskusji to spór między dwoma prywatnymi przedsiębiorstwami, w który radni nie powinni ingerować. - Jak wskazał Sekretarz Miasta, jest to sprawa cywilna między kupcami, dwiema spółkami. Nie jest to teren miejski i jako miasto nie mamy żadnych kompetencji w tej sprawie. Jedyną kompetencją ewentualnie w zakresie bezpieczeństwa ma tutaj policja - powiedział Jóźwiak w rozmowie z reporterem TOK FM Błażejem Kuleszą.
Spór o halę przy Modlińskiej. Policja rozkłada ręce
Jak wyjaśniał przedstawiciel kupców Tomasz Fan, ci, którzy przenieśli się na Modlińską, trafili na nieuczciwego właściciela, z którym teraz są w sporze. Część z nich ma wyroki sądowe, ale problem w tym, że nie są respektowane. - Prawo jest w tej chwili martwe. Policja decyduje, żeby się nie wtrącać. Twierdzą, że to jest tak zwany spor cywilny. Ale jaki spor cywilny skoro (ochroniarze - red.) używają gazu, pałek przeciwko nam, a policja stoi biernie - pytał mężczyzna.
Trzaskowski zwolnił go za hejterskie konto. 'CasperVanDerHaag' znalazł się w spółce Skarbu Państwa
Policja w tym zakresie ma związane ręce. - Każda ze stron legitymuje się pewnymi dokumentami i uznaje nadrzędność swoich interesów. Natomiast my jako policja musimy w tej sprawie być bardzo obiektywni. Nie ma jednej strony, która by atakowała. To były wzajemne ataki i my te materiały zabezpieczyliśmy na poczet prowadzonych postępowań - tłumaczyła komisarz Paulina Onyszko, rzecznik komendanta stołecznego policji na Pradze Północ.
Nadzwyczajna sesja Rady Warszawy poświęcona bezpieczeństwu została dokończona w niecałą godzinę. Każdy punkt wyglądał podobnie. Najpierw krótka informacja ze strony miasta, a potem wniosek o zamknięcie dyskusji.
Prokuratura wszęła śledztwo ws. narażenia życia
Innym wątkiem sporu wokół hali przy Modlińskiej jest ten dotyczący bezpieczeństwa pożarowego w budynku. Jak poinformowała spółka Mirtan, Prokuratura Rejonowa Warszawa-Praga Północ wszczęła śledztwo w sprawie narażenia życia i zdrowia tysięcy osób wpuszczanych na teren Centrum Modlińska 6d, mimo poważnych uchybień w bezpieczeństwie pożarowym. Zawiadomienie złożył zarządca obiektu, wskazując, że od lutego do 5 maja 2025 roku prezes T-Groupe Chau Than Phan wpuszczał do hali nawet kilka tysięcy osób dziennie, mimo że nie działały instalacje: przeciwpożarowa, NOMA, hydrantowa, a także, pompownia, czujniki oddymiania, oświetlenie ewakuacyjne oraz system monitoringu przeciwpożarowego.
Zarządca złożył już ponad 20 zawiadomień na policję i do prokuratury, w tym dotyczące przemocy i dewastacji mienia - straty oszacowano na ponad pół miliona złotych. "Działamy zgodnie z prawem i nie możemy pozwolić na akty przemocy ani próby siłowego przejmowania majątku" - przekonywał Sebastian Bogusz z Mirtanu w oświadczeniu. Wśród wymienionych przez spółkę zniszczeń są m.in. agregat prądotwórczy, witryny sklepowe, brama i drzwi.
Decyzją nadzoru budowlanego obiekt został zamknięty 5 maja, po wykryciu m.in. blokowania dostępu do hydrantów, nielegalnych butli gazowych i zablokowanych wyjść ewakuacyjnych. Trwa też policyjne postępowanie w sprawie znieważania uchodźczyń z Ukrainy, z zawiadomienia Ambasady Ukrainy.
Posłuchaj: