Tęczowa flaga na figurze Chrystusa. "Uznałam, że zrobię performance". Co na to sąd?
- Pani profesor wywiesiła tęczową flagę przed kościołem Świętego Krzyża w Warszawie w sierpniu 2020 roku;
- Dwie osoby złożyły zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa. Chodziło o art. 196. Kodeksu karnego, czyli obrazę uczuć religijnych;
- Sprawą zajęła się prokuratura i bardzo szybko skierowała do sądu akt oskarżenia. Tyle, że przeleżał on w sądzie kolejne lata, aż do teraz.
Był sierpień 2020 roku. Profesor Magdalena Pecul-Kudelska, chemiczka z Uniwersytetu Warszawskiego, uznała, że chce wyrazić solidarność z aktywistkami, które wcześniej były zatrzymywane za wieszanie tęczowych flag na pomnikach. Zrobiły to m.in. w nocy z 28 na 29 lipca 2020 roku. Do flag dołączyły wtedy kartki z manifestem: 'Pamięci poległych w walce z codzienną nienawiścią. Tych, którzy mieli siłę, by skoczyć w ciemność'.
- Uznałam, że zrobię performance i umieszczę tęczową flagę na cokole figury Jezusa Chrystusa, przed kościołem Świętego Krzyża w Warszawie. Chciałam zobaczyć, co się stanie. Czy spotka mnie to, co inne osoby, które wcześniej te flagi wieszały. Stanęłam więc z flagą w biały dzień, ja - profesor uniwersytetu - wspomina w rozmowie z TOK FM Pecul-Kudelska.
Jak dodaje, jej flaga wisiała przez około 10 minut. Bardzo szybko na miejscu zjawiła się policja, a dwie osoby z Krakowa - które potem twierdziły, że akurat tędy przechodziły - złożyły zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa. Chodziło o art. 196. Kodeksu karnego, czyli obrazę uczuć religijnych: 'Kto obraża uczucia religijne innych osób, znieważając publicznie przedmiot czci religijnej lub miejsce przeznaczone do publicznego wykonywania obrzędów religijnych, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2'.
Zarzuty, akt oskarżenia i... pięć lat czekania
Sprawą zajęła się prokuratura i bardzo szybko skierowała do sądu akt oskarżenia. Tyle, że przeleżał on w sądzie kolejne lata, aż do teraz. - Według mnie mieliśmy tu do czynienia z klasycznym postępowaniem, które polegało na instrumentalizacji prawa karnego - mówi TOK FM mecenas Marcin Pawelec-Jakowiecki, pełnomocnik pani profesor.
- Po raz kolejny wykorzystano jako pewną 'broń' artykuł 196 Kk, czyli występek, w którym dominują znamiona nie opisowe, lecz ocenne. Jest to przepis niezwykle elastycznie interpretowany. A za pomocą przepisów niejasnych i nieostrych najłatwiej jest instrumentalizować prawo - wyjaśnia prawnik.
Materiał TVP 'zmienił ich życie w piekło'. Zapadł wyrok sądu
Prof. Magdalena Pecul-Kudelska od początku wskazywała, że tęcza - w tym tęczowa flaga - nie obraża uczuć religijnych. Podkreślała, że bywa ona nawet wykorzystywana w praktyce duszpasterskiej, w Kościele katolickim, choćby w Niemczech. Tłumaczyła, że celem jej działań nie było obrażanie czyichś uczuć. Deklarowała, że symbole religijne nigdy jej nie przeszkadzają i nie miała powodu, aby je znieważać.
Po pięciu latach - w końcu umorzenie
Pełnomocnik pan profesor wystąpił z wnioskiem i umorzenie tej sprawy, a sąd się do niego przychylił. Uzasadnienie umorzenia - które jest już prawomocne - w zasadniczej części jest zgodne z wnioskiem adwokata.
'W ocenie sądu oskarżona działała wyłącznie w celu wyrażenia swoich poglądów. (...) Działanie oskarżonej nie przekraczało przy tym prawa do swobody wypowiedzi, która to swoboda zawiera możliwość szerokiej krytyki, choćby zawierała treści szokujące i godzące we wrażliwość odbiorców' - napisała sędzia w uzasadnieniu. Powołała się przy tym m.in. na jeden z wyroków Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. 'W ocenie sądu nie ma wątpliwości, że działania oskarżonej w przedmiotowej sprawie, polegające na umieszczeniu w przestrzeni publicznej flagi symbolizującej środowisko LGBT, nie stanowiły przejawu mowy nienawiści, nie podżegały do przemocy, nie zastraszały innych osób (...) pozostając tym samym w granicach prawnie chronionej swobody wypowiedzi' - czytamy dalej w uzasadnieniu decyzji o umorzeniu sprawy.
Nielegalna eksmisja na znanym warszawskim osiedlu? Mamy odpowiedź policji
- W mojej ocenie ta sprawa była klasycznym postępowaniem typu SLAPP. Była to totalna nieproporcjonalność ingerencji władzy publicznej w wolność wypowiedzi. Oczywiście wykorzystano też środki całkowicie nieproporcjonalne, jeśli chodzi o ochronę prawną, bo siłą rzeczy tego rodzaju działanie - można byłoby w najgorszym wypadku zakwalifikować jako wykroczenie, a nie jako przestępstwo. Wykorzystano przy tym oczywiście przestępstwo ścigane z urzędu. Nieadekwatnie do sytuacji i nadmiarowo - wskazuje mec. Pawelec-Jakowiecki.
Prof. Pecul-Kudelska przypomina, że swój happening zorganizowała w momencie, gdy w Polsce trwała nagonka na osoby ze społeczności LGBTQ+, gdy politycy wyzywali je od najgorszych, w mowę nienawiści włączali się też niektórzy hierarchowie Kościoła (choćby słowa o 'tęczowej zarazie' abpa Jędraszewskiego).
- Jeśli chodzi o reakcje na uczelni, na której pracuję, to w przeważającej większości była to reakcja bardzo pozytywna. Dostałam wiele podziękowań za swoje działanie m.in. w wiadomościach prywatnych od studentów Uniwersytetu Warszawskiego. Jedna osoba miała jawne pretensje do mnie, wdała się ze mną w dyskusję, natomiast jeden pan profesor przestał mi się kłaniać. To były więc tylko te dwie osoby - wspomina w rozmowie z nami pani profesor.
Naukowczyni podkreśla, że przed 2015 rokiem i przed okresem rządu PiS nie była aktywistką. To się zmieniło, bo - jak mówi - nie mogła patrzeć na to, co się w Polsce działo. - Jestem aktywistką do dziś - podkreśla. Jak wskazuje, tego typu represji jakie ją spotkały, dziś nie ma, ale są inne represje wobec aktywistów. - Choćby wobec aktywistów z polsko - białoruskiej granicy, którzy muszą stawać przed sądem czy wobec osób z Ostatniego Pokolenia, gdzie doszło do sytuacji, że dwie osoby przewieziono - z niewiadomych przyczyn - do szpitala psychiatrycznego. To się ciągle dzieje - podsumowuje nasza rozmówczyni.