,
Obserwuj
Mazowieckie

To było najgłośniejsze porwanie w PRL. "Niech pan zrezygnuje z opieki milicji"

7 min. czytania
14.06.2025 20:20
"Po kilku minutach drzwi do kabiny puszczają. Klozet jest cały. Ale to, co znajduje się obok, wywołuje przerażenie. Przy muszli leżą skręcone, poczerniałe zwłoki. Z klatki piersiowej wystaje rękojeść noża. Wokół rozrzucono książki i zeszyty" - tak odnalezienie ciała porwanego niecałe dwa lata wcześniej syna Bolesława Piaseckiego, lidera przedwojennej Falangi i szefa powojennego Stowarzyszenia Pax, opisuje Przemysław Semczuk w książce pt. "Nieuchwytni".
|
|
fot. John Phillips

Poniższy fragment pochodzi z książki 'Nieuchwytni. Odtajnione dokumenty, niewyjaśnione śledztwa PRL' autorstwa Przemysława Semczuka, wydanej 21 maja 2025 roku nakładem wydawnictwa Świat Książki.

Telefon

Piasecki uchodzi powszechnie za bogatego człowieka. Stoi na czele Stowarzyszenia PAX, które jest ewenementem w socjalistycznych realiach. To potężne przedsiębiorstwo obracające ogromnymi sumami, niewyobrażalnymi dla zwykłego obywatela. Tyle że to nie jest prywatna własność przewodniczącego. On sam jest tylko pracownikiem zarządzanej przez siebie firmy i nie ma pieniędzy żądanych przez porywaczy. Zarząd podejmuje więc decyzję o przekazaniu do jego dyspozycji ponad siedmiuset tysięcy. Spora kwota, a do tego stowarzyszenie nie obraca obcymi walutami i musi kupić dolary na czarnym rynku. Obecny kurs wynosi sto pięćdziesiąt złotych za dolara. Oficjalny, państwowy, jest trzykrotnie niższy. Lecz władze nawet w tej krytycznej sytuacji nie wydadzą zgody na zakup w banku.

W środę pieniądze są spakowane zgodnie z instrukcją zawartą w liście. Numery banknotów oczywiście zanotowano. W gabinecie Piaseckiego zainstalowano przenośną radiostację i drutofon, urządzenie nagrywające dźwięk. Jest prostszy i lżejszy od magnetofonów zapisujących na taśmie magnetycznej. Te są ogromne, ciężkie i dostępne tylko w studiach Polskiego Radia. Drutofon zaś jest przenośny i lekki, waży tylko trzydzieści kilogramów. Jakość nagrania nie jest wprawdzie najlepsza, ale milicja ma nadzieję, że uda się nagrać głos porywacza, gdy zadzwoni z instrukcją.

'Nieuchwytni. Odtajnione dokumenty, niewyjaśnione śledztwa PRL', Przemysław Semczuk
'Nieuchwytni. Odtajnione dokumenty, niewyjaśnione śledztwa PRL', Przemysław Semczuk
Świat Książki

Śledczy liczą też na to, że uda się namierzyć numer, z którego przyjdzie połączenie. W centrali telefonicznej dyżuruje ekipa techników, która zacznie działać po rozkazie przekazanym przez radiostację. Jednak ustalenie numeru nie jest proste. Trzeba najpierw znaleźć kierunek, z którego ktoś dzwoni, a potem w odpowiedniej centrali i danej sekcji odnaleźć konkretny wybierak i na nim odczytać ustawienie obrotowych, podnoszonych tarcz. Czasem udaje się to zrobić w ciągu trzech minut. Lepiej jednak, by rozmowa trwała dłużej, co najmniej pięć minut. W chwili gdy rozmówca odłoży słuchawkę, wybierak opada i nie da się już z niego nic dowiedzieć.

Telefon dzwoni w czwartek 24 stycznia o 18:23.

- Słucham.

- Pan Piasecki?

- Tak.

- W sprawie syna.

- Tak.

- Ponieważ otoczył się pan milicją, pieniędzy nie przyjmiemy.

- Jak to nie, dlaczego? - Piasecki zaczyna się jąkać.

- To nie są kpiny.

- Jakie kpiny… są? Żadną milicją się nie otoczyłem, to przecież muszą panowie… halo! halo! halo!

- No!

- Proszę pana, jest sytuacja taka, że sam… sama sytuacja jest tego rodzaju, że jak… sposób, w jaki to było zrobione… nadało pełny rozgłos, prawda… cóż ja mogłem zrobić w tej sprawie, to nie moja wina.

- Niech pan zrezygnuje z opieki milicji.

- No, no. - Piasecki wciąż się jąka. - Też zapewne jak ja rozumiem, ja nie mam interesu… Ja mam z panami interes, a nie z milicją.

- Więc niech pan czeka w gabinecie na następną wiadomość, w gabinecie.

- Kiedy?

- Niech pan czeka.

- Ale kiedy?

- My jeszcze ostrzegamy!

- Ale kiedy wiadomość?

- Niedługo. Jeżeli wyruszy pan na miasto z nimi, to my natychmiast wykonujemy to, cośmy powiedzieli. Do widzenia.

- Ale jak to? Nie rozumiem. Proszę pana! Halo! Halo!

- Halo!

- Halo, proszę pana! Jak to? Co znaczy wyruszy z nimi?

- Musi pan wyjść sam.

- Co?

- Musi pan wyjść sam. Z teczką. Z teczką sam. Do widzenia, czekać przy aparacie.

Rozmowa trwa zaledwie dwie minuty. Technikom mimo wszystko udaje się ustalić numer (...). Porywacz dzwoni z ulicy Mokotowskiej 61 lokal 25. Wszystkie patrole ruszają w ten rejon. Oficerowie Departamentu II MSW wpadają do mieszkania. Wewnątrz zastają mężczyznę ze słuchawką w ręku. Jest też kobieta i dziecko. Chcą ich aresztować. Mężczyzna pokazuje dokumenty. To pułkownik Henryk Witosławski z Zarządu II Sztabu Generalnego Wojska Polskiego. Bezpieczniacy są zdezorientowani. Kontrwywiad cywilny trafił na wyższego stopniem oficera wywiadu wojskowego. Po chwili otrzymują wiadomość, że zaszła pomyłka. Wygląda na to, że szantażysta dzwonił jednak z rozmównicy publicznej w Banku Gospodarstwa Krajowego. Niestety, ten aparat też jest niewłaściwy.

Porywacz wie o powiadomieniu milicji. Można to z łatwością wywnioskować, gdy się obserwuje biura PAX. Na Mokotowską 53 co chwila podjeżdżają samochody, wciąż ktoś wchodzi i wychodzi. Ruch jest większy niż zazwyczaj. Mimo że wozy nieoznakowane, a ludzie po cywilnemu, i tak widać, że to któraś ze służb. Po mieście kręci się o wiele więcej patroli. Poza tym rankiem następnego dnia po uprowadzeniu milicja przeszukała gmach sądów. Wieczorem wiadomość o porwaniu podało Radio Wolna Europa.

Telefon w biurze PAX dzwoni ponownie o 21:00.

- Z panem Piaseckim.

- Chwileczkę, zaraz połączę pana.

- Słucham.

- Pan Piasecki?

- Tak.

- W sprawie syna. Czy rozmowa jest podsłuchiwana?

- Nie! Przez kogo?

- Przez milicję.

- Jak to może być przez milicję podsłuchiwana?

- O jedenastej wyjdzie pan z domu z pieniędzmi i do trzynastej uwolni się pan na mieście od tajniaków. Od trzynastej proszę czekać na nasz telefon w restauracji "Kameralna" przy ulicy Foksal. Do widzenia.

- Halo! Halo! Halo!

- No.

- Wszystko będzie zrobione, tylko jest sprawa taka, że zamiast mnie będzie ksiądz Suwała. Zgodnie z umową.

- Dobrze, niech trzyma rogi!

- Tak, tak, ksiądz Suwała, ma rogi.

Również ta rozmowa trwa zbyt krótko, aby się udało ustalić numer. Wiadomo tylko że połączenie przyszło przez centralę telefoniczną na Czackiego, z numerów zaczynających się cyfrą sześć. Szóstkę na początku mają numery kilkunastu tysięcy abonentów. W tym telefony instytucji i aparaty publiczne.

Schron

(...) Budynek przy Świerczewskiego 82a, vis à vis gmachu sądów, wzniesiono na przełomie lat czterdziestych i pięćdziesiątych. Cały wysoki parter zajmują jedne z największych warszawskich delikatesów. Na pięciu kondygnacjach powyżej jest sto pięćdziesiąt mieszkań. W dwóch podziemnych poza piwnicami umieszczono spory schron TOPL.

(...) W poniedziałek, 8 grudnia, dozorca budynku Stanisław Dudek schodzi do podziemi z monterem Wiktorem Kossowskim, hydraulikiem Teodorem Biskupem, elektrykiem Henrykiem Kalacińskim, technikiem budowlanym Romanem Kabatem i malarzem Władysławem Rejmanem. Mają sprawdzić stan urządzeń sanitarnych i sporządzić plan koniecznych prac remontowych.

(...) Otworzyli lewą kabinę w toalecie. Wewnątrz znajdowała się stłuczona miska klozetowa i nieczystości. Uznali, że to źródło smrodu. Było już przed fajrantem, więc prawej kabiny nie otwierali. Tym razem muszą to zrobić, bo trzeba zamówić brakującą armaturę.

Po kilku minutach drzwi do kabiny puszczają. Klozet jest cały. Ale to, co znajduje się obok, wywołuje przerażenie. Przy muszli leżą skręcone, poczerniałe zwłoki. Z klatki piersiowej wystaje rękojeść noża. Wokół rozrzucono książki i zeszyty.

O godzinie 9:30 od tyłu budynku podjeżdża partol MO. Milicjanci schodzą z dozorcą sprawdzić, co się stało. Wiele razy ktoś zgłasza, że znalazł trupa. Najczęściej okazuje się, że trup wypił za dużo i śpi. Ale nie tym razem. Wśród leżących przy ciele książek jest dzienniczek ucznia. Na okładce przybito pieczątkę Liceum Stowarzyszenia PAX przy ulicy Naruszewicza. A poniżej drukowanymi literami wypisano nazwisko i imię: Piasecki Bohdan, rok szkolny 1956/57.

Pół godziny później na miejscu jest podprokurator Bogdan Kopczyński. Miał blisko. Prokuratura Warszawa Stare Miasto znajduje się po drugiej stronie ulicy, w gmachu sądów.

Jest też technik chorąży Krzysztof Kaczmarczyk z sekcji naukowo-technicznej Komendy Miasta, lekarz Jan Krajewski z zakładu medycyny sądowej i protokolant chorąży Michał Kozub. Rozpoczynają się oględziny miejsca zdarzenia, które potrwają do późnego wieczora.

Wiadomość o odnalezieniu ciała Bohdana lotem błyskawicy obiega Ministerstwo Spraw Wewnętrznych, Komendę Główną MO i Komendę Miasta. W schronie TOPL robi się tłoczno. Wszyscy wysocy rangą oficerowie uważają za swój obowiązek pojawić się na miejscu przestępstwa i wygłosić fachowe uwagi. Jednym z wycieczkowiczów jest szef Zakładu Kryminalistyki KGMO, pułkownik Ryszard Zelwiański. Na kryminalistyce się nie zna. W MO jest dopiero od czterech lat. W lutym 1945 roku został szeregowym funkcjonariuszem bezpieki, by już po czterech dniach objąć stanowisko zastępcy kierownika wydziału do walki z bandytyzmem. Po ośmiu latach zaledwie uzyskał stopień majora i objął stanowisko kierownika wydziału śledczego Komendy Głównej.

Pułkownik Zelwiański uznaje za konieczne natychmiastowe wyjęcie noża z ciała Bohdana. Lekceważy uwagę prokuratora Tadeusza Olkiewicza, że może to zatrzeć ślady. Jego zdaniem rękojeść jest szorstka; w tych warunkach i po niemal dwóch latach ślady linii papilarnych nie mogły się zachować. Szarpie kilka razy. Strupieszczenie zwłok jest tak daleko posunięte, że wyschnięte tkanki nie pozwalają wyjąć ostrza.

W Zakładzie Medycyny Sądowej identyfikacji zwłok dokonuje Bolesław Piasecki i stomatolog Tonchu-Ru. Sekcję zwłok prowadzi profesor Władysław Grzywo-Dąbrowski. Asystuje mu doktor Janina Rechowicz oraz doktor Jan Krajewski. Jest obecny prokurator Olkiewicz.

Na skutek panujących w schronie warunków, niskiej wilgotności i dobrej wentylacji nastąpiła naturalna mumifikacja, czyli strupieszczenie ciała. Stosunkowo niewielka liczba owadów uchroniła zwłoki przed zjedzeniem przez larwy. Lekarze stwierdzają przechodzące przez kość skroniową szczelinowe pęknięcie kości ciemieniowej lewej, szczelinowe pęknięcie w obrębie siodełka tureckiego i rozluźnienie szwu wieńcowego. Mówiąc wprost, czaszka chłopca została rozłupana. Nóż tkwiący w klatce piersiowej przebił lewe płuco od strony prawej do lewej, z góry ku dołowi. Strupieszczenie nie pozwala stwierdzić, czy na ciele są ślady innych urazów lub otarć. Daleko posunięte zmiany nie pozwalają także wskazać czasu zgonu. Jednak na podstawie oceny bielizny wydaje się prawdopodobne, że śmierć nastąpiła w dniu porwania. Podczas badań narządów biegli z Akademii Medycznej w Warszawie nie odnajdują śladów działania trucizn.

Posłuchaj: