Bez łodzi nikogo nie uratują. Stołeczni ratownicy wodni proszą o pomoc
- Dojechać, dojedziemy, ale nie dopłyniemy na środek rzeki wpław. Żeby móc ratować ludzi, musimy mieć łódź i sprawny silnik - mówi nam prezes jednostki.
Z powodu awarii sprzętu i braków finansowych ratownicy z OSP Ratownictwo Wodne - Warszawa znaleźli się w dramatycznej sytuacji. Brakuje im pieniędzy na naprawę łodzi ratunkowych i zakup paliwa. Dlatego musieli ograniczyć działalność - nie prowadzą już prewencyjnych patroli, interweniują jedynie w nagłych przypadkach. Apelują o pomoc, bo bez niej ich praca nie może być skuteczna.
Jednostka składa się z ponad 40 wyszkolonych ratowników, którzy przez cały rok dbają o bezpieczeństwo osób przebywających nad i na Wiśle. Latem ich obecność ma kluczowe znaczenie - rzeka przyciąga tłumy, a niebezpieczne sytuacje zdarzają się regularnie. Najczęściej pomagają kajakarzom, osobom wypoczywającym nad rzeką albo tym, którzy ulegają wypadkom podczas pływania na Wiśle.
- Mamy taką typową łódź ratowniczą, możemy nią płynąć nawet po bagnach. Podczas jednej z akcji uszkodziło się śmigło, którego naprawa kosztuje ponad 2 tysiące euro i nie da się tego zrekonstruować inaczej. Musi być nowe, wyważone, a obecne śmigło, naprawiane przez nas, jest zagrożeniem dla ratowników - mówi Maciej Olszewski, prezes jednostki.
W sumie potrzebne jest około 50 tysięcy złotych na naprawę obu łodzi ratunkowych i bieżące funkcjonowanie. Do tej pory udało się zebrać kilka tysięcy złotych.
Wolontariusze sami szukają pieniędzy
OSP Ratownictwo Wodne to organizacja ochotnicza - jej członkowie nie pobierają wynagrodzenia, a działalność opiera się głównie na pasji i poświęceniu. Jednak bez odpowiedniego sprzętu nawet największe zaangażowanie nie wystarczy. Wolontariusze sami starają się zdobywać środki: organizują zbiórki, szukają sponsorów, ale potrzeb jest tak wiele, że zwyczajnie nie nadążają. Dlatego próbują też zarabiać, prowadząc działalność edukacyjną.
- Różne stowarzyszenia, robiąc np. pokazy dla dzieci, zapraszają nas. My uczymy, szkolimy - za darmo. Natomiast jeśli ktoś chce zwrócić kwotę na paliwo albo dorzucić się do naszej zbiórki, to w ten sposób zarabiamy. To jest jedyna forma. Nie pobieramy wynagrodzenia za udział w jednostce, jesteśmy wolontariuszami - dodaje Olszewski.
Ratownicy z jednostki OSP Ratownictwo Wodne - Warszawa współpracują na co dzień z Państwową Strażą Pożarną. Są wynagradzani za udział w akcjach, ale tylko w tych, do których wzywa ich PSP. To właśnie ci ratownicy z tej jednostki ratowali życie, zdrowie i dobytek ludzi na południu Polski podczas zeszłorocznej powodzi.
Obecnie ratownicy na stronie zbiórki piszą, że bez sprawnych łodzi nie są w stanie wyjeżdżać do akcji, a każda godzina bez sprzętu to ryzyko utraty zdrowia lub życia osób potrzebujących pomocy. "Każde wsparcie - nawet najmniejsze - pomoże nam wrócić na wodę i dalej ratować życie".
Niewielkie wsparcie ratusza
Reporter TOK FM Szymon Kępka zapytał ratowników, czy ktokolwiek na szczeblu administracji publicznej odpowiedział na apel o pomoc. Jednostkę wspiera m.st. Warszawa, refundując działalność ratowników kwotą 30 tysięcy złotych miesięcznie. To ledwo wystarcza na funkcjonowanie i nie zawsze pokrywa koszty - na przykład paliwa. Dlatego skomplikowana naprawa łodzi nie jest możliwa do sfinansowania z obecnych funduszy.
- Podpisaliśmy umowę z Centrum Bezpieczeństwa m.st. Warszawy. Oni nam refundują pewne zakupy, np. paliwo i sprzęt, ale to jest tylko refundowanie. Czyli musimy zarobić, wypracować własnym sumptem i dopiero miasto zwróci nam część tych pieniędzy, ale tylko do 30 tysięcy złotych - dodaje Olszewski.
Zapytaliśmy m.st. Warszawa o możliwość zwiększenia wsparcia w kontekście finansowania jednostki. Do tej pory stołeczny ratusz nie udzielił odpowiedzi.
Link do zbiórki tutaj.