,
Obserwuj
Polska

Oto kulisy życia w bazie F-16. Gdy pilot usłyszy to słowo, w Polsce zacznie się wojna

7 min. czytania
08.01.2025 12:00

Polskie F-16 zostały poderwane w powietrze - informuje armia kilka razy w miesiącu. Co dzieje się wtedy na polskim niebie? W rozmowie z tokfm.pl opowiada o tym jeden z najbardziej doświadczonych polskich pilotów F-16. Mówi, że "hostile" to najbardziej złowroga komenda, jaka może paść w powietrzu. Gdyby polski pilot ją usłyszał, wybuchłaby wojna.

fot. Łukasz Cynalewski / Agencja Wyborcza.pl
  • Gdy bomby i rakiety spadają na ukraińskie miasta, polska armia nie pozostaje bezczynna. Najczęściej w niebo podrywane są myśliwce F-16
  • Jak wygląda taka misja? Jak pilotuje się myśliwiec F-16
  • Która komenda oznacza atak na wrogi samolot a tym samym rozpoczęcie wojny? 

Tekst ukazał się w lutym 2024 roku. Przypominamy Państwu ten tekst, ponieważ był jednym z najchętniej czytanych w 2024 roku. Zespół tokfm.pl zapewnia, że artykuł nadal jest aktualny.

Gdy Putin zaczyna nalot na Ukrainę, za naszą wschodnią granicą natychmiast rozlega się alarm przeciwlotniczy. Słychać eksplozje bomb i pocisków rakietowych. Wybuchają pożary, giną ludzie. Polskie media szybko obiegają doniesienia, że z naszych baz wojskowych poderwano myśliwce.  Informacje pochodzą z Dowództwa Operacyjnego Sił Zbrojnych i brzmią np. tak: "W celu zapewnienia bezpieczeństwa polskiej przestrzeni powietrznej aktywowano dwie pary myśliwców F-16 oraz sojuszniczy tankowiec powietrzny". Po kilku godzinach dostajemy komunikat, że "poziom zagrożenia" się zmniejszył, a samoloty wróciły do baz. Ostatni taki komunikat wydano 25 grudnia 2024 roku. Przez cały miniony rok było ich kilkanaście. 

Ale co to właściwie znaczy? Dlaczego polskie F-16 są podrywane w powietrze? Jak wygląda ich misja? Z jakim zagrożeniem Polska ma do czynienia podczas nalotów Putina na Ukrainę?

Zapytałem o to ppłk. rezerwy Marcina Modrzewskiego, jednego z najbardziej doświadczonych polskich pilotów F-16 i byłego dowódcę 10. Eskadry Lotnictwa Taktycznego w Łasku. - Przeprowadzę pana przez taki lot. W tej opowieści popilotujemy parę F-16. Będę leciał z tyłu jako pana skrzydłowy - zaczyna mój rozmówca.

Alarm! Masz 15 minut, by poderwać F-16

Na początku jednak Marcin Modrzewski każe mi sobie wyobrazić zamknięte pomieszczenie np. w Bazie Lotnictwa Taktycznego w Łasku, skąd startują F-16. To w tym pokoju dyżurna para pilotów spędza 24 godziny. Są tam odizolowani od świata. Nie mogą wyjść, nawet gdy dostaną informację, że ich dzieci miały wypadek. Muszą być w ciągłej gotowości. Jedzenie ktoś im zawsze doniesie, a jeśli chcą się zdrzemnąć, to mają do dyspozycji łóżko. Ale śpią w kombinezonach i butach. Bo gdy rozlegnie się alarm, nie ma czasu na szukanie dłonią rękawa. Niektórzy zasypiają nawet w spodniach przeciwprzeciążeniowych.

- Czym są te spodnie? W myśliwcu odczuwa pan ogromne przeciążenia, zwłaszcza podczas walki powietrznej. Normalnie krew odpłynęłaby panu z mózgu i szybko straciłby pan przytomność. Spodnie podłączamy do instalacji samolotu, dzięki czemu utrzymuje się w nich odpowiednie ciśnienie. Uciskają nogi i brzuch. W skrócie chodzi o to, żeby krew nie mogła odpłynąć do dolnych części ciała - tłumaczy mój rozmówca.

Gdy piloci drzemią lub oglądają telewizor, to systemy NATO stale monitorują sytuację w Ukrainie. Jeśli na przykład rosyjskie myśliwce zbliżają się do naszej granicy, od razu wykrywają je radary w samolotach AWACS i naziemne stacje radiolokacyjne. Informacja o tym błyskawicznie trafia do dyżurnego operacyjnego w Łasku, który podejmuje decyzję o starcie pary F-16. W pokoju pilotów zaczyna wyć syrena. Jeśli więc któryś z nich akurat drzemie, to dźwięk w moment stawia go na równe nogi.

Zaczyna się odliczanie. Od chwili włączenia alarmu piloci mają góra 15 minut, by wzbić się w powietrze i zawisnąć nad lotniskiem już ze schowanym podwoziem. - W warunkach bojowych kwadrans to byłoby za mało, żeby wystartować i dolecieć do wrogiego myśliwca. Dlatego wtedy nasze samoloty cały czas pozostawałyby w powietrzu. Po prostu jedne by startowały, a drugie lądowały. Ale przypomnijmy, nie jesteśmy w stanie wojny - podkreśla Marcin Modrzewski.

Piloci biegną do hangaru, w którym stoją F-16. Po drodze ściągają z wieszaków hełmy i kamizelki, wskakują do myśliwców i błyskawicznie je uruchamiają. - Przed rozpoczęciem dyżuru przygotowaliśmy wszystkie systemy w samolocie do szybkiego rozruchu. Dlatego teraz już wyjeżdżamy z hangaru w stronę pasa startowego. Łączymy się z wieżą na lotnisku. Kontroler przekazuje informacje, że np. lecimy do rosyjskiego samolotu. Startujemy. Jeżeli sytuacja jest poważna, to dostajemy zgodę na złamanie cywilnych przepisów lotniczych. Takich jak zakaz przekraczania prędkości dźwięku poniżej określonej wysokości. Wtedy robimy wielki hałas, który może zaniepokoić ludzi na dole. Ale musimy dolecieć bardzo szybko do celu. To kwestia bezpieczeństwa narodowego - opisuje pilot.

Zestrzelić samolot wroga?

W czasie pokoju pilot ma niewiele do gadania. Niemal o wszystkim decyduje nawigator z Ośrodka Dowodzenia i Naprowadzania. To on podaje im prędkość, wysokość i naprowadza na cel, czyli obcy samolot w polskiej przestrzeni powietrznej. Kiedy złapią z nim kontakt wzrokowy, mówią przez radio "Tally", co kontroler rozumie jako: "Widzę cel". Wtedy decyduje, co piloci mają zrobić. Taki tryb latania nazywa się Close Control. Natomiast w warunkach bojowych to pilot decyduje, czy zestrzelić samolot wroga.

- Teraz po prostu bokser nie słyszy gongu i nie może ruszyć do walki. Ten gong to rozkaz z góry albo informacja, że jesteśmy w stanie wojny. Używając innej metafory: w czasie pokoju nasze F-16 są nie tyle żołnierzami, którzy strzelają do każdego obcego obiektu, co policjantami. Air Policing to nie walka, tylko pilnowanie przestrzeni powietrznej. Robię takie zastrzeżenie, bo nie chcę wzbudzać ciarek na skórze czytelników. Chodzi o to, by nie straszyć, że Rosjanin może tu wlecieć, a wtedy automatycznie otwieramy ogień i mamy wojnę - zastrzega Marcin Modrzewski.

- Tylko że F-16 to mocno uzbrojone maszyny. Każda ma cztery pociski rakietowe gotowe do użycia. Skoro podrywamy te samoloty, to jakieś ryzyko walki w powietrzu istnieje? - dopytuję.

- Ryzyko zawsze jest. Jeżeli moglibyśmy je z góry wykluczyć, to spokojnie wyłączylibyśmy silniki i oszczędzalibyśmy paliwo. Ale piloci myśliwców w czasie pokoju mają głównie zidentyfikować wzrokowo cel i deeskalować sytuację, wyciszyć potencjalne zagrożenie w powietrzu. Zaraz wszystko panu pokażę w naszej opowieści – zapowiada mój rozmówca.

"Walczymy tak, żeby go zabić"

Gdy już piloci F-16 widzą rosyjski samolot, powoli podlatują do niego od tyłu. Modrzewski w tej historii jest skrzydłowym, a więc pozostaje milę morską (1,8 km) za celem. Jest bowiem gotowy do odpalenia pocisków rakietowych. A z tymi nie można być za blisko celu, bo zapalniki nie zdążą się uzbroić.

- Pan w tym czasie bardzo powoli dolatuje do Rosjanina z lewej strony. Lekko go pan wyprzedza, a potem unosi się, by on zobaczył, że jest pan uzbrojony. Jesteście w odległości ok. 20 metrów. Gdybyśmy byli nad Bałtykiem w przestrzeni międzynarodowej, która nie podlega polskiej jurysdykcji, to na tym nasz taniec z Rosjaninem pewnie by się zakończył. Mógłby mu pan co najwyżej pomachać. Ale załóżmy, że jesteśmy w polskiej przestrzeni powietrznej. Tu już zupełnie inaczej z nim rozmawiamy - tłumaczy.

Jeśli Rosjanin nie jest agresywny, to - jak instruuje mój rozmówca - zaczynam włączać i wyłączać wszystkie światła rozmieszone na kadłubie F-16. - A potem macha pan skrzydłami na lewo i prawo. Te sygnały oznaczają: "Zostałeś przechwycony, leć za mną". Bardzo powoli zmienia pan kurs i jeżeli Rosjanin rusza za panem, to znaczy, że nie chce eskalować sytuacji. Prowadzi pan go na jedno z lotnisk interwencyjnych w Polsce. Nad nim wypuszcza pan podwozie, co dla pilota przechwyconego samolotu jest sygnałem: "Ląduj tutaj" - opisuje.

A co jeśli intruz nie chce współpracować? - Gdy widzimy, że przymierza się do ataku na nas albo na obiekty lądowe, to wówczas dostajemy zgodę na jego zestrzelenie. Obaj walczymy tak, żeby go zabić. Mamy wcześniej opracowaną taktykę walki i podział ról. Wiemy, co zrobić, bo zostaliśmy przeszkoleni - stwierdza pilot.

"Jednym ruchem kciuka można doprowadzić do katastrofy"

F-16 mogą pozostawać w górze kilka godzin. Gdy patrolują przestrzeń powietrzną, latają np. po owalnym "torze" i są w gotowości do błyskawicznej interwencji. - Gdy pojawia się zagrożenie, jest bardzo istotne, by były w powietrzu gotowe do ataku. Bo gdy samolot dopiero "wspina się" z lotniska na niebo, to jest relatywnie bezbronny w środowisku walki - mówi Marcin Modrzewski.

Jak dodaje, teoretycznie F-16 mogłyby "wisieć" w powietrzu dłużej, bo da się je tam tankować. Ale słabym ogniwem jest organizm i umysł pilota. Ten cały czas jest skupiony na obserwacji i prowadzeniu korespondencji radiowej. Czuje napięcie, bo ma w rękach maszynę za dziesiątki milionów dolarów, w dodatku uzbrojoną w pociski i jednym ruchem kciuka może doprowadzić do katastrofy. To wszystko bardzo męczy i w końcu może osłabiać koncentrację.

W "Top Gun" i innych filmach o lotnictwie bojowym piloci urządzają sobie przez radio pogaduszki o życiowych sprawach. W rzeczywistości nie ma na to miejsca. Porozumiewają się wyłącznie za pomocą kodów, których widzowie filmów by nie zrozumieli.

- Gdy prowadzi pan naszą parę F-16, to jest "One", a ja "Two". Jeśli więc mówię przez radio "Two is joker", to oznacza, że mam taką ilość paliwa, która pozwoli mi na wykonanie tylko jednego zadania. Kiedy walczymy i rzucam "Two is winchester", to pan już wie, że wystrzelałem się z amunicji. "Bingo" oznacza, że wracamy na lotnisko, bo nie mamy już paliwa - opisuje.

"Hostile" - to najbardziej złowroga komenda. Gdyby polski pilot by ją usłyszał, wybuchłaby wojna. To autoryzacja użycia broni. Siedzący za sterami F-16 otworzyłby wtedy ogień do samolotu, który nie dał się przechwycić, tylko przystąpił do ataku.

- Wtedy psy zrywają się z łańcucha i automatycznie jesteśmy na wojnie. Pan jako lider mówi, jaką taktykę stosujemy przeciwko wrogowi. Ona zawiera się w jednym słowie. Jeżeli powie pan "skate", to już dokładnie wiem, co robić. "Skate" to po angielsku "łyżwa". Czyli po prostu strzelamy i "odjeżdżamy" jak łyżwiarze. Gdy rzuci pan "bracket" ("nawias"), to wiem, że bierzemy gościa w taki szeroki nawias, który okaże się dla niego śmiertelną pułapką - tłumaczy mój rozmówca.

"F-35: nowa odsłona dominacji w powietrzu"

Za sterami F-16 Marcin Modrzewski spędził 11 lat. Po zrzuceniu munduru został pilotem Boeinga 737 Polskich Linii Lotniczych LOT. Wozi pasażerów właściwie do wszystkich stolic europejskich, ale także do Dubaju, Hurghady czy Kairu. Mówi, że nie tęskni za "wojskową" adrenaliną. - Latanie F-16 to była cudowna przygoda w moim życiu. Natomiast nie brakuje mi tej adrenaliny ani przeciążeń. To nigdy nie było przyjemne. Tym chełpią się ludzie, którzy mają kompleksy i próbują je leczyć, opowiadając o łamaniu prędkości dźwięku innym, którzy nie mają szans tego doświadczyć – stwierdza.

Ucieszyły go doniesienia o zakupie przez Polskę 32 samolotów F-35. Pierwsze egzemplarze mają trafić z USA nad Wisłę na przełomie lat 2025/26. - Te myśliwce to nowa odsłona dominacji w powietrzu. Chociaż w przypadku Polski trudno mówić o dominacji. Mamy żałośnie mało takich maszyn. Póki co tylko 48 samolotów F-16, czyli ledwie trzy eskadry. Włochy czy Niemcy, które przecież nie są krajami przyfrontowymi, mają ich wielokrotnie więcej. Powinniśmy posiadać co najmniej 160 samolotów myśliwskich, żeby zabezpieczyć nasz kraj. Inaczej w sytuacji zagrożenia niewiele nawojujemy – podsumowuje były dowódca 10. Eskadry Lotnictwa Taktycznego w Łasku.

Źródło: TOK FM