Nietoperze mają swoją wieżę. "Sprawdzały, kiedy wreszcie będzie można się zadomowić"
Na leśnej polanie w Rymanowie stoi wieża, która nie ma tarasu, schodów ani widoku na panoramę gór. Została wzniesiona dla tych, którzy latają nocą i znikają o świcie. W czasach, gdy stare strychy znikają z krajobrazu, a nowe budynki są szczelne jak sejfy, to właśnie tutaj nietoperze dostają szansę na bezpieczne życie. Wieża, to kolejny etap jednego z największych europejskich programów ochrony nietoperzy, prowadzonego w Polsce od blisko trzech dekad.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Dlaczego zmniejsza się populacji nietoperzy?
- Jak wpłynęła na nie pandemia?
- Jak zwierzęta reagują na swoje nowe domy?
Przedsięwzięcie, które dziś budzi ciekawość mieszkańców i przyrodników, powstało z konieczności, nie kaprysu. - Budowanie domu specjalnie dla nietoperzy może brzmieć jak ekstrawagancja, ale wynika z realnego zagrożenia - podkreśla Rafał Szkudlarek z Polskiego Towarzystwa Przyjaciół Przyrody "pro Natura", koordynator projektu Life+ Podkowiec Towers, w ramach którego powstała pierwsza w kraju wieża zaprojektowana wyłącznie dla nietoperzy.
Podkowiec mały, gatunek związany z Karpatami i terenami wyżynnymi, jeszcze kilkadziesiąt lat temu balansował na granicy całkowitego zaniku. - W latach 50. i 60., kiedy środowisko było pod silnym wpływem chemizacji rolnictwa, liczebność gatunku spadła katastrofalnie. W niektórych krajach wyginął całkowicie - tłumaczy Rafał Szkudlarek.
W Polsce historia potoczyła się podobnie dramatycznie. Po wojnie podkowce należały do najczęściej spotykanych nietoperzy na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej, lecz ich liczba malała z każdym sezonem. - W 1992 roku oficjalnie całą krajową populację tego gatunku oceniano na około stu osobników - dodaje mój rozmówca.
Wtedy grupa studentów z Wrocławia i Poznania - wśród nich Rafał Szkudlarek - zdecydowała się działać i podjąć wyzwanie, które wielu uważało za niemożliwe. W Jaworkach koło Szczawnicy odnaleziono jedną z ostatnich kolonii rozrodczych. Nietoperze żyły na strychu starego kościoła, którego dach groził zawaleniem. Udało się jednak zdobyć fundusze, i to z zaskakującego źródła. Pomoc przyszła z Frankfurckiego Towarzystwa Zoologicznego, organizacji znanej z ochrony goryli w Afryce. - Uznali nas wtedy za wystarczająco egzotycznych, by nam pomóc - wspomina Rafał Szkudlarek z uśmiechem. Dzięki temu przeprowadzono pierwszy w Polsce remont kościoła wykonany z myślą o nietoperzach.
Zmieniło się wtedy coś więcej niż tylko dach. Zmienił się sposób patrzenia ludzi na zwierzę, które dotąd budziło niechęć, bywało przeganiane, a czasem zabijane. Podkowiec mały - gatunek, który w chłodne dni zapada w torpor i bezbronnie zwisa pod więźbą, przestał być intruzem. - Był nietoperzem, który uratował świątynię. Reakcje mieszkańców Jaworek pokazały, że można odwrócić narrację i nadać temu zwierzęciu pozytywny wizerunek - mówi dziś Rafał Szkudlarek.
Od tamtego czasu program rósł. Do działań dołączały kolejne instytucje: regionalne dyrekcje ochrony środowiska, parki narodowe: Pieniński, Ojcowski, a w najnowszym projekcie także Dyrekcja Generalna Lasów Państwowych. Dziś na koncie inicjatywy jest już blisko 70 odrestaurowanych strychów i dachów, głównie w południowej Polsce.
Populacja podkowca małego, jeszcze trzy dekady temu oceniana na około stu osobników, dziś liczy około szesnastu tysięcy. - Z tamtej perspektywy wydawało się prawie niemożliwe, że do tego dojdziemy - przyznaje mój rozmówca. To wciąż nie jest poziom, który eksperci uznają za docelowy, ale wystarczająco dużo, by mówić o jednym z największych sukcesów ochrony nietoperzy w Europie. - To jedna z silniejszych populacji na kontynencie. Mamy się czym chwalić - zaznacza koordynator projektu Life+ Podkowiec Towers.
Jednak zespół nie zamierza na tym poprzestać. Kolejnym krokiem są specjalnie zaprojektowane wieże dla nietoperzy. Konstrukcje, które mają zastąpić utracone siedliska i pomóc odbudować populację gatunku, który jeszcze niedawno balansował na granicy wyginięcia. Bo skoro jest dobrze, to właśnie teraz jest moment, by było jeszcze lepiej.
Krajobraz bez strychów
Świat wokół nietoperzy zmienia się szybciej niż same zwierzęta są w stanie się do tego dostosować. Coraz mniej jest starych strychów, a w nowych domach nie ma już przestrzeni, która mogłaby pełnić funkcję naturalnego schronienia. - Współczesne budownictwo zagospodarowuje każdy centymetr. Strychy, z których korzystały kolonie nietoperzy, po prostu znikają - tłumaczy Rafał Szkudlarek.
Drugim ciosem okazała się pandemia. Fala błędnych przekonań o rzekomej roli nietoperzy w rozprzestrzenianiu koronawirusa wywołała strach i panikę. - Ludzie chcieli się ich pozbywać. Trzeba było jeździć po całej Polsce i tłumaczyć, że nietoperze nie są zagrożeniem, a raczej to one mogą ucierpieć od nas - podkreśla mój rozmówca. Zgłoszenia do Regionalnych Dyrekcji Ochrony Środowiska wzrosły gwałtownie: z kilku przypadków rocznie do dwóch tygodniowo. A to były tylko sprawy oficjalne. - Wiele stanowisk po prostu znikało po cichu. Zwierzęta traciły dach nad głową - wspomina Rafał Szkudlarek.
Pandemia przyniosła też boom na domy na wsi. Setki budynków na terenach cennych przyrodniczo zaczęły przechodzić remonty. Nowi właściciele w większości nie akceptowali obecności nietoperzy. - To był dla tych gatunków kataklizm - przyznaje Rafał Szkudlarek. Przyrodnikom, wspieranym przez RDOŚ-e i parki narodowe, udało się ocalić kluczowe kolonie, ale pojawiło się nowe zagrożenie: urbanizacja.
Nawet najbardziej życzliwi mieszkańcy wsi nie powstrzymają zmian w krajobrazie. - Można mieć przekonanych gospodarzy i całą radę parafialną za sobą, ale jeśli obok kościółka wyrasta osiedle, a za nim droga z lampami, to nietoperz nie przeleci bezpiecznie do lasu - mówi Rafał Szkudlarek.
Przykład z Niemiec pokazuje skalę wyzwań: tam dla sześćdziesięciu podkowców poprowadzono autostradę tunelem. Ogromny wydatek, na który nie stać wszystkich. Dlatego zespół postawił na inne podejście: budowę domów dla nietoperzy w samych lasach. - Wieże są optymalne. Zajmują mało miejsca, mają dużą kubaturę, a ich szczyt wychodzi ponad korony drzew, dzięki czemu można tam stworzyć najlepsze warunki mikroklimatyczne - wyjaśnia mój rozmówca. To konstrukcje projektowane specjalnie dla gatunków, które od wieków żyły na poddaszach: podkowca małego, nocka orzęsionego, nocka dużego. - Jeśli chcemy je zachować, a mamy to zapisane w prawie i umowach międzynarodowych, musimy stworzyć im trwałe, bezpieczne miejsca. To jedyne realne rozwiązanie - podsumowuje Rafał Szkudlarek. Budowa wież nie jest więc fanaberią ani eksperymentem. To odpowiedź na świat, który zmienia się szybciej, niż natura potrafi się bronić.
Powrót do lasu
W ramach projektu Life+ Podkowiec Towers ma powstać dziesięć wież. Piętnastometrowych konstrukcji zaprojektowanych wyłącznie z myślą o nietoperzach. Projekt nosi nazwę "Powrót nietoperzy do lasu" i dzięki współpracy Stowarzyszenia z Dyrekcją Generalną Lasów Państwowych - parterem projektu Life - zakłada stworzenie na bezpiecznych terenach leśnych kompletu miejsc niezbędnych dla przetrwania populacji podkowca małego oraz innych gatunków związanych z poddaszami i strychami.
Pięć z planowanych wież powstaje w miejscach, gdzie nietoperze nie mają naturalnych zimowisk, dlatego pod konstrukcjami budowane są podziemne komory, dziesięciometrowe piwnice o stabilnej temperaturze. Pozostałe staną w rejonach z jaskiniami, które mogą pomieścić zimujące kolonie. Całość uzupełniają tzw. leśne chatki dla nietoperzy. To niewielkie wieżyczki zbudowane z betonowych kręgów obłożonych drewnem. - Wyglądają trochę jak stare studnie. A dla nietoperzy są miejscem na odpoczynek w nocy, schronieniem godowym, czasem nawet dziennym miejscem pobytu - wyjaśnia Rafał Szkudlarek.
Do tej pory powstało już osiemdziesiąt takich chatek, wkrótce dojdzie kolejnych dwadzieścia. Największym zaskoczeniem okazało się tempo zasiedlania. - Spodziewaliśmy się, że potrwa to dwa-trzy lata, zanim zwierzęta się oswoją. Tymczasem wystarczyły dwa-trzy tygodnie. Jak tylko konstrukcje były gotowe, natychmiast zaczęły wlatywać - opowiada mój rozmówca. Wśród gatunków, które korzystają z nowych miejsc, są podkowce, nocki wąsatki i Brandta, karliki, mroczki, gacek brunatny i - ku dużej radości zespołu - mopek. - Mopek pokochał te chatki. Mamy już pierwsze kolonie rozrodcze. To ogromny sukces - mówi z dumą Rafał Szkudlarek.
Architektura ratunkowa
Realizacja projektu nie obyła się bez opóźnień. Pandemia, wojna, inflacja, skoki cen materiałów i kolejne wybory wydłużyły harmonogram. - Mimo wszystko mamy szansę zdążyć do planowanego zakończenia we wrześniu. Wszystkie wieże powinny stanąć na czas - mówi koordynator projektu.
Na Podkarpaciu wieże powstaną jeszcze w Nadleśnictwie Dukla, na górze Cergowej i w Nadleśnictwie Baligród, w pobliżu nieistniejącej już wsi Huczwice. Kolejne lokalizacje obejmują tereny Lasów Państwowych w Małopolsce, na Śląsku i Dolnym Śląsku.
Wieże powstają po to, by nietoperze odzyskały to, czego zabrakło im w nowoczesnym budownictwie. - Wyglądem przypominają modne dziś wieże widokowe, ale to tylko pozór. Nie ma w nich tarasów, okien, żadnych elementów przygotowanych dla ludzi - tłumaczy Rafał Szkudlarek. Od początku chodzi o stworzenie przestrzeni wyłącznie dla zwierząt. W poprzednich projektach wielokrotnie próbowano godzić funkcje ludzkie z potrzebami kolonii, jednak zawsze kończyło się to kompromisem. - Gdy budynek ma służyć ludziom, nietoperze są dodatkiem. A jeśli idziemy na ustępstwa, to one zawsze tracą - dodaje.
Tutaj nikt nie traci. Dolna kondygnacja jest murowana i częściowo zagłębiona w ziemię. - To miejsce chłodniejsze i bardziej wilgotne, idealne, gdy latem w górnych partiach zrobi się zbyt gorąco. Zwierzęta mogą zejść niżej, schłodzić się, a nawet skorzystać z wilgoci jak ze źródła - tłumaczy koordynator projektu.
Wyżej zaczyna się przestrzeń przypominająca poddasze. Pełna zakamarków, szczelin i mikroprzestrzeni zaprojektowanych specjalnie dla gatunków szczelinowych. Każdy fragment ściany ma swoje zadanie, a różne typy schowków odpowiadają zwyczajom i preferencjom kolejnych gatunków. W samym szczycie wieży umieszczono tzw. magazyn ciepła, rozwiązanie, które Rafał Szkudlarek nazywa jednym z najważniejszych osiągnięć projektu. - W ciągu dnia nagrzewa się tam powietrze oraz ścianki z cegły szamotowej. Nocą oddają ciepło młodym nietoperzom, które zostają bez matek, kiedy te wylatują na żerowanie. Warunki mają być idealne - wyjaśnia. To efekt wieloletniego podglądania kolonii, obserwowania, jak nietoperze wybierają miejsce w starych poddaszach i które elementy są dla nich kluczowe. Wszystko, co działało w zabytkowych budynkach, zostało przeniesione do nowych konstrukcji, tylko w większej skali i z większą precyzją. Teraz te rozwiązania przejmują także inne kraje Europy.
Pierwsze wizyty jeszcze przed otwarciem
Choć wieże dla nietoperzy powstają z myślą o przyszłych pokoleniach skrzydlatych mieszkańców, ich obecność dało się odczuć już na etapie budowy. - Wieża nie była jeszcze ukończona, gdy pojawiały się wizyty. I to wizyty dość częste - opowiada z rozbawieniem Rafał Szkudlarek. Nagrania ultradźwięków potwierdzały, że nietoperze krążyły nad konstrukcją, wlatywały do dolnych pomieszczeń, szukały zakamarków, jakby sprawdzały, kiedy wreszcie będzie można się zadomowić. Rafał Szkudlarek podkreśla, że konstrukcja została zaprojektowana z myślą o maksymalnej pojemności i różnorodności gatunków. - Największe kolonie podkowca małego w Polsce liczą trzysta, czasem pięćset osobników. Wieża jest gotowa je pomieścić - mówi.
Wybór polany w Nadleśnictwie Rymanów nie był przypadkowy. Każda z lokalizacji w projekcie została poprzedzona miesiącami szczegółowych obserwacji. -Nietoperze wybierają, nie my - podkreśla koordynator projektu. Dlatego zespół szukał miejsc regularnie odwiedzanych przez podkowca małego, takich, które są dla niego naturalnym korytarzem i miejscem intensywnej aktywności. Do pracy ruszyły rejestratory ultradźwięków, kamery termowizyjne, wielogodzinne nocne nasłuchy. - To były naprawdę setki godzin badań. I co ciekawe, nauczyły nas o podkowcu więcej, niż się spodziewaliśmy. Wydawało się, że wiemy o nim dużo, a okazało się, że wciąż mieliśmy sporo do odkrycia - wspomina Rafał Szkudlarek.
Teren wokół wieży pozostanie dostępny dla ludzi. To polana, która już wcześniej pełniła funkcje edukacyjne i nadal tak będzie. - Można tam wejść, przejść się, obejrzeć tablicę informacyjną. Ale sama wieża i zimowisko są wyłącznie dla nietoperzy - tłumaczy mój rozmówca. Jeśli w przyszłości pojawi się zasięg, możliwe będzie zainstalowanie kamer i udostępnianie obrazu online, ale na razie jedynym oknem na życie mieszkańców są fotopułapki rozstawione wokół konstrukcji. Monitoring ma dwa zadania: chronić obiekty przed wandalami oraz dokumentować, jak wieża spełnia swoją rolę i co można usprawnić. - To są rozwiązania dopiero tworzone, praktycznie pionierskie w Europie - zaznacza Rafał Szkudlarek. - Dlatego wszystko, czego się nauczymy, wszystko, co zaobserwujemy, ma znaczenie. Te wieże powstają jako narzędzie ochrony, ale też jako wzór, który mogą wykorzystać inne kraje - dodaje.
Między strachem a troską
Wraz z budową wież trwa też, jak mówi Rafał Szkudlarek, powolny proces oswajania mitu o nietoperzach. - Jest dużo lepiej niż kiedyś. Ludzie coraz częściej widzą w nich pożyteczne zwierzęta. Ale czasem wciąż pojawia się odruchowy lęk, takie zawahanie. To się zmienia, tylko wymaga czasu - podkreśla.
Wieże mają w tej zmianie pomóc. Nie jako zamiennik dla starych siedlisk, ale jako nowy filar ochrony. - Budujemy je nie po to, by rezygnować z poddaszy kościołów czy prywatnych domów. Chcemy tworzyć dodatkowe miejsca, bo w świecie pełnym nowych technologii i szczelnie ocieplanych budynków nietoperze po prostu tracą przestrzeń do życia - wyjaśnia Rafał Szkudlarek. I podkreśla, że program ochrony nie kończy się na wielkich inwestycjach. Co roku zespoły odwiedzają strychy, rozmawiają z gospodarzami, reagują na zagrożenia. - To gatunki, które wymagają naszej troski. Samo nieszkodzenie nie wystarczy. Trzeba działać aktywnie - zaznacza.
Podkreśla, że nawet osoby nie posiadające strychu, który mogłyby zaoferować nietoperzom, mogą mieć wpływ na losy tych zwierząt. Można wieszać budki dla gatunków, które ich potrzebują, można konsultować lokalne remonty z ekspertami, można reagować, gdy podczas prac dociepleniowych giną kolonie. - Najwięcej nietoperzy umiera w trakcie termomodernizacji bloków. To tysiące zwierząt rocznie, żywcem zamurowywanych. Przykładem jest borowiec wielki, kiedyś jeden z najpospolitszych gatunków, a teraz szybko znikający z naszego otoczenia - mówi Rafał Szkudlarek.
W jego głosie pobrzmiewa przekonanie, że wiele zależy od nas. Od naszej gotowości do zauważenia małych, nocnych sąsiadów, i do dania im szansy na przetrwanie w zmieniającym się świecie.
Quiz: Proces Brauna, przesłuchanie Rydzyka i awantura w NBP. Nadal myślisz, że jesteś na bieżąco? QUIZ
Źródło: TOK FM