,
Obserwuj
Podkarpackie

Maluje murale na drewnianych stodołach. "Pamiętam, jak na początku słyszałem, że to duchy"

3 min. czytania
11.11.2022 08:05
Przenosi na stare, drewniane budynki zdjęcia dawnych mieszkańców. To dla nich wymyślił Cichy memoriał - hołd zwykłym ludziom, w Bieszczadach i nie tylko. Dziś deskal - czyli murali na deskach - autorstwa Arkadiusza Andrejkowa nie ma tylko w Lubuskiem. Jego praca reprezentowała Podkarpacie na Expo w Dubaju. - Zlecenia na deskal na starej stodole w Dubaju jeszcze nie dostałem - śmieje się artysta.
|
|
fot. Arkadiusz Andrejkow

- Pamiętam, jak na początku słyszałem, że to duchy. Że mroczne, że nie wszędzie pasują - tak Arkadiusz Andrejkow wspomina swoje początki. Wtedy jeszcze musiał namawiać właścicieli stodół w Bieszczadach i różnych częściach Podkarpacia, żeby zgodzili się na pomalowanie jednej ze ścian. Dziś to on wybiera ze zgłoszeń klientów. Ocenia potencjał drewnianych desek i zdjęcia, które ktoś chce na nie przenieść. Artysta wybiera wyeksponowaną ścianę, by praca jak najlepiej się prezentowała. Istotna jest też kompozycja zdjęcia. Historie ludzi, których ożywia, uzupełniają całość.

Na jednym z ostatnich deskali - w Haczowie na Podkarpaciu - namalował Stefanię. Poprosił o to syn kobiety, który od 30 lat mieszka w Anglii. W rodzinnych stronach bywa rzadko, ale wybudował nowy domek letniskowy. Jedną ze ścian obił starymi deskami z odzysku i to na tym podłożu powstał wizerunek jego matki z psem.

"Mimo, że miała wykształcenie podstawowe, była wspaniałą krawcową. Sukienka, w którą jest ubrana na zdjęciu była jej autorstwa. Szyła płaszcze, garnitury, sukienki komunijne, suknie ślubne. Na deskalu jest w towarzystwie psa o imieniu King. Pani Stefania zginęła tragicznie w lutym tego roku. Praca powstała na drewnianym domku należącym do jej syna" - napisał artysta na swoim profilu na Facebooku.

Cichy Memoriał dla tych, którzy nigdy nie będą na pomnikach

- Bohaterami moich prac są zwykli mieszkańcy, zwykłe życie, zwykłe problemy. Dlatego to jest Cichy Memoriał, bo dotyczy osób, które nigdy nie były i nigdy nie będą upamiętnione w żadnej innej formie. Nie znajdziemy ich w podręcznikach, na pamiątkowych tablicach czy na pomnikach - mów Andrejkow.

Tytuł cyklu nie przyszedł łatwo. Artysta chciał, żeby było krótko, dosadnie, ale i skromnie. Szukał czegoś, co będzie miało formę upamiętnienia w nazwie. I tak powstał Cichy Memoriał.

Kiedy w 2017 roku sanocki artysta pop art wymyślił ten projekt, planował kilka takich prac. Dostał stypendium ministra kultury i powstało kilkanaście deskali. Dziś jest ich dwieście, niemal w całej Polsce. - Nie wiem, jak to się stało, ale nie malowałem jeszcze tylko w Lubuskiem - mówi Andrejkow. Tego, ile prac w ramach Cichego Memoriału namalował w tym roku, jeszcze nie liczył. Ten mijający rok jest specyficzny, powstało dużo prac na ścianach murowanych.

Artysta często podróżuje, najczęściej autobusami. Żeby nie wozić ze sobą farb i pędzli, nadaje w Sanoku paczkę w paczkomacie i sam odbiera ją w miejscu, gdzie ma powstać nowy deskal. Czasami terminy są tak napięte, że farby nawet nie wracają do Sanoka - od razu spod ściany z najnowszym deskalem ruszają do nowego miejsca, gdzie ma pracować Andrejkow.

Deszcz, słońce, wyburzane stodoły - te prace są ulotne

Cichy Memoriał to także album wydany w 2021 roku. - Chciałem utrwalić na papierze te prace. Na niektórych ze zdjęć są deskale, których nie ma już w przestrzeni. I tak jest z jedną z moich ulubionych. Praca ze Zwierzynia już nie istnieje, bo stodoła została rozebrana. Podobno deski z muralem są zachowane, ale fizycznie nie można już jej oglądać - mówi Andrejkow.

Zaznacza, że nie ma rankingu swoich prac - tego, która jest lepsza, a która gorsza. Ma sentyment do łemkowskich dziewczyn z Komańczy, lubi żniwiarza z Kulasznego, bo - robiąc zdjęcia z pewnej perspektywy - widać jakby faktycznie kosił trawę, która rośnie przed stodołą. - Największa siła tego projektu jest w całości, w tym, że tych prac jest tak wiele - przekonuje artysta.

Co będzie robił zimą? Uzupełni internetową mapę deskali, bo w sezonie malowania było tyle, że nie miał na to czasu i ma nadzieję, że zima będzie śnieżna, bo z najbardziej ulotnych swoich prac, lubi te na śniegu.