Dla nich plecak jest jak dom. "Chcą robić dobro". Potrzebna pomoc
"Plecak, bo plecak to dom" - pod takim hasłem rzeszowskie Stowarzyszenie "Zupełne dobro" rozpoczęło akcję zbierania plecaków dla osób w kryzysie bezdomności. Ruszyła też coroczna zbiórka ubrań i butów na zimę. Potrzebne są rzeczy dla mężczyzn, bo to oni najczęściej żyją bez dachu nad głową w stolicy województwa podkarpackiego.
"Zupa na placu" - tak nazywa się akcja organizowana już od lat na Placu Ofiar Getta w Rzeszowie. Osoby w kryzysie bezdomności w tym mieście wiedzą, że zawsze w poniedziałek o godz. 19:00 zjedzą tam coś ciepłego, napiją się kawy i herbaty, a jesienią i zimą dostaną ciepłe ubrania. Każdy potrzebujący może skorzystać też z pomocy ratownika medycznego. By przygotować akcję wolontariusze zbierają się trzy godziny wcześniej w siedzibie stowarzyszenia na ul. Sondeja 8. - Trzeba ugotować zupę, przygotować kawę, herbatę i kanapki, a gdy robi się chłodniej spakować paczki z odzieżą - mówi wolontariuszka stowarzyszenia Lidia Rogulska.
W sukni ślubnej i płetwach trudno wybrać się na wycieczkę
"Zupełne dobro" opublikowało w internecie listę potrzebnych rzeczy. To ważne, by darczyńcy trzymali się tego, co jest w spisie. Działacze organizacji podkreślają, że to nie muszą być rzeczy nowe (poza bielizną), ale powinny być w dobrym stanie, tak by mogły jeszcze komuś posłużyć. Ligia Rogulska obrazowo mówi o rzeczach, w których każdy z nas mógłby wybrać się na dłuższą wycieczkę w jesienny albo zimowy dzień.
- Kurtka najlepiej taka, która szybko nie przemoknie. Podobnie buty. Muszą być czyste, bez dziur, zepsutych zamków, urwanych guzików. To mają być rzeczy, których się pozbywamy nie dlatego, że się nie nadają do noszenia, ale dlatego, że zmieniłem rozmiar albo po prostu mi się znudziły. - dodaje wolontariuszka.
Rzeszowskie stowarzyszenie podkreśla, że organizuje zbiórkę ubrań i sprzętu potrzebnych do przetrwania zimy, a nie pomaga sprzątać piwnice i strychy mieszkańców Rzeszowa. A zdarzało się, że w paczkach dostarczanych przez darczyńców były suknie ślubne i balowe, fascynator, garnitury, nawet płetwy do nurkowania. - Trzeba sobie uświadomić kim są nasi podopieczni. Jeśli to ludzie w kryzysie bezdomności, to nie będą potrzebowali firanek i obrusów. A to też do nas trafia. Wygląda na to, że ktoś robił porządki w domu, nie wiedział co z tym zrobić i oddał rzeczy do nas. - mówi Lidia Rogulska. Rzeczy, z których podopieczni stowarzyszenia nie skorzystają, ktoś musi posegregować, a to strata czasu i pracy ludzi, którzy poświęcają się, by pomóc potrzebującym. Rzeczy, które mogą być potrzebne, a jednocześnie mogą zaskakiwać, to piżamy czy na przykład klapki pod prysznic. Wytłumaczenie jest proste. Potrzebują ich podopieczni stowarzyszenia "Zupełne dobro", którzy trafiają do szpitala z powodów zdrowotnych, albo gdy chcą zmienić swoje życie (np. idąc na odwyk). Ważne, by dobrze się czuli.
Stowarzyszenie apeluje na swoim profilu na Facebooku o to, by sprawdzić czy w naszych domach, piwnicach, na strychach nie leżą niepotrzebne już plecaki. Mogą być bardzo przydatne, bo stają się całym domem osób w kryzysie bezdomności.
Rzeczy można przynosić do "magazynu ciepła" w siedzibie stowarzyszenia albo wysyłać przez paczkomaty, w tym przypadku trzeba wcześniej skontaktować się z wolontariuszami organizacji.
Młodzi garną się do wolontariatu. Mają potrzebę, by robić dobro
Wśród wolontariuszy rzeszowskiej organizacji jest wielu młodych ludzi. - Chcą pomagać, chcą robić dobro. Gdzie przychodzą? Tam gdzie jest zupełne dobro! - mówi z uśmiechem Lidia Rogulska. Wolontariuszem może zostać osoba dorosła. Nasza rozmówczyni podkreśla, że w tym gronie jest coraz więcej studentów - ludzi otwartych, spontanicznych, którym łatwiej rozmawiać z osobami pogubionymi, być może dlatego, że sami mają mniejszy bagaż życiowych doświadczeń.
Wyjątkową grupę wśród wolontariuszy rzeszowskiej organizacji stanowili ostatnio studenci z Zimbabwe. To studenci socjologii Wyższej Szkoła Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie, którzy zgłosili się po tym, jak przedstawiciele stowarzyszenia "Zupełne Dobro" zostali zaproszeni na uczelnię, by opowiedzieć o swojej działalności. Po tym spotkaniu organizacja musiała wprowadzić dodatkowy grafik tak, by wszyscy nowi wolontariusze mogli pomagać.
Młodzież z Zimbabwe, mówiąca po angielsku i pomagająca osobom w kryzysie bezdomności, wzbudzała zainteresowanie wśród podopiecznych stowarzyszenia. Okazało się przy tym, że kilka osób, którym pomagali wolontariusze mówi biegle po angielsku. Kilka innych po pierwszym spotkaniu chciało nauczyć się chociaż pojedynczych słów, by móc porozmawiać z wolontariuszami z południowej Afryki.
- Chciało im się nauczyć kilku zwrotów w obcym dla siebie języku. To mały krok, który jednak pokazuje, że jest chęć zmiany. Chcemy to wykorzystywać, by mogli zmieniać swoje życie, żeby mieli chęć wychodzenia z "ulicy", z kryzysów i problemów. - mówi Lidia Rogulska.
Pomagają w tym także czwartkowe spotkania (od godz. 17:00) w siedzibie rzeszowskiego stowarzyszenia. Tam czeka ciepły posiłek, ale też komputer z internetem, a wolontariusze pomagają napisać CV, poszukać pracy albo pokoju do wynajęcia, gdy komuś już udało się znaleźć zatrudnienie. A na rozmowę o pracę ktoś, kto chce zmienić swoje życie i wyjść z bezdomności, pójdzie zadbany i wystrzyżony, bo o to również dbają na ul. Sondeja 8 w Rzeszowie.