Jabłka mogą być jeszcze droższe? Sadownicy nie mają dobrych wieści
Czego obawiają się rolnicy? Styczeń i początek lutego był - jak na tę porę roku - bardzo ciepły. Teraz przyszły mrozy, które - szczególnie odzwyczajonym od zimna - mogą dać się we znaki, zwłaszcza nocami. Dariusz Kwiatkowski, sadownik spod Rzeszowa prowadzący wielohektarowe sady jabłoniowo-gruszowe, z niepokojem obserwuje tę sytuację.
- Jabłonie o tej porze roku są bardzo wrażliwe na takie wahania temperatur. Najpierw ciepło, teraz spadki poniżej zera, a przecież przez cieplejsze temperatury w styczniu pobudza się wegetacja. Nawet jeśli teraz będzie ona trochę przyhamowana, to kwitnienie i tak może rozpocząć się wcześniej - opowiada. - Już w tamtym roku miałem anomalie z drzewami. Rośliny są zdezorientowane, nie wchodzą w stan spoczynku zimowego, bo jest ciepło. Niektóre z nich zakwitają jesienią lub zimą, zamiast poczekać do wiosny i taka sytuacja może zdarzać się częściej. Zimy będą dla nas coraz trudniejsze - rozkłada ręce nasz rozmówca.
Ceny będą wyższe? Niższe plony na Podkarpaciu w tamtym roku przyczyniły się do wzrostu cen owoców. Obecnie u lokalnych sadowników można kupić:
- jabłka od 1,30 do 4 zł za kilogram,
- gruszki za około 5 zł za kilogram.
O tej porze roku sadownicy planowali skupić się na pielęgnacji drzew: przycinanie gałęzi i oczyszczanie podłoża, by zapobiegać chorobom grzybowym. - I tak będziemy musieli to zrobić, ale z większą uwagą, nawet delikatnością, bo niektóre drzewa będą bardzo "wyczulone" na takie rzeczy - mówi Kwiatkowski. - Nie mamy za bardzo miejsca na pomyłkę, bo sprzedaż idzie u nas cały rok, a już ubiegłoroczne zbiory były słabe - dodaje.
Tak Kościół traci wpływy na Podkarpaciu. 'Myśmy tutaj mieli takie dwie głosne sprawy'
A produktu musi starczyć, bo oprócz sprzedaży hurtowej wielu sadowników prowadzi własne sklepy, do których klienci przyjeżdżają bezpośrednio, by poznać smaki i samemu wybrać najodpowiedniejszy towar - prosto ze wsi, w niższej cenie.
- Zdarzają się naprawdę duże zamówienia, bo dużo osób z okolic wysyła owoce czy przetwory swoim dzieciom za granicę - mówi Patrycja, sprzedawczyni w sklepie prowadzonym przez sadownika. - Ruch jest często spory, najczęściej wtedy gdy jest sezon, ale zimą też nie brakuje pracy - dodaje.