,
Obserwuj
Podkarpackie

Dramatyczne ograniczenia w pomaganiu. Musieli zwolnić większość pracowników

Anna Sapieha, TOK FM
4 min. czytania
19.02.2025 15:55
Aż o 80 procent mniej pieniędzy na pomaganie uchodźcom z Ukrainy mają w tym roku aktywiści z Przemyśla. Organizacje pozarządowe, w tym te z zagranicy, drastycznie ograniczyły środki na pomoc humanitarną. Przemyski Dom Ukraiński i miejscowy Związek Ukraińców musieli zwolnić większość pracowników.
|
|
fot. Patryk Ogorzałek / Agencja Wyborcza.pl
  • Przemyśl to pierwsze duże miasto przy granicy z Ukrainą;
  • Do Przemyśla każdego dnia przyjeżdżają nowi uchodźcy z Ukrainy, którzy potrzebują wsparcia;
  • Związek Ukraińców, który udzielał pomocy uchodźcom, ma znacznie mniej środków i w związku z tym musiał znacznie ograniczyć działalność.

Jako miasto przygraniczne Przemyśl stał się pierwszym bezpiecznym przystankiem dla ponad miliona obywateli Ukrainy uciekających przed wojną. To tu dojeżdżały pociągami tysiące uchodźców i uchodźczyń. To stąd jechali dalej - do innych miast Polski, ale też innych krajów Europy. W pomoc od początku najbardziej zaangażowany był Dom Ukraiński prowadzony przez Związek Ukraińców w Przemyślu.

W ubiegłym roku Związek Ukraińców na działalność na rzecz uchodźców i uchodźczyń z Ukrainy miał około 9 mln złotych. W tym roku ma aż o 80 procent mniej. Organizacje pomocowe, humanitarne - zagraniczne, ale i polskie - wycofują swoje wsparcie. I nie chodzi tylko o Amerykanów. - My akurat z tych amerykańskich środków nie korzystaliśmy, ale straciliśmy inne finanse - mówi TOK FM Igor Horków, prezes Związku Ukraińców w Polsce.

- Naszym głównym partnerem finansowym w 2024 roku była Polska Akcja Humanitarna, ale ta zakończyła większość działań związanych z pomocą osobom uchodźczym z Ukrainy na terenie Polski. Podobnie Fundacja Oxfam. Natomiast te organizacje, z którymi dalej działamy, to m.in. Care Internationale czy Polskie Centrum Pomocy Międzynarodowej - dodaje gość TOK FM.

800 plus nie dla nich? 'Bez tego sobie nie poradzę'

Nie ma też już stałych dyżurów na przemyskim dworcu. - Jesteśmy na miejscu, ale tylko w określonych godzinach - podaje nasz rozmówca. - Mieliśmy też zespoły mobilne, które jeździły po Podkarpaciu, po różnych ośrodkach zakwaterowania i sprawdzały, jakie są potrzeby - tego wszystkiego dziś też już nie ma - dodaje. Jak podkreśla, związek cały czas przygotowuje wnioski o kolejne granty, więc być może jakieś dodatkowe środki uda się uzyskać, ale nie ma pewności, kiedy i czy w ogóle.

Co się zmieniło w pomaganiu Ukraińcom w Przemyślu?

W związku z brakiem środków organizacja musiała ograniczyć działalność. - Zamknęliśmy punkt noclegowy na ulicy Basztowej w Przemyślu, który działał siedem dni w tygodniu. Osoby przyjeżdżające mogły pozostawać tam do 36 godzin. Były bezpieczne, mogły liczyć na rozmowy. Podpowiadaliśmy im, jakie mają możliwości. Gwarantowane było też całodniowe wyżywienie - opisuje nasz rozmówca.

Zrezygnowano też z dyżurów lekarskich, które były prowadzone w języku ukraińskim, ograniczono też wsparcie psychologiczne i prawne. - Mieliśmy 11 grup języka polskiego, gdzie zajęcia były prowadzone na różnych poziomach zaawansowania. Dzisiaj mamy tylko dwie takie grupy i to prowadzone wolontariacko, bo na nic innego nie mamy środków - rozkłada ręce Horków.

Do Przemyśla stale przyjeżdżają nowi uchodźcy

Tymczasem, jak słyszymy, do Przemyśla cały czas przyjeżdżają nowi uchodźczy i uchodźczynie. - Dziennie przez dworzec i przez nasz punkt przewija się nawet 500 osób, które potrzebują pomocy - mówi Horków. Wielu z nich, jak dodaje, wcześniej nie było w Polsce. Są zagubieni i liczą na wsparcie. - To na przykład mieszkańcy z miejscowości Sumy, skąd wcześniej nie mieliśmy zbyt wielu osób. Albo z Czernihowa, skąd przyjechała niedawno matka z małym dzieckiem. Uciekają m.in. po zniszczeniach w infrastrukturze krytycznej, gdy nie ma prądu, ciepła czy wody - opowiada dalej prezes Związku Ukraińców w Polsce.

Zwraca uwagę, że osoby, które teraz przyjeżdżają do Polski, są w o wiele gorszym stanie psychicznym niż nawet w pierwszych dniach wojny. - To ludzie, którzy naprawdę bardzo dużo widzieli i przeżyli - mówi Horków. Potrzebują ukraińskojęzycznego psychologa, a tego typu pomocy jest niestety coraz mniej.

Trzy lata od wojny

24 lutego miną trzy lata od wybuchu pełnoskalowej agresji Rosji na Ukrainę. Choć trzeba przypomnieć, że wojna w Ukrainie trwa dłużej, bo od 2014 roku na Donbasie. Obecnie trwają amerykańsko-rosyjskie rozmowy o ewentualnym zawieszeniu broni w Ukrainie. Na razie spotkały się delegacje obu państw - niebawem ma dojść do spotkania przywódców: Władimira Putina i Donalda Trumpa. Spotkania dotyczą Ukrainy, ale odbywają się bez jej udziału.

- Tu nie ma mowy o pokoju, ale ewentualnie o zawieszeniu broni - mówi TOK FM ekspert do spraw NATO dr Wojciech Michnik. - W mojej ocenie Rosjanie dalej będą dążyli do destabilizacji Ukrainy, nawet jeśli nie będzie to wyrażone codziennymi nalotami, rakietami czy czołgami na ulicach. (...) Czasy, w którym żyliśmy spokojnie, myśląc o wiecznym pokoju, już się skończyły - mówi ekspert. - To nie jest tak, że obawiam się, że rakiety zaraz będą spadać na Polskę, bo wojna dzisiaj ma różne oblicza i nie musi przyjść w taki sposób w jaki przyszła do Ukraińców. Ale na pewno jest to nowy i bardzo niespokojny czas - dodaje dr Michnik.