Sanok ograniczył bezpłatną pomoc dla uzależnionych. "To wygląda jak zemsta"
- Z ponad 20 godzin do ośmiu w tygodniu ograniczono porady w Punkcie Informacyjno-Konsultacyjnym ds. Alkoholowych w Sanoku;
- Sprawę nagłośniły pracowniczki punktu: Monika Szul i Joanna Przybyła. Jak mówiły - o zmianach nikt wcześniej nie informował; nie było też zastrzeżeń do pracy punktu;
- Miasto odpowiada, że sprawdziło działania podobnych punktów w innych miastach i z dokonanej analizy wynika, że PIK w Sanoku działał ze zbyt dużym rozmachem;
- Nie brakuje komentarzy, że cała sprawa ma związek z koniecznym poszukiwaniem oszczędności - Sanok ma fatalną sytuację finansową.
Punkt Informacyjno-Konsultacyjny ds. Alkoholowych (określany w mieście jako PIK) działa w Sanoku od blisko 30 lat. Do tej pory oferował 20 godzin porad w tygodniu. Były to m.in. spotkania z psychoterapeutą dla dorosłych, dzieci i młodzieży czy rozmowy z prawnikami. Miasto zdecydowało o ograniczeniu działania punktu do ośmiu godzin w tygodniu.
Zmiany w PIK wywołały w mieście niemały poruszenie. Sprawę nagłośniła psycholożka Monika Szul, która pracowała w punkcie od ponad trzech lat i prawniczka Joanna Przybyła - z ponad 20-letnim stażem pracy w tym miejscu. Miasto nie podpisało z nimi kolejnych umów w nowym roku.
"To wygląda jak zemsta"
Specjalistki zwracają uwagę, że przez 27 lat pracy PIK z darmowej pomocy skorzystały tysiące osób. Dane do 2018 roku mówią o 18 tysiącach porad.
"Telefon w punkcie dzwoni codziennie. Przez lata pracy grono interesantów zyskało zaufanie do pracy specjalistów i sięga po pomoc, na którą nie mogą sobie pozwolić gdzie indziej, a zwłaszcza prywatnie. Niektórzy przychodzą jednorazowo, inni nawet kilkanaście razy" - napisała w mediach społecznościowych Monika Szul.
Pracowniczki PIK twierdzą, że o planowanych zmianach dowiedziały się, gdy miały podpisywać umowy z miastem na kolejny rok. - Nikt nie dał nam ani ludziom, którym punkt pomaga, czasu na dokończenie pewnych spraw. Nie było żadnych rozmów, żadnych uwag do naszej wcześniejszej pracy - mówi psycholożka. Zwraca uwagę, że specjalistki nie miały okazji nikogo przekierować dalej - wskazać, gdzie można szukać pomocy. - To brak empatii ze strony władz miasta - przekonuje.
- Ani w listopadzie, ani w grudniu nikt nie informował nas o planach miasta, a w grudniu został przyjęty gminny program rozwiązywania problemów alkoholowych. Nasze usługi są w nim wskazane, a PIK pełni w nim istotną rolę - wtóruje prawniczka Joanna Przybyła.
Sanoczanie dowiedzieli się o zmianach z listu otwartego, jaki pracownice PIK napisały do burmistrza, przewodniczącego rady miasta i radnych. Zamieszanie doprowadziło do tego, że punkt nie działał od połowy grudnia ubiegłego roku. Wznowił pracę w połowie lutego tego roku - ale już bez Moniki Szul i Joanny Przybyły. - To wygląda jak zemsta za brak podporządkowania decyzjom władz miasta - mówi Monika Szul.
Obie specjalistki pracujące do końca ubiegłego roku w sanockim PIK mówią, że nie walczą w tej sprawie o siebie, ale o ludzi, którym to miejsce pomaga, a którzy sami o taką walkę się nie pokuszą.
Dla miasta porady były za długie
Sprawą PIK zajmuje się zastępczyni burmistrza Sanoka Jowita Nazarkiewicz. Na pytania o ograniczenie pracy punktu odpowiada danymi i wyliczeniami, jakie powstały po obdzwonieniu podobnych punktów działających w województwie podkarpackim. - Okazało się, że porady [w PIK] trwają bardzo długo. W przybliżeniu jedna porada to godzina i 23 minuty. Porównując te dane z innymi - np. NFZ czy poradnictwem prawnika - stwierdziliśmy, że to długo - mówi Jowita Nazarkiewicz.
- Obdzwoniliśmy wiele samorządów. Dopytywaliśmy, ilu mają specjalistów, ile godzin, ile wydają na prowadzenie takiego punktu. Nie znaleźliśmy samorządu porównywalnego do naszego, z podobną liczbą mieszkańców, gdzie ta opieka specjalistów jest tak rozbudowana - dopowiada zastępczyni burmistrza. Jako przykład podaje Jasło, gdzie jest osiem godzin porad w tygodniu i na tyle postawił też Sanok. Urzędnicy podjęli taką decyzję tuż przed podpisaniem umów ze specjalistami na kolejny rok.
Chodzi o pieniądze?
Nie brakuje komentarzy, że cała sprawa ma związek z koniecznym poszukiwaniem oszczędności. Roczny koszt utrzymania Punktu Informacyjno-Konsultacyjnego ds. Rozwiązywania Problemów Alkoholowych w Sanoku to 250 tysięcy złotych. W tym opieka specjalistów udzielających bezpłatnych porad mieszkańcom to około 180 tysięcy złotych. W 2024 roku miasto wydało na ten cel 115 tysięcy złotych, w tym roku planuje już tylko 36 tysięcy złotych, co daje oszczędności około 80 tysięcy złotych.
Sanok ma fatalną sytuację finansową. Zadłużone miasto musiało przygotować program naprawczy, który nakazała Regionalna Izba Obrachunkowa w Rzeszowie. Na sport w mieście w tym roku nie ma ani grosza, są zaplanowane jedynie wydatki na utrzymanie rozbudowanej infrastruktury. Z zapowiedzi burmistrza i jego zastępczyni wynika, że zaoszczędzone na PIK pieniądze będą przekazane organizacjom pozarządowym i klubom sportowym na profilaktykę przez sport.
Niespodziewana interwencja
Cała sprawą zainteresowało się Krajowe Centrum Przeciwdziałania Uzależnieniom.
"Mając na względzie dobro mieszkańców Sanoka, istnieje ryzyko, że konsekwencją decyzji będzie ograniczenie specjalistycznych usług w obszarze przeciwdziałania uzależnieniom - w tym: udzielanie bezpłatnej pomocy prawnej, psychologicznej i terapeutycznej dla osób z problemem alkoholowym i ich rodzin, osób doznających przemocy domowej"
czytamy w piśmie podpisanym przez Katarzynę Łukowską, zastępcę dyrektora Krajowego Centrum Przeciwdziałania Uzależnieniom.
Ekspertka zaznaczyła, że KCPU nie sprawuje nadzoru nad tym, jak jednostki samorządu terytorialnego organizują i finansują profilaktykę oraz przeciwdziałanie uzależnieniom, ale jednocześnie podkreśliła, że w ramach gminnych programów samorządy mają obowiązek zapewnić pomoc osobom z problemem uzależnień i ich rodzinom. Przypomniała też, że wszelkie decyzje o ograniczeniu działań powinny być poprzedzone konsultacjami społecznymi.
Krajowe Centrum Przeciwdziałania Uzależnieniom zaapelowało więc do burmistrza Sanoka Tomasza Matuszewskiego o ponowne przeanalizowanie pracy punktu i zasięgnięcie opinii osób zaangażowanych w udzielanie pomocy. Zapytaliśmy burmistrza i jego zastępczynię, jak władze Sanoka zareagują na pismo z Warszawy. Na razie nie dostaliśmy odpowiedzi.