,
Obserwuj
Podkarpackie

Odwiedziliśmy największy skansen w Polsce. "Tu wszystko jest prawdziwe, nawet ja"

5 min. czytania
01.06.2025 07:48
Największy skansen w Polsce, ma działającą pocztę - jedyną czynną w niedzielę i święta w całym województwie. Turyści korzystają z jej usług. - Wysyłają kartki. Wielu właśnie u nas robi to po raz pierwszy od dawna. - mówi pocztmistrz Eugeniusz Czubski.
|
|
fot. Elżbieta Mazur-Bielat

Wyjątkowe miejsce w Polsce

Skansen w Sanoku obejmuje obszar 38 hektarów i prezentuje około 180 obiektów architektury drewnianej z regionu Karpat. Turyści mogą tu podziwiać sektory: wiejski, dworski, naftowy, a także obiekty sakralne. Od 2011 r. jest też sektor miejski z Rynkiem Galicyjskim, który odtwarza atmosferę małego miasteczka z czasów zaboru austriackiego.

To właśnie tutaj znajduje się rekonstrukcja historycznego urzędu pocztowego z XIX wieku z niedalekiego Brzozowa. Wnętrze zostało wiernie zaaranżowane, można zobaczyć oryginalne meble, okienko kasowe oraz dawne urządzenia telegraficzne.

'Tu wszystko jest prawdziwe, nawet ja'

Po lewej stronie od wejścia jest mieszkanie pocztmistrza, ale to ta służbowa część budynku budzi najwięcej emocji. Zwłaszcza, że można stąd wysłać prawdziwą przesyłkę. - Dzięki współpracy z Pocztą Polską odwiedzający nas mogą nadać korespondencję. Ktokolwiek z państwa chciałby wysłać nawet list urzędowy, mieć potwierdzenie, to na poczcie na Rynku Galicyjskim można to zrobić - mówi dyrektor Muzeum Budownictwa Ludowego w Sanoku Marcin Krowiak.

Opiekunem pocztowej ekspozycji od lat jest Eugeniusz Czubski. - Tu wszystko jest prawdziwe, nawet ja - żartuje, zakładając na głowę czapkę pocztowca. Wysyłanych stąd PiTów i dokumentów rozwodowych sobie nie przypomina i od razu zaznacza, że sam wolałby przybijać stemple na listach miłosnych, ale na te też jest mała szansa, bo mało kto pisze dziś listy. Kartki pocztowe jeszcze się zdarzają.

- Dzisiaj chyba każdy jest przyzwyczajony do korespondencji elektronicznej, natomiast bardzo nas cieszy duże zainteresowanie możliwością wysłania kartki pocztowej. Nawet w jakiś sposób edukujemy w tym temacie, bo wielokrotnie sam byłem świadkiem, jak rodzice tłumaczą dzieciom, co to jest znaczek, że należy go poślinić i nakleić na kartkę pocztową. Widać tu dzieci, które potrafią i chcą taką kartkę odręcznie napisać i wysłać z pozdrowieniami z Sanoka - mówi dyrektor skansenu Marcin Krowiak.

Wspomnienia i wzruszenia

- Różni ludzie przychodzą i różne zadają pytania o te wspaniałe eksponaty. Często dotyczą tych skrzyneczek. To są łącznice telefoniczne: jedna jest przedwojenna, druga już powojenna. Obydwie zresztą polskiej produkcji, bardzo dobrze działały - mówi Czubski.

Od czasu do czasu zdarza się, że wśród turystów jest ktoś, kto pracował na poczcie. Panie, które łączyły rozmowy na takich urządzeniach, wspominają to często z niekrytym wzruszeniem. - Ja jeszcze pamiętam, jak się przychodziło na pocztę, zamawiało rozmowę, słyszało się standardowe: 'proszę czekać, będzie rozmowa' albo 'kabina numer dwa, numer trzy'. My to pamiętamy, młodzież o takich rzeczach nie wie - mówi pan Eugeniusz, podkreślając, że dzisiaj każdy ma telefon komórkowy i korzysta z niego, kiedy chce. Kiedyś trzeba było czekać. Czasami bardzo długo. - Dzisiaj jesteśmy niecierpliwi, chcemy wszystko szybko, szybciej, już. Kiedyś ludzie byli cierpliwsi, spokojniejsi. Może przemyśleli to, co chcą powiedzieć w czasie tej rozmowy, a i czekając na połączenie nerwy opadały - wspomina pocztowiec ze skansenu.

Gdy opowiada o telegramach, które przecież wysyłało się na poczcie, zawsze zaznacza, że można je przyrównać do współczesnych smsów. - Taka krótka wiadomość, ale telegramy zwykle kojarzyły się źle. Przeważnie: 'przyjeżdżaj na pogrzeb'. Chociaż były też i radosne: 'przyjeżdżaj na ślub' - śmieje się pan Eugeniusz.

Ludzie listy piszą?

W trakcie naszej wizyty w budynku przy Rynku Galicyjskim na miejsce przyjechał przedstawiciel Poczty Polskiej. - Odbieram pocztę codziennie. Kartki i listy, które tutaj są wrzucane do skrzynki zawożę je na główną pocztę do odbioru - opowiada pracownik poczty. Tym razem ze starej skrzynki wyjął tylko kilka kartek z pozdrowieniami z Sanoka. Pójdą do Poznania, Hamburga i Krotoszyna. - Wczoraj pogoda była kiepska, więc tych pocztówek nie ma za dużo, ale kiedy jest ładnie i w skansenie jest dużo odwiedzających, np. w lipcu i sierpniu, to wtedy mam tu co robić - mówi Eugeniusz Czubski.

Na wakacjach jest też najwięcej przesyłek za granicę - często do Francji, Niemiec i Austrii. Opiekun poczty w Rynku Galicyjskim pamięta też kogoś, kto nadawał u niego przesyłkę do RPA. Sam listów nie dostaje, ale wspomina turystkę z Łodzi, która po kilku latach przejeżdżając znów przez Sanok przyszła na Rynek Galicyjski tylko po to, by sprawdzić, czy on tu jeszcze pracuje. - To było bardzo sympatyczne - mówi pan Eugeniusz.

Ale już do muzeum przychodzą czasem przesyłki od ludzi zainteresowanych starą, galicyjską pocztą. - Zdarzało się, że ktoś napisał list, z prośbą o ostemplowanie właśnie na Rynku Galicyjskim. Taka filatelistyczna pamiątka, która pewnie gdzieś później będzie miło wspominana. - mówi dyrektor skansenu Marcin Krowiak.

Zagadkowy sejf z XIX wieku. 'Do dziś nie wiemy, co jest w środku'

Zrekonstruowany budynek poczty był kiedyś Urzędem Pocztowo-Telegraficznym, ale także Pocztową Kasą Oszczędności, o czym przypomina jeden z eksponatów. To XIX-wieczny sejf, wyprodukowany w Wiedniu. Do Muzeum Budownictwa Ludowego trafił po tym, jak został odnaleziony na terenie jednej z sanockich firm.

- Był sejf, ale nie było klucza i do dziś nie wiemy, co jest w środku. Zawsze opowiadam turystom, że tam mogą być jakieś ciekawe, ważne dokumenty, może też pieniądze, a może tylko XIX-wieczne powietrze? - zastanawia się, znów żartując, opiekun ekspozycji.

Niedaleko sejfu jest stary, wiszący telefon ze słuchawką. Obok - między skrzynią, a sejfem - stoi ciekawa skrzyneczka. Pan Eugeniusz zadaje turystom zagadkę - co to jest? Skrzynka jest drewniana, z przodu i z tyłu ma metalową siatkę, więc widać, co jest w środku. Jest tak duża, że mógłby się do niej zmieścić gołąb. I właśnie to mówią najczęściej turyści, że to skrzynka do przesyłania kojarzonych z pocztą gołębi. - Też tak myślałem, gdy wiele lat temu przyszedłem tu do pracy. A to jest tak zwana rojnica do przesyłki rojów pszczelich - zdradza opiekun ekspozycji.

Poczta w sanockim skansenie pracuje od wtorku do niedzieli, od godz. 9 do 17. Poza nią w Rynku Galicyjskim można zobaczyć też inne ciekawe budynki - zakład fryzjerski z końca XIX w. ze Starej Wsi, zakład krawiecki z ok. 1880 r. z Jaćmierza, sklep kolonialny z początku XX w. z Jaślisk, karczmę z XIX w. z Sanoka, z Sanoka jest także kręgielnia z XIX w.