,
Obserwuj
Polska

Polska chce produkować broń, która "nie zatrzyma żadnej armii". "Bijmy na alarm"

5 min. czytania
20.03.2026 06:22

Czy Polska wznowi produkcję min przeciwpiechotnych? Mamy taką możliwość, bo wypowiedzieliśmy konwencję ottawską o zakazie ich użycia, składowania, produkcji i przekazywania. A do 20 marca trwają tzw. wstępne konsultacje rynkowe, które prowadzi Agencja Uzbrojenia. W grę wchodzą produkcja i zakup ponad 15 milionów min przeciwpiechotnych różnego rodzaju. - Ta broń jest nadal zakazana przez Organizację Narodów Zjednoczonych i jest zakazana nie bez powodu - komentuje dyrektorka Amnesty International Polska Anna Błaszczak-Banasiak.

Wojsko
Wojsko
fot. NewsLubuski

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jakie rodzaje min zamierza produkować Polska?
  • Gdzie mogą być użyte?
  • Kto w przeważającej liczbie pada ofiarą tej broni? 

Do dziś - piątku 20 marca trwają tzw. wstępne konsultacje rynkowe, które prowadzi Agencja Uzbrojenia. Ogłoszenie i załączniki do niego można znaleźć na stronach agencji. Wynika z nich, że w grę wchodzi produkcja i zakup ponad 15 milionów min przeciwpiechotnych różnego rodzaju - będą to miny odłamkowe kierunkowe, wyskakujące czy naciskowe.

O sprawę zapytaliśmy Ministerstwo Obrony Narodowej. "Po wyjściu z Konwencji na terenie Polski planowane jest rozpoczęcie produkcji min przeciwpiechotnych. Agencja Uzbrojenia pozyska te środki bojowe zgodnie z ilością i czasem określonym w centralnych planach rzeczowych. Obecnie mamy zidentyfikowanych producentów i dostawców tego typu asortymentu" - czytamy w przesłanym nam oświadczeniu. MON nie chciał jednak zdradzić, o jakiej dokładnie liczbie min mówimy. "Potrzeby ilościowe min przeciwpiechotnych na zabezpieczenie wschodniej i północnej granicy państwa stanowią informację niejawną" - napisało nam ministerstwo. "W ramach Tarczy Wschód wyznaczone są obszary zaminowania. Miejsca ich rozmieszczenia stanowią element planu użycia Sił Zbrojnych" - czytamy. Jak podkreślono, wykorzystanie min "przewidywane jest wyłącznie w przypadku konfliktu zbrojnego".

Produkcją miałyby się zająć Bydgoskie Zakłady Elektromechaniczne "Belma", wchodzące w skład Polskiej Grupy Zbrojeniowej. Teraz powstają w nich m.in. miny przeciwpancerne, zapalniki, miotacze oraz wykrywacze min.

- "Belma" otrzymuje 311 milionów zł poprzez Polską Grupę Zbrojeniową. Są to pieniądze z budżetu państwa, w ramach Funduszu Inwestycji Kapitałowych. I generalnie te pieniądze są przeznaczone na zwiększenie zdolności produkcyjnych. W ramach całej inwestycji opisanej w biznesplanie będziemy budować nowe hale albo remontować obecne, dokupimy też grunty, na których będziemy inwestować. Hale doposażymy także w maszyny, które pozwolą nam zwiększyć produkcję min. Zakładamy, że przy tych zwiększonych zdolnościach będziemy w stanie produkować - nie chcę powiedzieć, że każdą ilość - ale prawie każdą ilość, na którą będzie zapotrzebowanie ze strony wojska. Mówimy o minach przeciwpancernych, ale też - po wyjściu z Konwencji Ottawskiej - o minach przeciwpiechotnych - mówi tokfm.pl prezes Polskiej Grupy Zbrojeniowej, Adam Leszkiewicz.

- Zwiększone zdolności produkcyjne pozwolą zaopatrywać polskie wojsko tak, jak w danej chwili będzie to potrzebne. Miny są technologicznie coraz lepsze, wymagają coraz bardziej skomplikowanej wiedzy. Muszą być bezpieczne dla przypadkowego użytkownika. Oceniamy, że potrzebujemy maksymalnie około roku do tego, by przygotować się do wznowienia ich produkcji, wcześniej nie mogliśmy tego robić. Jest jeszcze kwestia certyfikacji i aprobaty przez wojsko - na to potrzebny jest czas, by od każdej strony się przygotować - dodaje prezes Leszkiewicz.

ONZ zakazuje tej broni

Produkcji tak ogromnej ilości groźnych dla życia i zdrowia ludzi min przeciwpiechotnych sprzeciwia się m.in. Amnesty International Polska. - Tak dla zobrazowania tej sytuacji - te 15 milionów sztuk oznaczałoby, że Polska będzie jednym z liderów wśród państw, które posiadają taką broń. Wyprzedzi takie kraje jak Pakistan czy Korea. Ta broń jest nadal zakazana przez Organizację Narodów Zjednoczonych i jest zakazana nie bez powodu. Wiemy na pewno i jest to udokumentowane rzetelnymi danymi, że około 80 procent ofiar tej broni co roku to cywile. Wiemy też na pewno, że jest to broń, której wartość militarna jest powszechnie kwestionowana, że jest to broń, która nie zatrzyma ani armii rosyjskiej, ani żadnej innej. Pytanie jest więc takie: po co tak szalenie niebezpieczna broń na polskim terytorium, która najprawdopodobniej zostanie z nami przez dekady i będzie śmiertelnie niebezpieczna dla obywateli - zastanawia się w TOK FM dyrektorka Amnesty International Polska, Anna Błaszczak-Banasiak.

Sprzeciw zgłasza też Międzynarodowa Kampania na rzecz Zakazu Min Przeciwpiechotnych (ICBL). Organizacja w 1997 roku została laureatem Pokojowej Nagrody Nobla. - Miny zamieniają pola uprawne w śmiertelne pułapki, pastwiska w pustkowia, a dzieciństwo w niepełnosprawność. Ich okrucieństwo jest ciche, ukryte i długotrwałe - mówi - cytowana przez Amnesty - wicedyrektorka ICBL Kasia Derlicka-Rosenbauer.

- Koszt usunięcia jednej miny jest wielokrotnie wyższy niż koszt jej produkcji i obejmuje nie tylko samą operację saperską, lecz także długofalowe wydatki na zabezpieczenie terenu, oznakowanie, monitoring, programy edukacji w zakresie zagrożeń minowych, opiekę nad ofiarami oraz utracone korzyści gospodarcze - dodaje z kolei Anna Błaszczak-Banasiak. 

- Uważamy, że teraz jest moment, w którym należy bić na alarm. Kiedy zostaną już wyprodukowane, to ich magazynowanie będzie szalenie drogie.  Można się domyślać, że w zasadzie pod byle pretekstem mogą zostać skierowane na polsko-białoruską bądź polsko-rosyjską granicę. Wiemy z dobrze poinformowanych źródeł, że są planowane jako element uzbrojenia w ramach Tarczy Wschód. Kiedy trafią już na polskie terytorium, to ich skuteczne usunięcie będzie szalenie trudne i bardzo kosztowne. I to powtarzają wszyscy eksperci od wojskowości - zaminować dany teren jest bardzo łatwo, natomiast szalenie trudno jest go rozminować. Także dlatego, że w wyniku naturalnych procesów miny zmieniają swoje miejsce, przesuwają się. Więc mamy bardzo poważne obawy, bo de facto z taką nieprawdopodobną i trudną do zrozumienia lekkością polski rząd zdecydował się na powrót na nasze terytorium szalenie niebezpiecznej broni, zakazanej od dekad, której również od dekad nikt w Europie nie produkował - wskazuje liderka Amnesty International Polska. 

Polityczki pytają MON

Posłanki Joanna Wicha, Dorota Olko i Daria Gosek-Popiołek wysłały do ministra obrony interpelację w sprawie min. Chcą wiedzieć, jakie są dokładne plany MON-u, czy jakiekolwiek tereny w Polsce będą zaminowywane, jaką ilością min i ewentualnie kiedy do tego dojdzie. 

"Najnowsze dane przedstawione przez International Campaign to Ban Landmines, laureata Pokojowej Nagrody Nobla z 1997 roku, wskazują, że 90 proc. ofiar min przeciwpiechotnych to cywile, a prawie połowa z nich to dzieci. Eksperci Międzynarodowego Czerwonego Krzyża twierdzą, że nawet miny wykorzystujące nowe technologie, wyposażone w tzw. mechanizmy samo unicestwiające, nie minimalizują zagrożenia dla ofiar cywilnych. Organizacja Humanity & Inclusion podawała w grudniu ubiegłego roku, że wspomniane mechanizmy zawodzą nawet w 21 proc. przypadków. Warto również wziąć pod uwagę koszt rozminowywania. Jak wskazuje badanie przeprowadzone przez Center for International Stabilization & Recovery James Madison University, koszt neutralizacji jednej miny to przedział od 300 do 1000 dolarów. Koszt w Polsce byłby tym wyższy, że w terenach bagiennych miny ulegają szybkiemu przemieszczaniu, co utrudnia ich odnalezienie i dezaktywację, a z takimi mamy do czynienia w większości gmin Tarczy Wschód" - napisały posłanki w swojej interpelacji.

Dodały, że trudny do pominięcia wydaje się także aspekt lokalny. "Podlasie, Lubelszczyzna oraz Warmia i Mazury to najszybciej wyludniające się regiony Polski. Ewentualne zaminowanie grozi pogłębieniem kryzysu demograficznego poprzez dalsze ograniczenie możliwości rozwoju w sektorach rolnictwa, leśnictwa i turystyki" - podkreśliły w piśmie do MON. 

Przeciwko minom - lata temu - opowiadała się księżna Diana. Cały świat obiegły w 1997 roku obrazy, jak w kamizelce kuloodpornej i z przyłbicą, mimo sprzeciwu wielu osób - odwiedziła pole minowe oczyszczane przez organizację charytatywną Halo w Huambo w Angoli. W ten sposób sprzeciwiła się wykorzystywaniu w konfliktach min przeciwpiechotnych.

źródło: TOK FM