Afera w gdańskiej komendzie. Ruszył proces byłej naczelniczki
Przed Sądem Rejonowym w Gdańsku rozpoczął się proces byłej naczelniczki wydziału konwojowego KWP w Gdańsku Magdaleny F., oskarżonej o przekroczenie uprawnień. Podwładni zarzucali kobiecie m.in. poniżanie, zastraszanie i zajmowanie się prywatnymi sprawami w trakcie pracy.
- Proces Magdaleny F. toczy się w związku z zarzutem przekroczenia uprawnień, kwalifikowanym jako tzw. czyn ciągły;
- Oskarżona, według ustaleń "Gazety Wyborczej", miała poniżać, zastraszać i nierówno traktować podwładnych oraz załatwiać prywatne sprawy w pracy;
- Sąd na wniosek obrońcy wyłączył jawność postępowania.
W czwartek przed Sądem Rejonowym Gdańsk–Północ odbyła się pierwsza rozprawa w procesie Magdaleny F., byłej naczelniczki wydziału konwojowego KWP w Gdańsku, oskarżonej przez prokuraturę o przekroczenie uprawnień. Zarzut został postawiony w związku z art. 12 Kodeksu karnego, który określa popełnione przestępstwa jako jedno, tzw. czyn ciągły.
"Czyn ciągły" oznacza szczególny sposób popełnienia przestępstwa, który pozwala potraktować wiele podobnych zachowań, jako jedno przestępstwo, jeśli spełnione są określone warunki.
Na początku rozprawy sąd poinformował, że na wniosek obrońcy oskarżonej wyłączył jawność postępowania.
Porównywała podwładnych do "szczurów". Mobbing na komendzie w Gdańsku
O sprawie jako pierwsza informowała w 2024 roku "Gazeta Wyborcza". Według ustaleń dziennika, policjanci podlegli Magdalenie F. zarzucali jej m.in. poniżanie, zastraszanie, nękanie, pomawianie, nierówne traktowanie oraz załatwianie prywatnych spraw w godzinach pracy.
"Jedna z policjantek uległa wypadkowi w trakcie służby. Niesprawna klapa radiowozu opadła i rozcięła jej głowę. Funkcjonariuszka miała zawroty głowy. Do szpitala odwiózł ją jeden z kolegów z wydziału. Policjantka miała usłyszeć od F. że kłamie, że pewnie jechała do sklepu po alkohol. Policjantowi, który pomógł rannej koleżance, zarzuciła z kolei opuszczenie miejsca pracy. Wobec policjantów wszczęto czynności wyjaśniające, które ostatecznie nie potwierdziły przewinień dyscyplinarnych. Ale funkcjonariusze i tak nie byli brani pod uwagę przy przyznawaniu nagród na święta" - czytamy na łamach "GW". Ponadto była policjantka funkcjonariuszom, których nie darzyła sympatią, miała polecać, by głośniej mówili "dzień dobry", bo są jak "skradający się szczur".
W listopadzie ubiegłego roku prokuratura przedstawiła jej zarzut przekroczenia uprawnień przez funkcjonariusza publicznego. Podejrzana nie przyznała się do winy.
Źródło: PAP/Gazeta Wyborcza