Co się stało z Iwoną Wieczorek? "Ja coś powiem, ale poza protokołem"
"Iwona czasem wyskakiwała z rękoma do niego. Patryk rzeczywiście potrafił przyłożyć, ale facetowi. Również z zazdrości o nią. Związek z Patrykiem był bardzo burzliwy. Iwona miała tak, że ona się z nim rozstawała i schodziła. I wychodziły konflikty" - mówił "Dziara" Marcie Bilskiej i Mikołajowi Podolskiemu, autorom książki "Zaginiona Iwona Wieczorek. Koniec kłamstw".
Po 15 latach policjanci nadal szukają odpowiedzi na pytanie, co stało się z Iwoną Wieczorek. W sobotę Komenda Stołeczna Policji opublikowała komunikat, w którym zwraca uwagę na auto, którego kierowca mógł mieć związek z zaginięciem 19-latki.
Poniższy fragment pochodzi z książki pt. 'Zaginiona Iwona Wieczorek. Koniec kłamstw' autorstwa Marty Bilskiej i Mikołaja Podolskiego, wydanej 2 lipca 2025 roku nakładem wydawnictwa Wielka Litera.
Od czasu kiedy historie kryminalne - zwłaszcza te o morderstwach młodych kobiet - zaczęły stawać się popularne, zmieniło się niemal wszystko. Inaczej dba się o bezpieczeństwo, inaczej wykrywa się przestępców, inaczej się ich sądzi, inaczej karze i inaczej ratuje się ofiary. Postęp nie wpłynął tylko na jedno: wciąż jednym z głównych motywów zbrodni pozostaje miłość.
Człowiek nadal nie zawsze jest w stanie zapanować nad tym uczuciem - potrafi ono nim zawładnąć, niekiedy wręcz go opętać i miotać nim jak marionetką. Miłość otępia, rodzi obłędne pożądanie, szaleńczą zazdrość lub lojalność tak wielką, że zmusza do ukrywania zbrodni przez dziesięciolecia. Miłość potrafi uczynić nas najlepszymi i najgorszymi. Oślepić i ogłuszyć. Sprawić, że dla ukochanej osoby człowiek zabije lub że w imię źle pojmowanej miłości pozbawi tę osobę życia.
To właśnie myśl o tym wciąż nieodgadnionym dla żadnej z nauk uczuciu kazała podczas jednej z policyjnych odpraw wykrzyczeć dwa imiona, których nie mogło zabraknąć w legendzie o polskim zaginięciu wszech czasów:
Patryk i Paweł.
Były i niedoszły.
Jak dwa harcujące diabły, które nawet przy sprawdzaniu innych wątków mącą w głowie, tarmoszą myśli i spędzają sen z powiek.
Oficjalnie żaden z nich nie był na trasie przejścia Iwony Wieczorek. Nieoficjalnie, w policyjnych teoriach, mogli pojawić się tam obaj, blisko jej bloku. A do jednego z nich dziewczyna teoretycznie mogła nawet pójść sama.
Śledczy mieli prawo powątpiewać w prawdomówność obu mężczyzn.
Rozdział o Patryku, największej miłości w życiu Iwony, zaczynamy jednak nie od jego zastanawiających zeznań, ale od pewnej wątpliwości. Janusz Szostak w swoich książkach przekonywał bowiem, że Iwona wkurzyła się w Dream Clubie przez SMS-a, którego dostała od Magdy. Koleżanka zaginionej napisała w nim, że widziała Patryka w Banana Beach z dwoma dziewczynami. Naszym zdaniem mógł to być jeden z kilku powodów złego humoru Iwony, ale raczej nie jedyny. Sprawdziliśmy, że SMS został wysłany o godz. 1.02. Nawet jeśli bawiąca się w Dream Clubie 19-latka odczytała go nieco później, to opuściła sopocką dyskotekę dopiero przed godz. 3. W poprzednich rozdziałach wykazaliśmy, że Iwona była bardzo impulsywną osobą, więc można podejrzewać, że gdyby ta wiadomość była dla niej emocjonalną bombą, dziewczyna wybuchłaby od razu.
Nie udało nam się skontaktować z Magdą, dotarliśmy jednak do paru osób z jej otoczenia i te miały przekazać jej naszą prośbę o rozmowę. Mamy więc prawo zakładać, że ta informacja do niej dotarła. Dziewczyna rzecz jasna niekoniecznie musi chcieć wracać do sprawy zaginięcia Iwony, ponieważ najpierw ciągano ją na przesłuchania, a potem, w 2013 r., skonfrontowano z Patrykiem. Wszystko dlatego, że chłopak nie umiał sobie na sto procent przypomnieć, gdzie był w noc zaginięcia.
"Podtrzymuję to, co powiedziałam wcześniej - zeznała podczas konfrontacji mieszkanka gdańskiego Wrzeszcza. - Jestem całkowicie pewna, że w noc zaginięcia Iwony widziałam Patryka w Banana Beach. Był tam z jakimiś koleżankami, ale nie wiem jakimi. Ja wtedy wysłałam do Iwony SMS-a ze swojego telefonu".
"Ja też podtrzymuję w całości swoje wcześniejsze zeznania. Nie pamiętam tak naprawdę, czy w noc zaginięcia byłem w Banana Beach. - Patryk również był pewny swego. - Chodziłem często po deptaku. Mogło się tak zdarzyć, że w noc zaginięcia Iwony byłem w Banana Beach, ale nie pamiętam dokładnie. Dzień dla mnie był jak co dzień. Wtedy były wakacje, różne rzeczy się robiło. Nie pamiętam z uwagi na upływ czasu żadnych osób, które bawiły się w Banana Beach. Nie jestem w stanie stwierdzić, czy tam byłem w noc zaginięcia".
Smutny wniosek z tego spotkania jest taki, że skoro policjanci musieli do niego doprowadzić, to znaczy, że nie zabezpieczyli wszystkich nagrań z Banana Beach z tamtej nocy. Czytając protokoły, trudno oprzeć się wrażeniu, że śledczym zależało na dokładnych zeznaniach Magdy, ponieważ brali pod uwagę, że Patryk przyczynił się do zniknięcia Iwony. Dzięki niej mogliby określić, co robił w noc zaginięcia. Tym bardziej, że on sam wydawał się w tej kwestii zupełnie niepomocny.
Podczas przesłuchań dotyczących Patryka Magda powiedziała też o ważnej kwestii, która rzuca nowe światło na telefoniczną aktywność Iwony po wyjściu z Dream Clubu. Można z tej wypowiedzi wysnuć wniosek, że zaginiona mogła nie mieć możliwości SMS-owego kontaktu z niektórymi osobami nawet wtedy, kiedy jej telefon działał. A to zwiększa prawdopodobieństwo tego, że mogła zdecydować się dokądś pójść, nie informując o tym.
"Iwona nie odpowiedziała na mojego SMS-a. Mnie to zresztą nie zdziwiło, gdyż ja jestem w sieci Era, a Iwona w Orange - wyjaśniała Magda. - W swojej sieci ma się SMS-y za grosze, a do innych sieci trzeba mieć środki na koncie. Dlatego sądziłam, że Iwona nie odpisuje, gdyż ma SMS-y tylko do Orange, a środków na koncie nie ma. Nie jest to nic dziwnego".
Wideo ze studniówkowego poloneza to jedyne nagranie z udziałem Iwony sprzed nocy jej zniknięcia, które w internecie mogli oglądać wszyscy zainteresowani tą sprawą. Dziewczyna jest na nim uśmiechnięta. Towarzyszy jej dumny Patryk, jej równolatek. Idą drudzy w kolejności. Akurat gdy ich ręce się rozłączają, strzela w nich flesz aparatu. Iwona patrzy wtedy prosto w obiektyw. Na ramiona ma narzucone bolerko, włosy luźno upięte z tyłu, na szyi naszyjnik z ciemnych kamieni. Jest szczęśliwa. Piękna. Bezpieczna.
Internauci pokochali to nagranie, choć nauczycielom tamten taniec niespecjalnie przypadł do gustu.
- Iwona na studniówkę przyszła ze swoim chłopakiem i on miał coś w sobie, co nie wzbudzało naszego zaufania - nie ukrywa Grzegorz Nocoń.
Patryk na tym filmie ma spokojne oczy i przypomina księcia z bajki, lecz nie zmienia to faktu, że był łysy, umięśniony i na niektórych robił wrażenie osiedlowego cwaniaka.
Zaiskrzyło między nimi w 2009 r. Dopiero gdy zaczęli się umawiać, dowiedzieli się, że są dalszym kuzynostwem.
Kiedy pytaliśmy Piotra Kindę, czy Iwona kochała swojego chłopaka, odpowiedział po krótkim namyśle:
- Przypuszczam, że tak. To był poważniejszy związek. Ale ona miała dużo… takich kolegów, przyjaciół. Natomiast to był taki poważniejszy temat. On był jej partnerem na studniówce i wydawało się, że wszystko jest w porządku. Byli razem pół roku, albo i dłużej. Oczywiście na początku ich związek wywoływał sprzeciw, ponieważ Patryk był dla Iwony dalszą rodziną. Wiadomo, jak to jest, takie związki nie są chętnie akceptowane przez rodziców. Ale potem to się zmienia: dziecko jest ważniejsze.
- Byli kuzynostwem, więc nie wiedzieli tak do końca, czy będą mogli być razem, dlatego szukali sobie różnych alternatyw - wprowadza nas w meandry tego związku Marek Siewert. - Ale przyciągali się nawzajem jak dwa magnesy. Ich ostatnie rozstanie nie było nawet definitywne, a bardziej podyktowane koniecznością nauki Iwony przed maturą.
Patryk patrzył na to nieco inaczej. W pierwszym zeznaniu stwierdził, że rozstał się z Iwoną dwa miesiące przed jej zniknięciem, bo coraz częściej się kłócili. Nasze źródła twierdzą, że nie kończyło się tylko na słowach, ale dochodziło też do rękoczynów. Najpierw myśleliśmy, że Patryk może bił swoją dziewczynę, ale "Dziara" wyprowadza nas z błędu.
- To nie tak - protestuje. - Iwona czasem wyskakiwała z rękoma do niego. Patryk rzeczywiście potrafił przyłożyć, ale facetowi. Również z zazdrości o nią. Związek z Patrykiem był bardzo burzliwy. Iwona miała tak, że ona się z nim rozstawała i schodziła. I wychodziły konflikty. Oni mieli lepsze dni i gorsze.
- Oboje byli o siebie nawzajem bardzo zazdrośni. Darli się na siebie przez telefon, rozstali się, a potem ze trzy razy się jeszcze spotkali, też burzliwie - wyjaśnia Sebastian.
Zdaniem Marka Siewerta właśnie ze względu na motyw zazdrości w sprawach o zabójstwo kobiet trzeba uważnie sprawdzić ich partnerów. Obecnych, ale i byłych. Dlatego śledczy zrobili listę byłych chłopaków zaginionej.
- Zazdrość jest częstym motywem zabójstw. Zazdrość ekonomiczna, uczuciowa, miłosna - wylicza były policyjny analityk. - Iwona była zakochana w Patryku, a on był zakochany w niej. Oni się nieraz rozstawali. Można powiedzieć, że robili sobie w ten sposób na złość. Proszę pamiętać, że ja czytałem nie tylko materiały procesowe, ale również pozaprocesowe. Na przykład notatki typu 'Ja coś powiem, ale poza protokołem'. I tam faktycznie była bardzo duża miłość, ale i zazdrość. Patryk był zazdrosny o Iwonę, a ona o niego. Dla mnie to mógłby być motyw.
Posłuchaj: