,
Obserwuj
Pomorskie

Niezwykła inicjatywa polskiej judoczki. "To trampolina do życia"

6 min. czytania
13.07.2025 10:00
Zaczęli od małych działań dla swojego syna z niepełnosprawnościami, a dziś mają duży i odnoszący sukcesy klub. - Gdy stworzyłam grupę dla osób na wózkach, niektórzy się zastanawiali: "Ale jak?". Da się! Potrzebny jest pomysł i kreatywne myślenie - mówi nam Adriana Dadci-Smoliniec, polska judoczka, która - wraz z mężem - prowadzi zajęcia m.in. dla osób z niepełnosprawnościami.
|
|
fot. Anna Gmiterek-Zabłocka/ TOK FM
  • Adriana Dadci-Smoliniec jest wielokrotną mistrzynią Polski, ale też mistrzynią Europy; Jest też mamą bliźniaków z niepełnosprawnościami - Maćka i Amelii oraz Róży;
  • Razem z mężem założyła klub UKS Ada Judo Fun w Gdańsku, który dziś szkoli ponad 200 zawodników, z czego połowa to osoby z niepełnosprawnościami;
  • Gdy pytamy ją, czym jest sport dla osób w spektrum autyzmu czy z zespołem Downa, bez chwili wahania odpowiada: "To dla nich trampolina do życia";
  • Zajęcia z judo są bardzo różne. - To kwestia naszej kreatywności. Gdy stworzyłam grupę dla osób na wózkach, niektórzy się zastanawiali: "Ale jak?". Da się! Potrzebny jest pomysł i kreatywne myślenie - przekonuje Ada.

Adriana Dadci-Smoliniec była przez lata zawodniczką judo, jest wielokrotną mistrzynią Polski, ale też mistrzynią Europy. W 2004 roku pojechała na olimpiadę do Aten, choć - jak opowiadała 'Gazecie Wyborczej' - już na lotnisku czuła, że nie da rady. Była przygotowana do igrzysk pod względem fizycznym, ale nie pod względem emocjonalnym. Przegrała pierwszą walkę i niemal z dnia na dzień rzuciła sport. Myślała, że już nigdy do niego nie wróci. A jednak...

Kilka lat później - razem z mężem Pawłem, też zawodnikiem judo - powitała na świecie bliźniaki. Amelka i Maciek przyszli na świat jako wcześniaki (w 24. tygodniu ciąży), z niepełnosprawnościami - w przypadku Amelki diagnoza autyzmu przyszła wiele lat później.

Maciek bardzo chciał uprawiać sport, zaczął chodzić na judo. - To były zajęcia z pełnosprawnymi dziećmi. Widziałam, że nie do końca się na nich odnalazł, choć bardzo chciał. Dlatego postanowiłam, że stworzę zajęcia dla dzieci z niepełnosprawnościami. Tak to się zaczęło i trwa do dziś, już 10 lat - opowiada Ada w rozmowie z TOK FM.

Zaczęło się od małych działań - z myślą o Maćku i innych dzieciach. Dziś klub UKS Ada Judo Fun w Gdańsku szkoli ponad 200 zawodników, z czego połowa to osoby z niepełnosprawnościami - od dzieci po dorosłych. Jeżdżą na zawody, zdobywają dziesiątki medali, a judo to dla nich o wiele więcej niż sport. Są osoby w spektrum autyzmu, z zespołem Downa, z porażeniem mózgowym i innymi niepełnosprawnościami, a nawet osoby na wózku. - Dla nas to nie ma znaczenia. Traktujemy wszystkich tak samo, w ogóle nie postrzegamy ich przez pryzmat niepełnosprawności - przekonuje nasza rozmówczyni.

I podkreśla, że klub ma też niemałe sukcesy. Jego zawodnicy już czterokrotnie sięgnęli po Drużynowe Mistrzostwo Polski. Zdobywali też medale na Mistrzostwach Świata. - Ale to nie medale są dla nas najważniejsze. Chcemy i pokazujemy niepełnosprawność od innej strony. Na zawodach, na treningach to są po prostu sportowcy - tłumaczy trenerka w rozmowie z TOK FM. Zauważa też, że judo to nie tylko sport. - Ma funkcję wychowawczą. Uczymy zasad, jest to pewna filozofia działania. I widzę na co dzień, jak ci młodzi ludzie chcą ten sport uprawiać, jak bardzo są zaangażowani, ile serca w to wkładają. I niepełnosprawność naprawdę nie jest tu ważna. Ważna jest szczerość tych zawodników, prawda, otwartość. To jest wspaniała praca - cieszy się nasza rozmówczyni.

'Mam autyzm i własny świat'. Tak 15-letni Tymek pokazuje, że bycie w spektrum nie wyklucza

Gdy pytamy ją, czym jest sport dla osób w spektrum autyzmu czy z zespołem Downa, bez chwili wahania odpowiada: "To dla nich trampolina do życia". - Na treningach, na zawodach otwierają się im różne przestrzenie - jeśli chodzi o relacje, o przyjaźnie... Jest możliwość poznawania różnych osób, są wyjazdy międzynarodowe, wyjazdy na zawody, na obozy. Są sukcesy, ale i porażki, więc ten sport ich też uczy, że nie zawsze w życiu jest fajnie. Czasami trzeba się rozpłakać i nie ma co się tego wstydzić - mówi Ada Dadci-Smoliniec.

Razem z dziećmi uczą się też rodzice. - Wielokrotnie przychodzili do mnie i mówili: "Pani Ado, to się nie uda, syn czy córka sobie nie poradzi. To nie ma sensu". Czasami te słowa padają przy dziecku, co w ogóle nie powinno mieć miejsca, bo rodzic pokazuje, że w swoje dziecko nie wierzy. A tu nagle okazuje się, że radzi sobie, że bardzo to lubi, że osiąga w tym sporcie sukcesy - tłumaczy gościni TOK FM. I dodaje, że dla rodziców ważny jest jeszcze jeden aspekt - poznają innych rodziców w podobnej sytuacji, powstają przyjaźnie, jest z kim pogadać, ale też poradzić się, wymienić doświadczenia.

Zajęcia z judo są bardzo różne. - To kwestia naszej kreatywności. Gdy stworzyłam grupę dla osób na wózkach, niektórzy się zastanawiali: "Ale jak?". Da się! Potrzebny jest pomysł i kreatywne myślenie - przekonuje Ada.

Są zawodnicy, którzy doskonale odnajdują się na zajęciach grupowych, ale są i tacy, którzy w grupie sobie nie poradzą. - Jest np. zawodnik, który przychodzi ze swoim asystentem osobistym i nie jest w stanie być w grupie. Ale przychodzi regularnie, dwa razy w tygodniu, jest na macie z asystentem i ma to życie społeczne, bo grupa jest trochę dalej, ale tuż obok. Wita się z innymi zawodnikami, jest członkiem naszego klubu - opowiada trenerka.

Niebawem część zawodników z UKS Ada Fun jedzie na mistrzostwa do Szwecji

- To, co jest dla nas kluczowe, to duża uważność na dzieci z niepełnosprawnościami. Trzeba je traktować indywidualnie, bo każde z nich to inna historia. Do każdego trzeba na swój sposób dotrzeć - mówi Paweł Smoliniec, mąż Ady, były zawodnik judo, dzisiaj trener. Przyznaje, że wcześniej (przed klubem) nie pracował z osobami z niepełnosprawnościami. - Ale dziś wiem, ile to daje. Szczególnie ważne są dla mnie aspekty społeczne: współpraca, nawiązywanie relacji - opowiada.

Podkreśla, że na zajęciach dzieciaki "uczą się życia". - Między innymi tego, że raz się przegrywa, raz wygrywa. My ich motywujemy i uczymy, że porażka nie jest niczym złym. To nie jest żaden koniec - podkreśla Paweł.

Część dzieci ostateczne rezygnuje, nie odnajdują się w judo. - Ale z myślą o nich stworzyliśmy grupę piłki nożnej, która też cieszy się ogromnym powodzeniem w naszym klubie. Wyszliśmy naprzeciw oczekiwaniom naszych sportowców - mówi Ada.

Obóz w Zakopanem. "Tu od judo odpoczywaliśmy"

Młodzież pierwszy tydzień lipca spędziła na obozie w Zakopanem. Ale nie mieli treningów judo. - Na co dzień mamy ich bardzo dużo, więc tutaj od tego odpoczywaliśmy. Były za to treningi wytrzymałościowe. Chodziliśmy po górach i różnych szlakach. Uczestnicy są w różnym wieku, wzajemnie się wspierają, było dużo śmiechu, dużo wspólnych rozmów - opowiadają trenerzy.

Do Zakopanego przyjechała m.in. 17-letnia Marysia. - Chodzę na treningi od 10 lat. Bywają ciężkie, ale jest fajnie. Mam już niebieski pas w judo. Byłam też z panią Adą i z Tymkiem w Turcji. Zdobyłam złoty medal. Było super - mówi z dumą.

Na obozie spotkaliśmy też Piotrka. - Treningi to dla mnie pikuś, bardzo lubię na nie chodzić, jestem dwa razy w tygodniu. Trudniej jest na zawodach. Tam bywa ciężko. Ale i tak w tym roku w Opolu zdobyliśmy 17 medali, w tym wiele złotych. Jesteśmy mistrzami. U mnie w domu medale wiszą w moim pokoju na ścianie, jestem z nich dumny - podkreśla Piotr.

Tymek - też z niepełnosprawnościami - przyznaje: "Mam najlepsze techniki i taktykę". - Czy zdarza się, że przegrywam? Rzadko, ale to się zdarza. Stresuję się zwłaszcza wtedy, gdy inni zawodnicy są dla mnie za silni. Ale zawsze próbuję dać z siebie wszystko. I wiem, że treningi są dla mnie najważniejsze - opowiada.

"Znalazłam sobie swój sposób na sport"

Ada napisała niedawno książkę - o sporcie, życiu, niepełnosprawności, ale też m.in. depresji, z którą musiała się zmierzyć. Książka nosi tytuł "Niepamięć". - Są we mnie rany związane ze sportem, z rywalizacją. Dlatego znalazłam swój sposób na sport - który ma być radością, ma budować relacje. Chcę, żeby pozostawał dobrym wspomnieniem na całe życie. Tak do tego podchodzę i tego uczę moich zawodników. Między innymi o tym też jest ta książka - mówi Dadci-Smoliniec.

Kobieta działa też w związkach sportowych. - Byłam inicjatorką powołania komisji do spraw osób z niepełnosprawnościami przy Polskim Związku Judo. Powiedziałam: "Traktujmy tych zawodników poważnie, bo oni naprawdę ciężko trenują". To są tak naprawdę wyczynowi sportowcy, to nie jest zabawa - podkreśla nasza rozmówczyni.

- To jest taka moja misja - by poprzez sport normalizować osoby z niepełnosprawnościami w naszej społeczności. Mam poczucie i wiem, że do zmiany podejścia potrzebujemy jeszcze pewnie wielu lat. Ale małymi krokami robi się duże zmiany. Z takiego założenia wychodzę - podsumowuje.