,
Obserwuj
Pomorskie

"Wszystko po prostu gnije i śmierdzi". Żuławy pod wodą, rolnicy załamani

4 min. czytania
05.08.2025 15:50
Rolnicy z Żuław nadal zmagają się ze skutkami lipcowych ulew. Woda, która wylała na pola tydzień temu, jeszcze nie opadła, a stojące w niej uprawy niszczeją w oczach. Rolnicy liczą na zmianę pogody i rządowe wsparcie. Straty na razie są nie do oszacowania.
|
|
fot. (materiały nadesłane przez rolników)
  • Rolnicy na polach mają wciąż po 20-30 centymetrów wody;
  • "Wszystko po prostu gnije i śmierdzi. Są dżdżownice, myszy i szczury, które mieszkają w polach. Nie wszystkie się uratowały i też leżą martwe w wodzie" - mówią nasi rozmówcy;
  • Rolnicy uważają, że zostali zostawieni sami sobie i oczekują pomocy od państwa.

 

Nawałnice i ulewy przeszły przez Polskę pod koniec lipca. Na Żuławach woda wypełniła rowy melioracyjne i rozlała się na pola, do tej pory sytuacja nie wróciła do normy. - Wygląda to masakrycznie. Woda stoi cały czas. Tam, gdzie mam pszenicę, ciągle jest jeszcze 20 centymetrów wody - rozkłada ręce Andrzej Sobociński, rolnik spod Nowego Dworu Gdańskiego.

ZOBACZ WIDEO:

 

- Za chwilę to wszystko zacznie gnić. Pszenica, która się przewróci, nie będzie nadawała się do zbioru. Jest groza. Wczoraj sprawdziłem kukurydzę, a tam wciąż 30 centymetrów wody. Już się zaczynają pierwsze żółknięcia liści - dodaje.

Pleśń i zgnilizna

 

Pan Andrzej nie jest jedynym rolnikiem w tak dramatycznej sytuacji. - Woda wyszła na mój polder z dwóch stron, na całej długości, zostałem zalany po całości - mówi z rozgoryczeniem Adam Wójcik z żuławskiego Orłowa.

- Chodziłem po polach z miarką, udokumentowałem to na filmach, miałem wodę od 15 centymetrów do pół metra - podkreśla. Na zalanych uprawach marnieje mu rzepak, który stoi w wodzie i zwyczajnie zaczyna pleśnieć. - Takiego towaru nikt nie przyjmie do skupu - martwi się rolnik.

Żuławy pod wodą. Dramatyczna sytuacja rolników
Żuławy pod wodą. Dramatyczna sytuacja rolników
materiały nadesłane przez rolników

 

- Jak się chodzi po polu, wszystko po prostu gnije i śmierdzi. Są dżdżownice, myszy i szczury, które mieszkają w polach. Nie wszystkie się uratowały i też leżą martwe w wodzie - opisuje dalej. Jak to się skończy - nie wiadomo. Pan Adam obawia się, że nawet jeśli teraz wydawać się może, iż część zbiorów da się uratować, to finalnie pojawią się toksyny, które zniszczą i te resztki.

Nie dbamy o 'spichlerz Polski'?

 

Teoretycznie znajdujące się poniżej poziomu morza uprawy na Żuławach powinien ochronić system kanałów melioracyjnych i pomp, które w razie potrzeby usuwały nadmiar wody. W praktyce system okazał się niewystarczający. Rolnicy wytykają, że nie wszystko zadziałało jak należy.

- Na polderze Orłowo największa pompa od roku jest w remoncie. Druga jednostka nie odpaliła. Trzecia, malutka, nie daje rady - gorzko stwierdza Sobociński. - Pomaga straż pożarna, ale to są pompy małej wydajności - dodaje.

I przekonuje jasno, że "rolnicy zostali zostawieni sami sobie". - Bardzo spóźniona była reakcja Wód Polskich, jak również samorządu, starostwa i wojewody. Dopiero dzisiaj [wtorek] przybyły do nas trzy potężne pompy ze Słubic, które były wykorzystywane na Odrze - wyjaśnia. Jest szansa, że ten sprzęt poradzi sobie z nadmiarem wody w ciągu doby albo dwóch. - Gdyby od razu była taka reakcja, to skutki byłyby dużo mniejsze. Żuławy to "spichlerz Polski" i dziwi mnie to, że o ten spichlerz nikt nie dba - nadmienia nasz rozmówca.

Żuławy pod wodą. Dramatyczna sytuacja rolników
Żuławy pod wodą. Dramatyczna sytuacja rolników
materiały nadesłane przez rolników

 

Niektórzy stracili wszystko. Gdzie straty są największe?

 

Na razie trudno precyzyjnie oszacować, ile gospodarstw i w jakiej skali poniosło straty. Woda w różnym stopniu zalała pięć żuławskich powiatów: elbląski, nowodworski, malborski, sztumski i gdański. Tam, gdzie woda ustąpiła szybciej, można będzie coś uratować. Ale tam, gdzie nadal stoi, należy spodziewać się najgorszego.

- Trzeba to wszystko ocenić bardzo rzetelnie i będą to szacowały komisje. Obawiam się, że skala strat na Żuławach będzie się kształtować od 30 do nawet 100 procent - podsumowuje Andrzej Sobociński.

Kluczowa będzie pogoda

 

Rolnicy z Żuław czekają teraz na słońce, które osuszy zboża. Tam, gdzie woda ustąpi lub zostanie wypompowana, natychmiast ruszą ratować, co się da.

Wyzysk cudzoziemców w Polsce. 'Pani Basia zabierała im dokumenty, by nie uciekli'

- Niby od czwartku zapowiadają wysokie temperatury, ale najpierw trzeba ściągnąć wodę - zaciska usta rolnik. Zapowiada, że traktory i kombajny wyjadą w pole tak szybko, jak będzie to możliwe, bo "żeby utrzymać płynność finansową w gospodarstwach, to trzeba zbierać i sprzedawać".

Miał być rekordowo dobry rok

 

Rolnicy oczekują pomocy od państwa. Nie ukrywają, że ci, którzy ucierpieli najbardziej, nie będą sobie w stanie sami poradzić. Nie liczą już na ogłoszenie stanu klęski żywiołowej, ale na wsparcie finansowe.

- To nie są małe pieniądze, bo my w tym roku na polach mieliśmy bić rekordy. Tak pięknie wszystko wyglądało: od ozimin - poprzez rzepaki, zboża, kukurydze i buraki - kręci głową nasz rozmówca. - Ten widok aż cieszył, ale po tym deszczu nawalnym już się nawet nie chce jeździć na te pola. Straty mogą być nieodwracalne - podsumowuje gorzko.