Wyzysk cudzoziemców w Polsce. "Pani Basia zabierała im dokumenty, by nie uciekli"
- Współczesny handel ludźmi w Polsce przybiera formę wyzysku pracowniczego cudzoziemców - mówi prezeska Fundacji La Strada;
- Fundacja La Strada działa na rzecz ochrony i pomocy ofiarom wyzysku oraz handlu ludźmi;
- Według danych rządowych w pierwszych czterech miesiącach 2025 roku wydano w Polsce ponad 103 tysiące zezwoleń na pracę cudzoziemców;
- Handel ludźmi jest trudny do udowodnienia, bo świadkowie, pokrzywdzeni są cudzoziemcami, a firmy i ich prawnicy starają się tuszować wszelkie nieprawidłowości.
"Pani Basia" - tak do niej mówili. Nie "Barbara" czy "pani Barbara", ale "Basia". Zatrudniała cudzoziemców w dużym gospodarstwie rolnym i uznawała, że ma do nich wszelkie prawa. - Miała pola z ogórkami i pomidorami. By pracownicy nie uciekli, to nie dość, że zabierała im dokumenty, to jeszcze ich zamykała. Jedynie raz w tygodniu mogli pojechać z nią na podstawowe zakupy. Dawała im na to pół godziny - opowiada prezeska Fundacji La Strada Irena Dawid-Olczyk.
To jedna z wielu takich historii. - Skala chciwości i nieuczciwości w Polsce - w stosunku do cudzoziemców - jest ogromna. Dziś współczesny handel ludźmi ma postać głównie wyzysku pracowniczego - przekonuje Dawid-Olczyk.
Obcokrajowcy, którzy chcą pracować w Polsce, przyjeżdżają do naszego kraju najczęściej przy pośrednictwie agencji. Nierzadko na miejscu okazuje się, że nie jest tak, jak im wcześniej obiecywano. Brakuje umowy, ubezpieczenia, pieniądze też pozostawiają wiele do życzenia. - Dostają "ochłapy" rzędu 500 złotych i słyszą, że nie mają prawa narzekać - opowiada szefowa La Strady. To działająca od 30 lat Fundacja Przeciwko Handlowi Ludźmi i Niewolnictwu. Jej główna siedziba mieści się w Warszawie.
- W sprawie "pani Basi" też działamy i pomagamy, ale im mniej o tym powiem, tym będziemy bezpieczniejsi. Wszystko dlatego, że adwokaci osób i firm, które się tym zajmują, doskonale wiedzą, że wsparcie ofiar - np. przez naszą fundację - może się skończyć wszczęciem postępowań karnych i próbują sprawić, abyśmy się bali - mówi gościni TOK FM.
Trudna praca cudzoziemców w Polsce
Kilka dni temu funkcjonariusze Nadbużańskiego Oddziału Straży Granicznej zakończyli kontrolę w jednej z firm na terenie powiatu puławskiego w województwie lubelskim. Sprawdzali legalność zatrudnienia. Okazało się, że pracuje tam nielegalnie 37 cudzoziemców - 34 obywateli Kolumbii oraz 3 obywateli Gwatemali. Nie mieli żadnych dokumentów potwierdzających, że pracują w Polsce legalnie.
Wcześniej opisywaliśmy sytuację osób, które pracują pod Płockiem, przy wielkiej inwestycji Orlenu - Nowa Chemia (wcześniej Olefiny III). Orlen jest inwestorem, ale główny wykonawca to konsorcjum Hyundai Engineering i Tecnicas Reunida. Ma ono umowy z całą rzeszą podwykonawców - czyli firm, które zatrudniają konkretnych pracowników. Niejednokrotnie są to firmy z kapitałem zagranicznym, które bardzo trudno namierzyć i wyegzekwować przestrzeganie prawa. Część pracowników nie dostaje na czas wynagrodzenia albo dostają na raty, nie mają z czego żyć, nie mogą wysłać pieniędzy rodzinie w kraju pochodzenia. Jak pisaliśmy, sprawę bada Inspekcja Pracy, Straż Graniczna, policja. Jest też śledztwo prokuratury w Płocku, w którym jednym z badanych wątków jest właśnie handel ludźmi.
Co się dzieje na ważnej budowie Orlenu? 'Mówili, że będzie dobra praca'
- Obecnie w Polsce handel ludźmi polega na wyzysku pracowników - głównie z krajów Ameryki Łacińskiej. Ich sytuacja prawna jest tu szczególna, bo wjeżdżają do Polski bez wizy, przekonani i z obietnicami, że ich pobyt i praca będą zalegalizowane. Tymczasem prawo się zmieniło i mogą do nas przyjeżdżać do pracy wyłącznie, jeśli mają wizę pracowniczą - wyjaśnia Irena Dawid-Olczyk.
Podkreśla, że w fundacji spotyka się z osobami, które pracowały w kolejnych firmach i w każdej "najpierw obiecywano im legalizację i dobrą pensję, potem im płacono 'ochłapy'". - Przenosili się z firmy do firmy, w przekonaniu, że będzie lepiej, a było dokładnie tak samo - rozkłada ręce.
Cudzoziemcy, wyzysk i zakłady mięsne
Według danych Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, cytowanych przez Infor.pl, w pierwszych czterech miesiącach 2025 roku wydano w Polsce ponad 103 tysiące zezwoleń na pracę cudzoziemców. Najwięcej z nich otrzymali Kolumbijczycy. Polscy pracodawcy zatrudniają ich na dużą skalę i chętnie. Dopóki robią to legalnie, problemu nie ma, ale w wielu przypadkach - tak nie jest.
- Cudzoziemcy, którzy doświadczają wyzysku, pracują głównie w zakładach mięsnych, ale też na budowach. Polecam obejrzenie filmu, który przygotowaliśmy, pod tytułem: "Ugrzęznąć w Polsce". Prawdziwe ofiary handlu ludźmi opowiadają tam o swoich doświadczeniach. Te osoby naprawdę spotkała w Polsce ogromna krzywda. A wierzyli, że jesteśmy krajem bezpiecznym, otwartym, w którym jest dla nich praca - opowiada rozmówczyni TOK FM.
Dawid-Olczyk przyznaje, że przez 30 lat działania fundacji widzi zasadniczą zmianę w zakresie handlu ludźmi. Wcześniej - jak mówi - to Polacy padali jego ofiarą, wyjeżdżając z biednego kraju w poszukiwaniu lepszej pracy i godnej płacy. - A dziś jesteśmy państwem, do którego przyjeżdżają ludzie ze 154 krajów. Bogatym, rozwijającym się i stosunkowo bezpiecznym. Tyle tylko, że my w dalszym ciągu nie chcemy tego swojego szczęśliwego, historycznego momentu dostrzec - uważa szefowa Fundacji La Strada.
Handel ludźmi jest trudny do udowodnienia, bo świadkowie, pokrzywdzeni są cudzoziemcami, a firmy i ich prawnicy starają się tuszować wszelkie nieprawidłowości. Ale części ofiar wyzysku udaje się pomóc. - Mamy osoby, które były ofiarami handlu ludźmi, a w tej chwili mają w Polsce rodzinę, żyją tutaj, a ich dzieci chodzą do polskich szkół. To są naprawdę wartościowi ludzie. Wyjście na prostą jest możliwe - podsumowuje nasza rozmówczyni.