Wypadek w Hucie Łebieńskiej i zagadka 40 km. "Czy ktoś mu pomagał?"
33-letni Marcin R. - zatrzymany ws. wypadku w Łebieńskiej Hucie (woj. pomorskie) uciekł z miejsca zdarzenia, a następnie porzucił samochód. Zatrzymano go 2,5 godziny później, w oddalonych od 40 km okolicach Kościerzyny. "Czy ktoś mu pomagał?" - pyta redakcja "Faktu".
- Policja ustala, w jaki sposób 33-letni kierowca zdołał oddalić się o 40 km od miejsca wypadku i czy ktoś pomagał mu w ucieczce;
- Mężczyzna odmówił badania alkomatem i narkotestem, dlatego pobrano mu krew do analizy;
- Śledztwo prowadzone jest pod nadzorem prokuratury, a sprawcy może grozić do 12 lat więzienia.
Do tragedii w Łebieńskiej Hucie doszło we wtorek (7 października) już po zmroku, około godziny 19.30. Samochód z 33-letnim Marcinem R. za kierownicą wjechał w grupę chłopców w wieku 10, 12, 13 i 16 lat. Ten pierwszy zginął na miejscu - ratownicy próbowali go reanimować, ale bezskutecznie. 12-latek stracił lewą kończynę i został przetransportowany śmigłowcem do szpitala w Gdańsku. Dwaj pozostali poszkodowani z urazami głowy, rąk i nóg trafili do szpitali w Wejherowie i Gdańsku.
Kierowca Opla uciekł z miejsca zdarzenia i po pokonaniu kilkuset metrów porzucił samochód pod jednym ze sklepów. Policja zatrzymała go 2,5 godziny po zdarzeniu około 40 kilometrów dalej, w powiecie kościerskim. "W jaki sposób pokonał drogę w stronę Kościerzyny? (...) Czy ktoś mu pomagał?" - pyta redakcja "Faktu". - Na ten moment takich szczegółów nie udzielamy. Musimy się wstrzymać. (...) Będziemy to wszystko ustalać i weryfikować - przekazała w rozmowie z dziennikiem asp. szt. Anetta Potrykus z policji w Wejherowie.
Tragedia na drodze w Hucie Łebieńskiej. Kierowca odmówił badań. "Ma prawo"
Mężczyzna przebywa obecnie w policyjnym areszcie. - Czynności jeszcze z nim nie wykonujemy. Podejmowaliśmy próbę badania alkotestem i narkotestem, ale nie poddał się tym badaniom, w związku z tym była pobrana od niego krew do analizy - przekazała asp. szt. Potrykus. Zanim 33-latkowi zostaną przedstawione ewentualne zarzuty, policja musi poczekać na wyniki badań i na opinie biegłego.
W odpowiedzi na pytanie, dlaczego 33-latek nie zgodził się na badania, funkcjonariuszka wyjaśniła, że "każdy ma prawo odmówić". - W takim przypadku my pobieramy krew do badań już w szpitalu i wtedy nie ma dyskusji, czy on chce, czy nie chce - dodała.
Śledztwo w sprawie tragedii prowadzi policja pod nadzorem prokuratury. Za spowodowanie śmiertelnego wypadku drogowego grozi od 6 miesięcy do 8 lat więzienia. Za ucieczkę z miejsca zdarzenia grozi surowsza kara - do 12 lat pozbawienia wolności.
Posłuchaj:
Źródła: Fakt/Radio Gdańsk/PAP