Gra w Lotto to dla nich "odtrutka". Chodzą do kolektury, żeby zmienić życie
Jan zaczął marzyć o milionach dopiero po siedemdziesiątce. A przynajmniej wtedy uwierzył, że może je wygrać w Lotto. Odtąd pracowicie skreśla liczby, puszcza kupony i drapie zdrapki. - To taka odtrutka na starość - mówi w tokfm.pl i zaprasza do świata marzycieli po siedemdziesiątce.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Co piąty emeryt w Polsce gra na pieniądze, zazwyczaj w kolekturach Lotto. Odwiedziliśmy ich tam, żeby zobaczyć świat marzycieli po siedemdziesiątce;
- Mirosława zaczęła grać w Lotto dopiero na starość. Wcześniej nie miała czasu ani śmiałości marzyć. Teraz to nadrabia. "Moja córka ciągle na mnie warczy, że mam niską emeryturę, a tracę na lotka pieniądze" - mówi w tokfm.pl 71-latka;
- "Pani Mirce powtarzam: żadnej Kaskady ani Keno. Bo od tego można się uzależnić, a i tak nikt nie wyjmie tego, co włożył. Niektórzy zostawiają tysiące złotych, a odbierają stówki. Milionów nikt u mnie nie wygrał" - dodaje właścicielka kolektury.
Emeryci tłoczą się w ciasnej kolekturze Lotto pod Krakowem. Jest połączona ze sklepikiem, dlatego klienci przepychają się między seniorami, którzy pracowicie skreślają liczby i drapią zdrapki. Ich obecność nikogo tutaj nie dziwi.
- Ile dzisiaj można strzelić? - pyta mężczyzna po czterdziestce, który przyszedł po papierosy.
- Całe 8 milionów - odpowiada 74-letni Jan Boryczko, a palacz chwilę mruży oczy, jakby coś przeliczał w myślach. W końcu prosi o kupon z pięcioma zakładami. Płaci za niego 15 zł.
Jan mówi, że zaczął marzyć o milionach dopiero po siedemdziesiątce. A przynajmniej wtedy uwierzył, że może je wygrać w Lotto. Odtąd daje losowi szansę, by się do niego uśmiechnął. - Jak nie teraz, to kiedy? - rzuca.
- Bo na starość też ludzie marzą, chociaż młodzi tego nie rozumieją. Moja córka ciągle na mnie warczy, że mam niską emeryturę, a tracę na lotka pieniądze - włącza się 71-letnia Mirosława.
- I co, udaje się coś wygrywać? - zaciekawia się palacz, który idzie już do drzwi.
- Jasna sprawa. Nie dalej niż tydzień temu trafiłem trójkę. Pani Marta jest mi świadkiem - emeryt Jan wskazuje na właścicielkę kolektury, ale ta tylko krzywi się i kręci głową.
- A ja wygrałam czwórkę, czyli ok. 250 zł. Nie byle co, proszę pana - mówi Mirosława, a właścicielka kolektury pyta z pobłażaniem, kiedy to było. - Niby w 2022 roku, ale do dziś na samą myśl mam dreszczyk emocji. Taki sam mnie przeszedł, gdy dostałam rentę wdowią - tłumaczy seniorka.
Według badań CBOS co piąta osoba (22,4 proc.) powyżej 65. roku życia gra na pieniądze. Zdecydowana większość z nich robi to w Totalizatorze Sportowym.
Marzyciele po siedemdziesiątce. "Starość musi się wyszumieć"
O grających w Lotto seniorach opowiedziała mi 76-letnia Bogumiła, bohaterka mojego tekstu o rencie wdowiej. Mówiła, że "zalegają" w kolekturach, a jej wnuczka pyta: dlaczego starsi chcą zostać milionerami. Najpierw babcia odpowiadała, że robią to dla dzieci. - A teraz sobie myślę, że oni jednak mogą chcieć czegoś lepszego dla siebie - dodała moja rozmówczyni. Cały tekst przeczytasz tutaj.
Teraz Bogumiła wprowadza mnie w świat marzycieli po siedemdziesiątce. - Pójdziemy razem do lotka, bo mnie znają. Tylko nie śpij za długo, bo okupują kolekturę z samego rana. To wtedy starość musi się wyszumieć. Później sił brakuje - tłumaczy emerytka.
Te słowa potwierdza 71-letnia Mirosława, gdy następnego dnia wchodzę do punktu Lotto. - Gram rano, w drodze z zakupów. Drugie wyjście z domu rezerwuję na wieczorną mszę. Więcej już nie dam rady, bo mam zwyrodnienie stawów i mnie bolą. Zresztą niecodziennie wychodzę. Kościół mam trzy razy w tygodniu, a sklep i lotka tak ze dwa. Tu i tam zawsze kogoś spotkam i otworzę do niego usta. Bo w domu nie ma już co gadać. Zawsze odpowie cisza - opisuje.
W pierwszej chwili nie godzi się na porównanie gry w lotto do modlitwy, bo zalatuje jej "bluźnierstwem". Zaraz jednak przyznaje, że coś jest na rzeczy. - Bo w kościele i kolekturze proszę, żeby opatrzność się do mnie uśmiechnęła - stwierdza moja rozmówczyni.
Emeryci przesiadują w kolekturze Lotto. Właścicielka: "I tak nic nie wygrają"
Mirosława, która trzy lata temu wygrała 250 zł, teraz znów jest w kolekturze szczęśliwa. Nie przez to, że wylosowano jej liczby, ale dlatego że chwilę wcześniej dostała w warzywniaku pomidory za piątkę. Chce z nich zrobić "prawdziwą" zupę, nie taką z koncentratu.
- Ogórkowa to dopiero jest zupa, a nie żadna pomidorówka - komentuje Jan. - Zakisiłem ogórki, mogę się z panią podzielić. Nic za to nie wezmę - oferuje, ale Mirosława macha na to ręką i dodaje, że przecież nie będzie za nią latał z ogórkami po mieście.
- Państwo przychodzą sobie tutaj pogadać i pożartować, a mnie to nie przeszkadza. Nawet jest mi milej - mówi Marta, właścicielka kolektury. - Byle za dużo pieniędzy nie tracili, bo przecież i tak nic nie wygrają - kręci głową i wskazuje na trzeciego emeryta, który wpatruje się w monitor do gry Keno. Jego jednak nie ruszam, bo nie godzi się na rozmowę.
- Dobrze usłyszałem: zniechęca pani klientów do grania? - dopytuję zdziwiony.
- Pana nie zniechęcam, bo raczej nie zbiednieje od kilku zakładów. Ale emerytom odradzam. Pani Mirce powtarzam: żadnej Kaskady ani Keno. Losowania tej pierwszej są dwa razy dziennie, a Keno nawet co cztery minuty. Od tego można się uzależnić, a i tak nikt nie wyjmie tego, co włożył. Wiem, ile ludzie mi płacą za losy, a ile im wydaję za wygrane. Niektórzy zostawiają tysiące złotych, a odbierają stówki. Milionów nikt u mnie nie wygrał - podkreśla Marta.
Mirosława gra tylko w Lotto i czasem w zdrapki. W Keno nie umie i po przestrogach właścicielki kolektury nawet nie chce się nauczyć. Czasem puściłaby Eurojackpot, którego nazywa "europejskim Jackiem", ale jest za drogi (jeden zakład kosztuje 12,5 zł). - Poza tym można za dużo wygrać. Teraz w puli jest 140 mln zł! Boże, co to byłoby za nieszczęście, gdybym tyle trafiła. Co miałabym z tym zrobić? - pyta z paniką w głosie.
- Też gram z umiarem. Dwa zakłady na losowanie, co daje sześć złotych. Mnożymy to razy trzy, bo gram we wtorek, czwartek i sobotę. Na tydzień wychodzi 18 zł, a na miesiąc 72 zł. Czasem gram z plusem, co kosztuje dodatkową złotówkę. W każdym razie powyżej stówki nie skaczę, żeby się nie zrujnować. A czasem, gdy trafię trójkę w Lotto, to mi się zwraca - mówi Jan.
- Nic się panu nie zwraca. Ludzie zawsze pamiętają o ostatnich wygranych pieniądzach, choćby trafiły się pięć lat temu. A zapominają, ile wczoraj wydali na losy - marszczy czoło Marta.
Lotto na emeryturze. "Zanim legnę w trumnie, chciałabym położyć się na takiej sofie"
Mirosława - podobnie jak Jan - zaczęła grać w Lotto dopiero na starość. Wcześniej była zabiegana, rozdarta między pracą w spółdzielni mieszkaniowej a opiekowaniem się rodziną. Jak mówi, nie miała czasu ani śmiałości marzyć. Teraz to nadrabia.
- Pierwsze moje marzenie dotyczy wnuczka. Razem z żoną mieszka u mojej córki, bo nie starcza im na własny kąt. W takich warunkach nie będą mieć dzieci. Co prawda, już im obiecałam swoją kawalerkę, ale dopiero po mojej śmierci. A z tym - pan Bóg pozwoli - może mi jeszcze trochę zejść. Dlatego gdybym wygrała w Lotto, z miejsca bym ich ustawiła - tłumaczy 71-latka.
Jak dodaje, dla siebie zostawiłaby "parę groszy". Ale nie na żadne podróże. Świata nie zdążyła zwiedzić i już ją do niego nie ciągnie. - To byłaby dla mnie mordęga. Z domu ledwie wychodzę, a pan mnie pyta o wojaże. Na samą myśl wszystko mnie boli - podkreśla.
Jej marzenie wydaje się skromniejsze, jednak gdy o nim opowiada, wygląda jak młodzi przed wyprawami w wielki świat. - Mieszkanie bym sobie odmalowała i na nowo je umeblowała. Bo o czym ma marzyć człowiek, który całe dnie siedzi w podniszczonej kawalerce? Starość jest wtedy byle jaka. Biorę te gazetki reklamowe z klatki schodowej, ślinię palce i wertuję strony z ładnymi meblami. Aż oczy się do tego śmieją. A zaraz potem smutnieją, bo przecież i tak nie mogę sobie na to pozwolić. Emerytury mam tylko lekko ponad 2,5 tys. zł. Opłacę rachunki, zjem coś, wykupię recepty i nic nie zostaje - opisuje.
Ostatnio w gazetce zobaczyła beżową sofę za 500 zł i się rozmarzyła. - Zanim na wieczność legnę w trumnie, to jeszcze chciałabym się na takiej sofie położyć - uśmiecha się Mirosława.
Jan ma 74 lata i jeden sposób na starość. "To taka odtrutka"
Jan o meblach nie marzy, tylko o wyjeździe nad morzem. - Zostałem sam, więc chcę czegoś dla siebie. Pojechałbym nad Bałtyk, bo tylko tam dogadałbym się po polsku. Wynająłbym kwaterę na dwa tygodnie albo na miesiąc i pozwoliłbym z siebie zdzierać po 50-100 złotych za rybkę. Kolega był tam parę lat temu i odtąd mi się to marzy. Wystarczyłoby, żebym strzelił piątkę w Lotto i już mógłbym ruszać. Ale z najniższą emeryturą tego nie zrobię - opowiada emerytowany mechanik samochodowy.
Przyznaje, że odkąd ma to małe marzenie, żyje mu się trochę gorzej. Bo nawet tego nie może spełnić, co frustruje. - Na starość człowiek jest nikim - mówi gorzko.
Nie czuje się tak po puszczeniu lotka. Zanim wylosują liczby, przez chwilę jest wygranym. Przynajmniej w swojej wyobraźni. - To taka odtrutka na starość. Siadam wtedy na morzem, daję skubać się smażalniom ryb z pieniędzy i jestem gość. Niech pan sam powie, czy to uczucie nie jest warte trzech złotych, które płacę za kupon? - podsumowuje mój rozmówca.
Chcesz zgłosić temat, opowiedzieć swoją historię? Napisz do autora: konrad.oprzedek@tok.fm