Mieszkańców władza nie pyta, bo wie. Rewitalizacja w Redzie
Rewitalizacja to modne hasło w polityce samorządowej. Kryje się pod nim nie tylko remont infrastruktury, ale też społeczne ożywienie i odbudowa obszarów zdegradowanych. Problem w tym, że w Redzie za taki teren uznano… park miejski, który uchodzi za jedno z najbardziej przyjaznych miejsc w mieście.
Dlaczego więc władze stawiają na park, a pomijają przepełnione szkoły i osiedla na obrzeżach miasta? Andrzej Andrysiak rozmawia o tym z Marcinem Ruszczykiem, mieszkańcem Redy, który od lat przygląda się lokalnej polityce.
— Złożyłem 20 uwag do projektu uchwały. Żadna nie została uwzględniona. Gdy próbowałem zainteresować tematem mieszkańców, spotkałem się z niechęcią władz. A przecież rewitalizacja nie powinna polegać na upiększaniu, tylko na wyrównywaniu szans i poprawie jakości życia tam, gdzie naprawdę jest źle — mówi Marcin Ruszczyk w podcaście "Rzeczpospolita Lokalna".
Diagnoza przygotowana przez Instytut Rozwoju Miast i Regionów opierała się głównie na danych urzędowych. Ankiet wśród mieszkańców praktycznie nie przeprowadzono – w badaniu wzięło udział zaledwie 20 osób, a zgłaszane przez nich poprawki nie znalazły odzwierciedlenia w dokumentach. Tymczasem to właśnie szkoły i osiedla, a nie park, wymagają ich zdaniem największej uwagi.
Trudno oprzeć się wrażeniu, że projekt rewitalizacji Redy to bardziej element kampanii wyborczej niż rozwiązanie dla realnych kryzysów. Pytanie, czy celem władz jest faktyczna poprawa jakości życia mieszkańców? Czy raczej sięgnięcie po dostępne fundusze i spełnienie politycznych obietnic? O tym w najnowszym odcinku podcastu „Rzeczpospolita lokalna”.