"Fale Dunaju" na A1 mają zniknąć. Początek remontu, który pochłonie krocie. "Sytuacja bez precedensu"
Zmora kierowców, czyli słynne "fale Dunaju" na śląskim odcinku autostrady A1, mają wreszcie szansę zniknąć. Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad dostała osiem ofert w przetargu na naprawę ponad trzykilometrowego fragmentu autostrady na wysokości miejscowości Dobieszowice. Remont tego odcinka ma ruszyć jeszcze w tym roku.
- GDDKiA otworzyła oferty na pierwszy etap remontu autostrady między Pyrzowicami a Piekarami Śląskimi.
- To jedno z najbardziej uszkodzonych miejsc na 16-kilometrowym, pofałdowanym odcinku, gdzie obowiązują ograniczenia prędkości do 80 km/h.
- Do przetargu zgłosiło się ośmiu wykonawców i wszystkie firmy zmieściły się w budżecie wynoszącym ponad 63 mln zł. Oferty są obecnie analizowane - informuje Marcin Twardysko, rzecznik GDDKiA w Katowicach.
Autostrada ma po remoncie zachować odpowiednie parametry przez co najmniej 30 lat. - Prace obejmą kompleksową naprawę ponad trzykilometrowego odcinka jezdni od rejonu wiaduktu nad ul. Kościuszki w Siemoni do MOP Dobieszowice Zachód. W ramach zadania wyremontowana zostanie nawierzchnia, kanalizacja deszczowa, ekrany akustyczne oraz dwa wiadukty. Wykonawca odnowi także przepusty drogowe i oznakowanie poprawiające bezpieczeństwo na trasie - wylicza rzecznik.
Remont pierwszego z 13 fragmentów A1 Pyrzowice - Piekary Śląskie będzie początkiem większego programu naprawczego dla całego 16-kilometrowego odcinka A1. - Po wyłonieniu wykonawcy, jeśli nie będzie przeszkód, to roboty mogłyby się tam zacząć już w wakacje 2026 r. – mówi TOK FM Twardysko.
Skąd "fale Dunaju" na A1?
Deformacje na drodze oddanej do użytku w 2012 r. powstały wskutek pęcznienia materiałów użytych do jej budowy. - Można porównać to zjawisko to ciasta drożdżowego, które rośnie w sposób mało kontrolowany, dlatego że miąższość zabudowanych tam materiałów w nasypach sięga nawet 17 m, czyli mamy ogromny potencjał - wyjaśnia dr inż. Bartłomiej Grzesik z Politechniki Śląskiej.
Jak tłumaczy technolog i rzeczoznawca budowlany, drogowcy do budowy nasypów użyli tanich odpadów, które w kontakcie z wodą i tlenem zaczęły pęcznieć. - To były najczęściej powstające w dużych ilościach odpady przemysłu górniczego, czyli różnego rodzaju łupki przywęglowe. To są również odpady przemysłu hutniczego, czyli żużle - wyjaśnia Grzesik. Zdaniem eksperta decyzji o użyciu tych materiałów do budowy autostrady, niemal 20 lat temu, nie można nazwać błędem. - Wtedy na tak ogromną skalę nie stosowano takich materiałów. Specjaliści wiedzieli, co prawda, że są one aktywne, ale ich potencjał do tworzenia aż tak wielkich uszkodzeń, na wówczas obowiązujący stan wiedzy technicznej był trudny do przewidzenia - ocenia naukowiec.
Szacunkowy koszt naprawy obu jezdni na 16-kilometrowym odcinku jest ogromny. Przekracza 700 mln zł. - To jest sytuacja bez precedensu. Naprawa będzie kosztowała tyle, ile mniej więcej budowa takiego odcinka od nowa – przyznaje dr inż. Bartłomiej Grzesik. Naukowiec jednak uspokaja. - Wiem, że do naprawy wystartowali bardzo poważni gracze i wierzę, że podołają temu trudnemu zadaniu zwłaszcza z pomocą naukowców - dodaje.
Ofertę z najniższą ceną złożyło konsorcjum firm Colas Polska i Antex II (36,4 mln zł), a z najwyższą firma Trakcja (59,3 mln zł).
Źródło: TOK FM