,
Obserwuj
Śląskie

Kto smrodzi na Śląsku? Trzy gminy łączą siły, by wytropić winnego

2 min. czytania
28.11.2025 07:18

Sosnowiec, Czeladź i Siemianowice Śląskie zamierzają wspólnie ustalić, kto jest emitentem odoru, który przeszkadza mieszkańcom. Samorządy zamierzają wynająć firmę na własny koszt, by raz na zawsze rozwiązać problem uciążliwych zapachów.

Jeden z protestów ws. uciążliwości na Śląsku. Zdjęcie z 2021 roku
Jeden z protestów ws. uciążliwości na Śląsku. Zdjęcie z 2021 roku
fot. Grzegorz Celejewski / Agencja Wyborcza.pl

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Ile ma kosztować ekspertyza zamówiona przez mieszkańców?
  • Jakie działania podjęły gminy, by rozwiązać problem?
  • Kto złożył zawiadomienie do prokuratury w sprawie odoru i z jakim skutkiem?

Mieszkańcy twierdzą, że odór pochodzi z Zakładu Odzysku i Unieszkodliwiania Odpadów w Katowicach, który należy do tamtejszego Miejskiego Przedsiębiorstwa Gospodarki Komunalnej. W ostatnich latach przy bramie zakładu odbyło się już kilka protestów, w których uczestniczyli także radni Czeladzi i Sosnowca. Jednak władze Katowic nie mają sobie w tej sprawie nic do zarzucenia i przekonują, że w pobliżu są też inne zakłady, które - być może - są źródłem kłopotu.

Patryk Trybulec, radny z Czeladzi, mówi nam, że wszystkie zakłady umywają ręce. - Nie zgadzają się z opinią mieszkańców, że to oni są emitentem tych uciążliwości. Potrzebujemy więc, by niezależna instytucja przeprowadziła badania i po prostu wskazała, która firma wytwarza odór - dodaje radny. Taka ekspertyza może zostać wyceniona na ok. 300 tys. zł.

Nowy pomysł na śmierdzący problem

Rada Gminy Czeladź podjęła właśnie uchwałę, która wyraża zgodę na zawarcie międzygminnego porozumienia. - Na razie przygotowujemy się do tego, aby wspólnie z innymi gminami przeprowadzić postępowanie o udzielenie zamówienia publicznego - wyjaśnia Trybulec. Radny przyznaje, że nie ma obecnie żadnej ustawy ani innego wskaźnika, który w jasny sposób precyzowałby co jest uciążliwością zapachową, a co nie jest. - Takie działania były podejmowane kilka lat temu, ale chyba dalej prawnie ten problem nie został rozwiązany - zaznacza nasz rozmówca.

Rzecznik Urzędu Miasta w Sosnowcu Rafał Łysy ma nadzieję, że sprawę - dzięki rzetelnym badaniom - uda się raz na zawsze rozwiązać. - Liczymy na to, że badania niezależnego podmiotu, w skład którego nie będą wchodzili urzędnicy z żadnego z miast czy też osoby w jakiś sposób zaangażowane w życie danego miasta, wskażą nam, na czym polega ten problem - mówi. I podkreśla, że mieszkańcy dzielnicy Milowice cierpią szczególnie wiosną oraz latem. Sosnowieccy radni również (w czwartek) podjęli uchwałę o międzygminnym porozumieniu.

Zawiadomienie do prokuratury

Latem tego roku jeden z radnych Sosnowca złożył zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa przez zarządzających składowiskiem odpadów w sąsiednich Katowicach. Zdaniem Wojciecha Nitwinki odór mógł zagrażać zdrowiu mieszkańców. Śledczy odmówili jednak wszczęcia postępowania.

- To dla mnie niezrozumiała decyzja. Prokuratura bez żadnych czynności założyła, że umorzy sprawę - złości się radny. Warto dodać, że wcześniej katowickie MPGK pozwało Nitwinkę o naruszenie dóbr osobistych. Chodziło o bezpodstawne - zdaniem miejskiej spółki - informacje, jakoby katowicki zakład był źródłem odoru. Zamieścił je w sieci radny, który teraz wymienia się pismami procesowymi z MPGK. Jak mówi nam Nitwinko jeszcze nie doszło do pierwszej rozprawy.

Źródło: TOK FM