"Czy na pokładzie jest lekarz"? Tego lotu na Dominikanę pasażerowie długo nie zapomną
Ponad osiem godzin czekali na swój lot turyści lecący z Katowic na Dominikanę. Opóźnienie nie było jednak spowodowane trudnymi warunkami atmosferycznymi, a nagłym pogorszeniem stanu zdrowia jednego z członków załogi.
Nie takiego obrotu spraw spodziewali się pasażerowie lecący z Katowic na Dominikanę. Zamiast popijać drinki z palemką, na kilka godzin utknęli na lotnisku w Pyrzowicach.
Jak relacjonuje dla tokfm.pl jeden z pasażerów feralnego rejsu, wylot miał się odbyć o godzinie 7:30 rano. Co oznacza, że pasażerowie na lotnisku zjawili się zanim jeszcze wstało słońce. Niestety nie obyło się bez komplikacji.
Jak twierdzi jeden z pasażerów, "pierwszy samolot miał jakąś usterkę techniczną", więc lot był już opóźniony. Trzeba było czekać, aż na płytę lotniska podstawiona zostanie inna maszyna.
To jednak nie był koniec atrakcji.
Kiedy pasażerowie znaleźli się już w samolocie, przeżyli prawdziwe zaskoczenie. - To było jak scena z filmu. Do pasażerów wyszła stewardessa i zapytała, czy na pokładzie jest lekarz - relacjonował pan Darek. Z jego opowieści wynika, że ktoś z członków załogi nagle źle się poczuł i pasażerowi musieli opuścić pokład samolotu.
Redakcja tokfm.pl skontaktowała się z biurem prasowym lotniska w Pyrzowicach. - Potwierdzamy, że dzisiejszy rejs LO6307 z Katowic do Punta Cana był opóźniony z powodu nagłego pogorszenia się stanu zdrowia jednego z członków załogi - napisano.
Jak podkreśliło biuro prasowe lotniska, "ze względów bezpieczeństwa oraz dla zapewnienia wymaganej obsady rejsu, podjęto decyzję o wymianie całej załogi, która musiała dolecieć do Katowic z Warszawy. W konsekwencji lot wystartował z opóźnieniem około 8 godzin".
- Pasażerom zapewniono w tym czasie posiłki oraz napoje, aby oczekiwanie było możliwie komfortowe - przekazało biuro prasowe lotniska w Pyrzowicach.
Źródło: Tokfm.pl/ FOT. MARZENA BUGALA-ASTASZOW/ /DZIENNIK ZACHODNI/ POLSKA PRESS/ East News