Zagraniczni inwestorzy receptą na problemy z węglem? "Byłoby dodatkowo 10 mln ton"
Po tym, jak Senat przegłosował w czwartek ustawę o dystrybucji węgla przez gminy, coraz więcej samorządów szykuje się do zaopatrzenia w opał swoich mieszkańców. Problem jednak wciąż polega na tym, że surowca brakuje. Po tym, jak Polska wprowadziła embargo na węgiel z Rosji, okazało się, że krajowe wydobycie jest dalece niewystarczające. Temat nieustannie budzi duże emocje, zwłaszcza że jesteśmy na początku okresu grzewczego, a wiele gospodarstw wciąż nie zgromadziło zapasów na tę zimę.
Lublin już wie, jak dostarczy mieszkańcom węgiel, o ile będzie. 'Jest mnóstwo różnych niuansów'
Zdaniem Jerzego Markowskiego, eksperta i byłego wiceministra gospodarki, pomóc mógłby inwestor z zagranicy. - Mógłby zbudować kopalnię, czyli między innymi 70-80 kilometrów podziemnych korytarzy, których przecież nie da się wywieźć z kraju. - Poza tym ten inwestor będzie płacił podatki w Polsce, będzie zatrudniał Polaków, będzie używał polskich maszyn, będzie czynił użytecznym polską naukę górniczą, a jeszcze do tego wszystkiego zostawi ten węgiel w Polsce, no bo sprzeda go tu po warunkach rynkowych - wylicza były wiceminister ds. górnictwa.
Jego zdaniem, są inwestorzy, którzy chcą to robić, ale na razie nie za bardzo im się powodzi, ze względu na stosunek państwa do tych inwestycji. - Gdyby państwo dopuściło do wydobycia surowca zagraniczny kapitał, to na rynku polskim byłoby dzisiaj dodatkowo minimum 10 milionów ton węgla - mówi Markowski. - Do 2 milionów ton węgla koksowego rocznie z eksploatacji złóż, które kiedyś należały do kopalni Nowa Ruda. To projekt australijskiej Grupy Kapitałowej Balamara. Ta sama firma chciała wydobywać surowiec na Lubelszczyźnie [8 milionów ton węgla rocznie]. Projekt Orzesze spółki Silesian Coal [do 3 milionów ton węgla], a jeszcze jest m.in. kopalnia Brzezinka w Mysłowicach - wylicza.
Gdyby dodać do tego jeszcze dwie śląskie kopalnie, które są teraz likwidowane - Krupiński i Makoszowy - to byłyby następne 3 miliony ton węgla rocznie.
- Mielibyśmy 13 ton polskiego węgla, czyli równowartość polskiego importu surowca - tłumaczy ekspert. Polski węgiel - zdaniem Markowskiego - daje gwarancje jakościowe, a poza tym jest dwukrotnie tańszy.
Co z tą jakością?
Prywatni sprzedawcy węgla przekonują natomiast, że jakość węgla z importu jest podobna do krajowego. - Nie jest tak źle, jak się to próbuje przedstawiać w mediach - mówi Łukasz Horbacz, prezes Izby Gospodarczej Sprzedawców Węgla. - Gdyby porównać średnie parametry węgla importowanego do średnich parametrów surowca, który mamy w kraju, to są one dość zbliżone. Choć mogą zdarzać się pewne partie surowca dużo gorszej jakości - dodaje.
Węgiel importowany przez prywatnych przedsiębiorców i surowiec kupowany przez importerów państwowych pochodzi - zdaniem Horbacza - najczęściej z tych samych źródeł.