,
Obserwuj
Śląskie

Spokój w święta? Nie w Beskidach. "Pamiętam grupę, która zjeżdżała na materacach wyjętych z łóżek"

Bogdan Widawka
4 min. czytania
23.12.2022 10:00
Było kilka zdarzeń, kiedy turyści - wracając z Wigilii - gdzieś powędrowali i potrzebowali pomocy. Bywa też tak, że ludzie na pasterkę idą szczytami. To turyści trochę niebezpieczni, bardziej pielgrzymi - mówi Ryszard Kurowski, ratownik i instruktor Grupy Beskidzkiej GOPR, z którym rozmawiamy o świętach w Beskidach.
|
|
fot. Tomasz Fritz / Agencja Wyborcza.pl

Ryszard Kurowski: Jak najbardziej! To okres wzmożonego ruchu turystyczno-narciarskiego. Turyści zimowi to trochę inni turyści niż ci, którzy wychodzą w góry w inne pory roku. Poza tym to początek sezonu narciarskiego, więc i turystów, i narciarzy w Beskidach jest bardzo dużo.

Nawet w Wigilię po południu można spotkać turystów na beskidzkim szlaku?

Są tacy, którzy lubią spędzać Wigilię w górach, więc albo po południu dochodzą do schronisk - bo tam zaplanowali sobie wieczerzę - albo spędzają ten wieczór w sprzyjających warunkach, w gronie kilku osób, na przykład na skitourach czy pieszo. Niekiedy wybierają się nawet na jakiś szczyt, żeby tam spędzić wieczerzę - w plenerze. To są na razie epizody, ale coraz częściej spotykane.

Było kilka zdarzeń, kiedy turyści - wracając z Wigilii - gdzieś jeszcze powędrowali i potrzebowali pomocy, bo się pogubili. Bywa też tak, że ludzie z okolic Bielska-Białej wybierają się na pasterki do kościołów w Szczyrku i idą szczytami, przez Klimczok. I to są turyści trochę niebezpieczni, bardziej pielgrzymi niż turyści, czasem nieprzygotowani na warunki, które panują w górach. Pamiętam takie epizody, kiedy trzeba było ich sprowadzać na dół, bo gdzieś utknęli.

Zwłaszcza teraz może to być niebezpieczne, bo warunki w Beskidach są trudne.

Zgadza się. Zresztą zawsze warunki zimą na szlakach turystycznych nie są łatwe. Oczywiście, jeśli ktoś jest przygotowany, zna te góry i wie, co może go czekać, to one są "do zrobienia". Jeśli jednak ktoś w górach bywa tylko latem i nagle wybiera się tu zimą, (...) to tacy turyści mają później problemy.

Zimą dzień jest krótszy i czasy przejścia szlakiem są dużo dłuższe. To, co latem przeszliśmy w czasie 2-3 godzin, zimą wydłuża się dwa razy, a bywa, że i więcej.

Przypominasz sobie takie święta Bożego Narodzenia, kiedy trzeba było iść w góry, żeby ratować turystów?

Pamiętam dokładnie. Trzy lata temu w Wigilię odbyła się ewakuacja wyciągu krzesełkowego na Kopę Zbójnicką w rejonie Małego Skrzycznego. Tuż przed zamknięciem wyciągu, około godziny 14, nastąpiła awaria kolejki. Na krzesłach zostało kilkadziesiąt osób, które trzeba było ewakuować, bo kolejki nie dało się uruchomić awaryjnie. Było to duże wyzwanie logistyczne, bo wprawdzie ewakuacja ludzi nie jest dla nas trudna, to jednak wtedy mnóstwo ratowników miało wolne i trzeba było ich ściągać do Szczyrku.

Inna historia. Po pasterce w Szczyrku grupa osób wracała przez Klimczok do Bielska, do domu. Było już grubo po północy i między Szyndzielnią a Klimczokiem ci ludzie utknęli. Nie mieli sił dalej iść, trzeba było im pomóc.

Zapadły ci w pamięć różne sytuacje z okresu świąt w górach? Podzielisz się wspomnieniami?

Niektórzy ludzie po świętach są nieco rozluźnieni. Pamiętam grupę która - na jakichś dziwnych pojazdach - próbowała zjeżdżać po trasach narciarskich. Zjeżdżali na przykład na materacach wyjętych z własnych łóżek - trasą Golgota w rejonie Szczyrku. Doznali naprawdę poważnych urazów. Byli po alkoholu, więc pewnie dlatego brawura była u nich duża.

Z kolei na Potrójnej [szczyt leżący w Beskidzie Małym - red.] - kilka lat temu - grupa młodzieży bawiła się i impreza ze schroniska przeniosła się w plener. Postanowili zjeżdżać wąwozami na sankach. Skończyło się również na poważnych urazach, między innymi złamaniem podstawy czaszki i złamaniem uda. Musieliśmy ich stamtąd ewakuować do szpitala.

Ilu ratowników będzie miało dyżur w Wigilię w stacji centralnej w Szczyrku i w górach, w dyżurkach?

Około 20 ratowników górskich w Beskidach będzie w pogotowiu non stop. Dojdą jeszcze ratownicy ochotnicy, bo na nich też bardzo często ta służba się opiera. Oni dopiszą się do grafiku tuż przed świętami. Oprócz tego około 30 ratowników spędzi Wigilię w stacjach narciarskich.

A co mówią w domu, kiedy musisz w Wigilię wyjść i nie będzie cię przez całe święta, od wieczora do rana?

Ja najpierw byłem ratownikiem GOPR, a dopiero potem zakładałem rodzinę, więc moja żona miała świadomość tego, co robię i jaka jest moja pasja. W te święta mam dyżur w centrali w Szczyrku, parę kilometrów od domu. Bywało jednak tak, że miałem świąteczny dyżur w górach, na przykład na Babiej Górze, to kilkadziesiąt kilometrów stąd.

Z jakich prezentów ratownicy Grupy Beskidzkiej GOPR ucieszyliby się najbardziej w te święta?

Zawsze prezentem dla ratowników jest spokojny dyżur. Wtedy wiemy, że nikomu nic złego się nie stało, że nie byliśmy potrzebni. Wprawdzie u młodych ratowników jest czasem taki "niesmak niespełnionego dyżuru", bo nic się nie działo. Jednak z perspektywy większego doświadczenia człowiek rozumie, że to dobrze, że było spokojnie i każdy bezpiecznie wrócił.

Jakie życzenia składają sobie ratownicy Grupy Beskidzkiej GOPR na święta Bożego Narodzenia?

My zawsze sobie mówimy: zdrowych, spokojnych świąt w gronie rodzinnym. Zdrowych, bo z tym zdrowiem różnie bywa - z wiekiem nawet ratownicy na tym zdrowiu troszeczkę podupadają. Spokojnych, bo to cały czas wiąże się z tradycją spokojnego dyżuru, a rodzinnych, bo jeśli ratownik jest z rodziną, to ma szczęście. A jeżeli jest na dyżurze, poza domem, to życzymy mu, żeby kolejne święta spędzał już z rodziną.