,
Obserwuj
Śląskie

Quadem wprost w rezerwat. "Kaprys kogoś, kto chce się pobrudzić, doprowadza do niszczenia przyrody"

Bogdan Widawka
5 min. czytania
10.04.2023 09:00
Rozjeżdżanie siedlisk w lasach czy - w skrajnych przypadkach - w rezerwatach wiąże się z tym, że one będą się regenerować nawet przez dziesięciolecia - mówi nam Przemysław Skrzypiec, zastępca dyrektora Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Katowicach i Regionalny Konserwator Przyrody.
|
|
fot. Jakub Włodek / Agencja Wyborcza.pl

Smuci mnie to, że ludzie - zamiast odnajdywać piękno turystyki pieszej - chcieliby podziwiać przyrodę z perspektywy quada i kasku motocyklowego w off-roadowym wydaniu. Szczególnie w tak ciekawym rejonie, jakim jest Jura, która uśmiecha się do nas przyrodą i wszelkimi możliwymi bodźcami, jakie człowiek może odbierać.

Ja tego nie rozumiem. Sam jeżdżę, ale po drogach publicznych, rzadziej szutrowych, natomiast nie wyobrażam sobie, żeby piękno Jury i to, co ma do zaoferowania, podziwiać z punktu widzenia quada czy motocykla. To się kłóci ze sobą. Myślę, że nie doczekamy czasów, kiedy na Jurze podstawowym środkiem lokomocji będzie quad i obym miał rację.

Tak, to jest działanie niezgodne z prawem. Co więcej, jest karalne. Tylko problem jest głębszy, bo mamy tu do czynienia z bezmyślnością i brakiem elementarnych zasad zachowania się względem przyrody, ale też względem ludzi, którym to może przeszkadzać. Rozmyślałem nad tym, pisząc kiedyś artykuł do znanego czasopisma motocyklowego. Próbowałem ten problem ugryźć od strony filozoficzno-socjologicznej.

Chodzi o to, jak człowiek zmienia się pod wpływem społecznego poczucia wstydu. Zobaczmy, że przez wiele lat nie było ustawowego zakazu palenia papierosów w miejscu publicznym i dla wielu normą było palenie na przystankach autobusowych czy tramwajowych. Niedawno normą było niezbieranie odchodów po psie wyprowadzanym na spacer. W jakimś stopniu było to ogólnie akceptowalne, jednak w wyniku działań społecznych czy zmian nie robimy tego, obawiając się choćby ostracyzmu społecznego.

Ten sam mechanizm powinien zadziałać w przypadku rajdów quadem czy motocyklem po lesie. Problem jednak jest taki, że motocyklista czy quadowiec, kiedy jest ubrany we wszystkie ciuchy motocyklowe i kask, jest bardziej anonimowy i przez to ma mniejsze poczucie odpowiedzialności społecznej czy wręcz wstydu, gdyby ktoś zwrócił mu uwagę.

Ja wyniosłem z domu, ale też ze szkoły czy pracy, szacunek dla przyrody i jej zrozumienie, takie elementarne. Tu nie trzeba kończyć studiów biologicznych czy geograficznych, żeby zrozumieć, że wiosna to czas, kiedy przyroda jest najbardziej narażona na tego typu działania, jak rajdy quadami czy motocyklami crossowymi po lasach czy miejscach, gdzie tego robić nie wolno. Nie wspominając już zupełnie o rezerwatach przyrody, bo to są miejsca, po których nie tylko nie można jeździć czy zabierać na spacer psa, ale nawet wejść pieszo.

Na 65 rezerwatów w województwie śląskim tylko 30 jest udostępnionych do ruchu turystycznego. Rezerwaty są najwyższą formą ochrony przyrody. Ona ma tam absolutne pierwszeństwo. Człowiek jest tylko gościem i to w szczególnych przypadkach. Rozjeżdżanie siedlisk w lasach czy - w skrajnych przypadkach - w rezerwatach wiąże się z tym, że one będą się regenerować nawet przez dziesięciolecia.

Quadowcy czy motocykliści crossowi - wjeżdżając na przykład do parku narodowego, co jest równoznaczne z wjazdem do rezerwatu przyrody - mogą płoszyć duże drapieżniki. W mniejszym stopniu dzieje się tak na Jurze, częściej w górach. W Beskidach spory problem jest z rysiem czy wilkiem. Szczególnie ryś w mocno zabudowanym krajobrazie nie ma już miejsca, gdzie po prostu miałby święty spokój.

Oba te przykłady są przewinieniami z punktu widzenia prawa. Pytanie tylko, co jest gorsze. Na pewno różnica jest taka, że jeśli ktoś zostawi w lesie śmieci, to ten las nie będzie przez to piękniejszy i trzeba będzie te śmieci posprzątać. Najprawdopodobniej zapłacimy za to my sami. Z kolei wjazd do lasu quadem czy crossem wiąże się z trwałymi zniszczeniami w przyrodzie.

Ten temat i to pytanie pojawia się od zawsze i w każdej dyskusji, która kręci się wokół sprawy udostępnienia lasów do uprawiania turystyki off-roadowej. Obserwuję to od 10 lat i muszę powiedzieć, że trochę się zmieniło, bo o ile kiedyś argumentem był brak torów czy tras off-roadowych, tak teraz nie jest ich tak mało. Są na przykład w Nieradzie, w Krzepicach, w Dąbrowie Górniczej, w Czerwionce-Leszczynach czy w okolicach Olsztyna. Poza tym mamy mnóstwo dróg szutrowych, polnych czy innych ubłoconych ścieżek.

Podam przykład z Jury Krakowsko-Częstochowskiej, gdzie mamy bardzo rzadkie stanowisko Warzuchy Polskiej. To jest endemit, na tyle unikatowy, że na całym świecie są tylko dwa stanowiska tej rośliny. Jeden w okolicach rzeki Centurii, a drugi w zamkniętym dla ludzi rezerwacie.

Jedno z tych stanowisk kiedyś rozjeździły quady. Kaprys kogoś, kto postanowił pobrudzić się na quadzie, wjeżdżając w źródliska, w których rosła ta roślina, mógłby doprowadzić do tego, że jedyny na naszej planecie gatunek przestałby istnieć. Na szczęście skala zniszczeń okazała się niezbyt duża, ale gdyby ktoś chciał powtórzyć taki rajd, możemy ten gatunek stracić. Pamiętajmy, że przyroda bez człowieka na pewno sobie poradzi, ale człowiek bez przyrody już na pewno nie.

W Polsce mamy jasne przepisy i nie jest tak, że tylko u nas na niewiele można sobie pozwolić, jak niektórzy mówią. Na zachodzie Europy są podobne rozwiązania, a kary za przewinienia są często dużo większe. Z punktu widzenia ustawy, las to obszar o powierzchni minimum 10 arów, więc jeśli mamy teren o wielkości co najmniej 0,1 hektara, porośnięty drzewami, to bez względu na to, czy jest państwowy, czy prywatny, nie wolno do niego wjeżdżać pojazdami silnikowymi.

Nie muszą o tym zakazie informować tabliczki czy szlabany, wjazd do lasu jest zabroniony podobnie jak wjazd rowerem czy wejście pieszych na autostradę. Wszyscy to wiedzą i nie musi o tym informować specjalny znak drogowy. Wyjątkiem są znaki, które dopuszczają wjazd pojazdami silnikowymi do lasu, np. jeśli jest to droga gminna lub dojazd do leśniczówki. Najlepiej wejść na stronę internetową RDOŚ Katowice, tam są wszystkie informacje przydatne wybierającym się do lasu czy rezerwatu.