,
Obserwuj
Śląskie

Beskidy. Coraz więcej przypadków nagłego zatrzymania krążenia u turystów. Schroniska wyposażone w defibrylatory

Bogdan Widawka
4 min. czytania
25.04.2023 10:16
Fundacja Pogranicze Bez Barier przekazała czterem schroniskom PTTK w Beskidach defibrylatory AED. - Oby takich akcji było jak najwięcej - mówi nam jeden z ratowników medycznych, zwłaszcza że przypadki nagłego zatrzymania krążenia zdarzają się ostatnio stosunkowo często, także u młodych turystów.
|
|
fot. Bogdan Widawka

Defibrylatory trafiły do schroniska na Szyndzielni, na Hali Lipowskiej, na Rysiance i na Przysłopiu. - Ta akcja to pokłosie ostatnich problemów z krążeniem u turystów w Beskidach, ale też naszego - jako ratowników górskich - doświadczenia - mówi nam Bogumił Kanik, prezes fundacji Pogranicze Bez Barier i jednocześnie ratownik Grupy Beskidzkiej GOPR.

- Kiedyś, podczas prowadzenia przez nas zajęć z udzielania pierwszej pomocy z zastosowaniem defibrylatora, parę kilometrów dalej nastąpiło [u turysty] nagłe zatrzymanie krążenia - wspomina Kanik. Mężczyzna niestety zmarł, ponieważ ratownicy dowiedzieli się o zdarzeniu dość późno. Nasz rozmówca wskazuje jednak, że taka sytuacja równie dobrze mogłaby się wydarzyć w którymś ze schronisk i też nie byłoby gwarancji, że pomoc dotrze na czas. - W mieście czas dojazdu karetki pogotowia to 10 minut. W górach, jeśli szlaki przysypie śnieg, ratownicy mogą przebijać się do takiego schroniska nawet dwie godziny - podkreśla Kanik.

Stąd też wziął się pomysł, by defibrylatory AED znalazły się w schroniskach, zwłaszcza tych trudno dostępnych, jak np. Rysianka czy Lipowska.

Młodzi mają problemy z krążeniem

Janusz Szeja, gospodarz schroniska PTTK na Szyndzielni, wspomina trzy przypadki, gdzie doszło do nagłego zatrzymania krążenia u turystów. - Dwójka zasłabła na polanie niedaleko naszego schroniska, a jedna osoba na górnej stacji kolejki linowej. Nie mieliśmy sprzętu, więc do przyjazdu GOPR-u reanimowaliśmy tych ludzi ręcznie - opowiada. 

- Dlatego zabiegałem, żeby u nas pojawił się defibrylator AED i teraz stało się to faktem - cieszy się Szeja. - Nas, jako schroniska, nie było stać na zakup tego urządzenia. Jednak dzięki fundacji Pogranicze Bez Barier i PZU defibrylator na Szyndzielni już jest. Załoga również jest przeszkolona - zapewnia.

Nasi rozmówcy podkreślają, że sprzęt przyda się, zwłaszcza że w ostatnim czasie przypadki nagłego zatrzymania krążenia zdarzają się stosunkowo często. Przykład z ostatnich tygodni: turysta na szlaku w rejonie Hali Pawlusiej - mimo długiej resuscytacji podjętej przez innych turystów, a później ratowników GOPR - zmarł. Miał 72 lata.

Kolejna sytuacja: szlak na Czantorię, 35-letnia turystka doznała nagłego zatrzymania krążenia. Mimo akcji ratunkowej kobieta zmarła. Również w schronisku na Hali Lipowskiej turystka chorująca na nadciśnienie wymagała pomocy medycznej, została przetransportowana do szpitala.

- Zauważamy, że w ostatnim czasie wśród osób, które mają w Beskidach problemy z krążeniem, są osoby młode - przyznaje Bogumił Kanik.

Potwierdza to dr n. med. Michał Kucap, ratownik medyczny w Wojewódzkim Pogotowiu Ratunkowym w Katowicach. - Na 80 zespołów ratownictwa medycznego w Aglomeracji Katowickiej rocznie mamy 1200-1300 nagłych zatrzymań krążenia i wśród tych przypadków są młode osoby. Dla nas młoda osoba to trzydziestoletnia, czterdziestoletnia, ale też pięćdziesięcioletnia - wyjaśnia ratownik.

- Zostało udowodnione w badaniach, że defibrylator AED jest sprzętem ratującym życie. Jest nie do przecenienia - mówi dr Kucap. Pytany o pomysł umieszczenia defibrylatorów w beskidzkich schroniskach PTTK, bez wahania odpowiada: 'Oby takich akcji było jak najwięcej!'. - Jeżeli w każdym schronisku będzie AED - miejmy nadzieję, że nie będzie potrzeby użycia go - ale jeśli tak się zdarzy, to ogromnie zwiększy prawdopodobieństwo uratowania życia danego człowieka - zapewnia medyk.

'Ten sprzęt jest tu potrzebny'

- Pomysłem fundacji Pogranicze Bez Barier na umieszczenie defibrylatorów AED w beskidzkich schroniskach PTTK zainteresował się PZU i to dzięki niemu dostaliśmy pieniądze na zakup tego sprzętu - wyjaśnia Bogumił Kanik, prezes fundacji. - 100 procent pieniędzy, które otrzymaliśmy jako fundacja, przekazaliśmy na zakup czterech takich urządzeń i wszystkie znajdują się w schroniskach górskich w Beskidzie Śląskim i Żywieckim - dodaje.

Grzegorz Krawczyk, koordynator ds. prewencji w PZU, cieszy się, że ten sprzęt będzie mógł pomóc turystom. - Mam nadzieję, że nie będzie użyty, ale życie pokazuje, że takie sytuacje zdarzają się i ten sprzęt jest tu potrzebny - mówi. - Zaczynamy od czterech defibrylatorów w Beskidzie. Zobaczymy, jak sytuacja będzie się rozwijać. Jeśli będą kolejni chętni, to będziemy pewnie myśleć o tym, żeby w schroniskach pojawiły się kolejne defibrylatory - dodaje przedstawiciel PZU.

od lewej: Grzegorz Krawczyk z PZU, Bogumił Kanik, prezes Fundacji 'Pogranicze Bez Barier', Janusz Szeja, gospodarz schroniska PTTK na Szyndzielni
od lewej: Grzegorz Krawczyk z PZU, Bogumił Kanik, prezes Fundacji 'Pogranicze Bez Barier', Janusz Szeja, gospodarz schroniska PTTK na Szyndzielni
Bogdan Widawka

Według Kanika wszystkie schroniska górskie w całej Polsce powinny mieć takie urządzenia. - My, jako fundacja, rozpoczęliśmy starania o zakup kolejnych defibrylatorów. W Tatrach defibrylatory na szczęście są, ale już w Karkonoszach nie ma ich w żadnym schronisku, podobnie w Bieszczadach. W Beskidach do tej pory defibrylator był tylko w jednym schronisku, teraz jest już w pięciu - wylicza Kanik.

Cztery defibrylatory AED, które zostały przekazane beskidzkim schroniskom, mieszczą się w specjalnych, hermetycznych walizkach. Można je transportować w każdych warunkach atmosferycznych, nawet w śniegu. Mają osiem lat gwarancji. W środku znajduje się również apteczka przeciwkrwotoczna. Bateria wystarcza na 200 defibrylacji, a urządzenia - po zamianie elektrod i baterii - mogą też służyć do celów szkoleniowych.