Dziś pogrzeb ośmioletniego Kamila. "Doszły do mnie sygnały, że bardzo wzrosła liczba zgłoszeń na policję"
Bogdan Widawka: Od kiedy śledzisz sprawę małego Kamila?
Marek Mamoń, dziennikarz częstochowskiej "Gazety Wyborczej": Od momentu, kiedy jego siostra, dorosła już kobieta, zaalarmowała w mediach, że stała się rzecz straszna. Napisała na swoim profilu na facebooku, że ojczym Kamila skatował chłopca i dziecko zostało przetransportowane śmigłowcem do Górnośląskiego Centrum Zdrowia Dziecka w Katowicach. Pani Magdalenie można przypisać tę zasługę, że zrobiła w mediach szum.
Później wszystko potoczyło się bardzo szybko, interweniowała policja, zatrzymała ojczyma i matkę Kamila, następnego dnia oboje zostali przesłuchani. Postawiono im zarzuty i decyzją Sądu Rejonowego w Częstochowie zostali tymczasowo zatrzymani.
Jesteś bardzo doświadczonym dziennikarzem z dużym stażem. Czy taki dramat był dla ciebie czymś nowym?
Nie. Uderzające jest to, że tu nastąpiła śmierć dziecka, na dodatek śmierć jakby na żywo, czyli codziennie płynęły komunikaty ze szpitala o stanie zdrowia dziecka, ponieważ zainteresowanie ludzi z całej Polski, którzy przejęli się losem Kamila, było ogromne. Pierwszy raz spotkałem się z tak drastycznym obrazem przemocy. Oparzenia na ciele Kamila były II i III stopnia. A jeszcze przez 5 dni wszyscy ukrywali to, co się stało, matka była wypytywana i opowiadała, że młodszy braciszek Kamila oblał go gorącą herbatą, że była u lekarza, że miała maści i smarowała nimi rany Kamila.
Co się może dziać za zamkniętymi drzwiami mieszkań?
Wszystko. W powszechnym przekonaniu to, co się dzieje za drzwiami, to jest za drzwiami. Że rodzina sprawy rozwiązuje między sobą, a przemoc występuje dopiero wtedy, kiedy jest bicie, katowanie itd. A przecież przemoc objawia się w różny sposób, jest przemoc słowna, psychiczna, ekonomiczna i to są niuanse, które na ogół nie są wyłapywane przez służby socjalne czy policję ani inne instytucje, które są budowane do pomocy i wsparcia rodziny.
19-letni Daniel M. złożył wyjaśnienia ws. zabójstwa 16-latki w Tomisławicach. 'Objęte tajemnicą'
Kiedy dziecko przychodzi do szkoły w miarę czyste, w miarę zadbane, to nie zwraca się uwagi na to, że jest smutne, wycofane. Nie ma doskonałych systemów, tak jak nie ma doskonałych przepisów prawa.
Dziś (13 maja) odbędzie się pogrzeb Kamilka. Dzień po pogrzebie, w niedzielę, w centrum Częstochowy ma się odbyć "Marsz sprawiedliwości ś.p. Kamilka" jako forma protestu przeciwko przemocy, zwłaszcza wobec dzieci. Czy przypominasz sobie podobny marsz w Częstochowie?
Ja sobie w ogóle nie przypominam tak drastycznego zdarzenia, w którym śmiertelną ofiarą przemocy jest bezbronne i niewinne dziecko. Przed laty były marsze, kiedy dochodziło do przemocy wobec młodych ludzi, np. uczniów. Takie marsze organizowała społeczność uczniowska, szkolna. Natomiast sprawa Kamilka poruszyła chyba wszystkich. Szpital, w którym leżał Kamil, wydał komunikat, że nieustannie płynęły nie tylko słowa otuchy, że został zasypany maskotkami, pocztówkami, różnymi przedmiotami kultu religijnego, różańcami. Ludzie przynosili osobiste pamiątki, licząc na jakiś cud, że dziecko się obudzi, zostanie uratowane i jakoś będzie dochodziło do siebie. To jest niebywałe.
Dobrze, że są w nas takie odruchy i być może jest tu jakiś promyk światła, że nie jesteśmy obojętni, skamieniali, że będziemy reagować. Co więcej, już doszły do mnie sygnały, że po tym wydarzeniu, w kwietniu, bardzo wzrosła liczba zgłoszeń na policję czy do Sądu Rodzinnego o przypadkach przemocy. Oczywiście niektóre zgłoszenia są fałszywe, niektóre przesadzone, ale są też takie, gdzie należało wszcząć postępowanie. I to jest dość optymistyczne, że tragedia Kamilka, która nie powinna się wydarzyć, w jakiś sposób poruszyła ludzi i oby nie było to poruszenie na kilkanaście czy kilkadziesiąt dni. Oby ta uwaga i nadstawianie ucha na wszelkie przejawy przemocy była wzmożona, żeby nie być obojętnym. Trudno w ogóle o tym mówić, bo w normalnych kategoriach człowieka ten czyn się nie mieści. A o co podobno poszło? O zrzucony ze stołu telefon...
Lekarz 8-letniego Kamila: Takie dzieci trafiają do nas regularnie. Szara strefa jest duża
Instytucje zapowiedziały kontrole w placówkach, do których uczęszczał Kamil. Niektóre już się odbyły.
Tak. Kontrola ze Śląskiego Kuratorium Oświaty była w szkole już pod koniec kwietnia, wyniki zostały ujawnione przez Kuratorium Oświaty i nie wykazały, aby pedagodzy, nauczyciele tam zatrudnieni czy wychowawczyni Kamila popełnili błędy. Oni reagowali. Chcę dobitnie podkreślić wbrew temu, co w niektórych opiniach się ukazało, że to szkoła spowodowała, że złamanie ręki Kamila zostało jednak zaopatrzone. Bo to szkoła zwróciła uwagę na to, że chłopiec skarży się na ból ręki i natychmiast zareagowali, czyli kazali matce pójść do lekarza. Matka złożyła pisemne oświadczenie, że to był przypadek, że dziecko biegało i potknęło się o próg, rozcięło sobie wargę i złamało rękę. Złamanie nie przeszkadzało w zajęciach szkolnych, ponieważ Kamil był leworęczny, pisał i rysował lewą ręką, prawą miał na temblaku. On uczestniczył w zajęciach z tą ręką, gips miał później zdjęty i normalnie chodził do szkoły. A że matka Kamila nie współpracowała z żadnymi instytucjami i służbami? Niech prokuratura i inne organy ocenią, czy służby socjalne lub sąd mogły zrobić coś więcej w tej sprawie.
W sobotę 13 maja odbędzie się pogrzeb Kamilka. Uczestnicy mają przynieść na cmentarz białe róże. Na grób 8-latka trafią też zabawki, maskotki i kartki z życzeniami, które przez ostatnie tygodnie docierały do szpitala, w którym leżał chłopiec.
Dzień później, w niedzielę, odbędzie się "Marsz sprawiedliwości ś.p. Kamilka" jako protest przeciwko przemocy, zwłaszcza wobec dzieci. Zbiórkę wyznaczono na placu Biegańskiego o godz. 12:00. Ze zgłoszenia do częstochowskiego magistratu wynika, że uczestnicy manifestacji przejdą III aleją NMP, potem ulicami: Pułaskiego, 7 Kamienic, św. Barbary, Śląską, Kilińskiego, Jana Pawła II i Dąbrowskiego, pod siedzibę sądów.