,
Obserwuj
Śląskie

Półtora miliona ton niesprzedanego węgla zalega im na zwałach. Teraz czekają na zwrot pieniędzy od rządu

Grzegorz Kozieł, TOK FM
2 min. czytania
05.07.2023 17:00
1,5 mln ton niesprzedanego węgla ma na zwałach Węglokoks. To połowa zaimportowanego przez spółkę surowca, który sprowadzono na polecenie rządu. Z tego powodu przedsiębiorstwo może teraz liczyć na obiecane przez Ministerstwo Klimatu i Środowiska rekompensaty.
|
|
fot. Grzegorz Celejewski / Agencja Wyborcza.pl

Umowa z Ministerstwem Klimatu i Środowiska jest właśnie finalizowana. - To będzie kwestia godzin lub dni. Sam węgiel nam nie ciąży, bo jest na stanie magazynowym. Natomiast jest dla nas pewnym dyskomfortem, bo mamy kredyt. Same koszty finansowania są dla nas mało komfortowe - przyznaje prezes Węglokoksu Tomasz Heryszek.

O tym, że węgiel - a w zasadzie miał, który posiada Węglokoks - może mu ciążyć informowali górniczy związkowcy. Szef 'Sierpnia 80' Bogusław Ziętek przekonywał, że właściciel polskich hut - Węglokoks S.A. - jest 'na skraju bankructwa', bo kiepsko wyszedł na całym rządowym interesie z importem węgla.

- Upadłość Węglokosku to upadłość całego polskiego hutnictwa - powiedział TOK FM. Związkowiec miał na myśli należące do Węglokoksu: Hutę Pokój w Rudzie Śląskiej, Hutę Łabędy w Gliwicach czy Walcownię Blach Batory w Chorzowie. Między innymi w tej sprawie górnicy pojechali nawet do stolicy pikietować przed budynkiem resortu klimatu.

Prezes Węglokoksu jednak uspokaja. Wskazuje, że choć kredyt jest 'dyskomfortowy', to jednak spółka generuje dodatnie wyniki. - W pierwszym kwartale było to około 100 mln złotych zysku ze sprzedaży - wylicza Heryszek.

Rekompensaty mają być wypłacone, gdy Węglokoks sprzeda importowany węgiel poniżej ceny, za którą kupił surowiec. Natomiast spółka nie zamierza się go prędko pozbywać. - Nie mamy takiej presji, żeby go sprzedawać dzisiaj. Raczej staramy się myśleć kategorią rezerwy strategicznej na tzw. czarną godzinę. Myślimy o kolejnej zimie - wyjaśnia prezes Węglokoksu.

W połowie zeszłego roku rząd zobowiązał PGE Paliwa i Węglokoks do importu węgla dla gospodarstw domowych. Po - zdaniem wielu ekspertów - zbyt pochopnej, choć moralnie słusznej decyzji rządu o embargu na rosyjski węgiel okazało się, że surowca zabraknie dla Polaków, którzy ogrzewają swoje domy. Chodziło o deficyt kilku milionów ton węgla grubego, którego polskie kopalnie wydobywają zbyt mało. Inne państwa UE wprowadziły zakaz importu z Rosji cztery miesiące później.

Spółki (Węglokoks i PGE Paliwa) sprowadziły około 20 mln ton surowca. Węgiel płynął statkami, był przeładowywany, kruszył się. Poza tym producenci - np. z Kolumbii - nie są nastawieni na produkcję węgla grubego. Dlatego też z importowanego paliwa udało się odsiać tylko 15-20 proc. węgla opałowego. Reszta to miały, które - zdaniem górniczych związków - są obecnie spalane w polskich elektrowniach zamiast polskiego węgla.

Jak dużych rekompensat spodziewa się Węglokoks z tytułu importowanego węgla? Polska Agencja Prasowa podała, że w czerwcu 'sejmowa Komisja Finansów Publicznych zgodziła się na przesunięcie 1,4 mld złotych z rezerwy celowej na rok 2023 i przeznaczenie tej kwoty na pokrycie kosztów zakupu węgla w 2022 roku'. 'W kwocie tej mieszczą się potencjalne rekompensaty dla obu firm - Węglokoksu i PGE Paliwa' - nadmieniono.