,
Obserwuj
Polska

Szokujące sekrety zakonnic. W tle zakupy broni i służby Łukaszenki

5 min. czytania
16.12.2024 12:00

Ujawniamy sekrety zakonnic, które handlują na jarmarkach w Polsce. Za zarobione w ten sposób pieniądze kupują sprzęt dla wojsk Władimira Putina w Ukrainie. - To aż dziw, że pozwala im się w Polsce zarabiać - mówi w tokfm.pl Iwan Łysiak.

fot. kremlin.ru

Te zakonnice ostatnio były widziane w Szczecinie i Toruniu. Na bożonarodzeniowych jarmarkach sprzedawały zioła, obrazki z Maryją i ciepłe rękawice. Same też wyglądały ciepło. Dobrotliwie uśmiechały się nawet wtedy, gdy stanęli przy nich białoruscy aktywiści z napisem: "Kupując tu, wspierasz rosyjską agresję w Ukrainie!".

Po takich ostrzeżeniach organizatorzy jarmarków przepędzają zakonnice, ale one rozkładają stoiska w kolejnych miastach Polski. Internauci polecają sobie ich ziołowe krople i odsyłają do wirtualnego sklepu sióstr. Można tam znaleźć prezenty na Boże Narodzenie i Wielkanoc, na ślub oraz pierwszą komunię. Są filiżanki, czajniki, grawerowane sztućce i "zabawki przyjazne dla środowiska". Nie brakuje też religijnych filmów ani muzyki.

Tanio nie jest. Np. wełniane skarpety z misiami kosztują 15 dolarów, a jedynie dwa mniej trzeba zapłacić za ręcznie malowane bombki na choinkę. Zakonnice zapewniają jednak: "Zamawiając u nas, wspierasz naszą działalność społeczną i charytatywną wśród potrzebujących, niepełnosprawnych i chorych". Z kolei organizatorów jarmarków w Polsce przekonują, że niosą pomoc humanitarną dla Ukrainy.

"Coście się ich tak uczepili?" - dziwią się internauci.

Kieruję to pytanie do Iwana Łysiuka, białoruskiego dziennikarza Vot Tak, czyli rosyjskojęzycznego portalu TVP World. To on jako jeden z pierwszych  zbadał działalność sióstr z Monasteru św. Elżbiety w Mińsku. Czy to możliwe, że Polacy nieświadomie - za pośrednictwem zakonnic - płacą na sprzęt dla armii Władimira Putina?

Zakonnice Łukaszenki. "Imperium biznesowe i ogromne pieniądze"

"Nasza historia zaczyna się około 2015 roku" - piszą w internetowym sklepie mniszki z Mińska. To wtedy miały ruszyć w tournée po Europie i Ameryce Północnej, by "szerzyć wieść o dobrych uczynkach" klasztoru i sprzedawać swoje produkty. Iwan Łysiuk dotarł do byłego wolontariusza monasteru, który opisał to jako starannie zaplanowaną operację.

Według niego część rzeczy na handel siostry robią w przyklasztornych warsztatach, ale większość sprowadzają z Rosji, bo tak jest taniej. Potem ładują je do Mercedesów Sprinterów i kilka razy w miesiącu wożą na Zachód. - Mój rozmówca twierdził, że zysk z każdego takiego wyjazdu wynosi nawet kilkadziesiąt tysięcy euro. W skali roku może im to dawać setki tysięcy euro. To imperium biznesowe i ogromne pieniądze - podkreśla Iwan Łysiuk.

Załoga każdego dostawczaka ma składać się z kierowcy i kobiet w strojach zakonnych. Przy czym tylko jedna jest prawdziwą mniszką. Reszta to przebierańcy - absolwentki Mińskiego Państwowego Uniwersytetu Lingwistycznego, które znają minimum dwa języki obce i umieją się odnaleźć w zachodnim świecie.

- Kierowcy też prawdopodobnie nie są przypadkowi. Białoruscy hakerzy ustalili, że przynajmniej jeden z nich, Dmitryj Karbalewicz, był oficerem białoruskiego KGB. Sugeruje to, że cała operacja jest powiązana z reżimem Łukaszenki. To zresztą nie dziwi, bo Monaster św. Elżbiety w Mińsku należy do Białoruskiej Cerkwi Prawosławnej Patriarchatu Moskiewskiego, a ta współpracuje z białoruskimi i rosyjskimi służbami specjalnymi. Poza tym zdecydowana większość organizacji prawosławnych w Białorusi jest kontrolowana przez bezpiekę i naszpikowana agentami - mówi Iwan Łysiuk.

Zakonnice robią zakupy Putinowi. "Proszę się nie obawiać"

Wróćmy do pytania: "Coście się tak uczepili tych zakonnic?". Tym bardziej że - jak opisuje Iwan Łysiuk - Monaster św. Elżbiety długo uchodził za przyjazne miejsce w Mińsku i to nawet wśród przeciwników Łukaszenki. Przyciągał np. białoruską młodzież, która angażowała się w działalność charytatywną klasztoru.

Jednak w 2020 roku stracił posłuch u młodych Białorusinów, bo otwarcie poparł Aleksandra Łukaszenkę, który właśnie sfałszował wybory prezydenckie i brutalnie stłumił masowe protesty. Monaster zaczął wtedy organizować procesje poparcia dla białoruskiego dyktatora, które z czasem przekształciły się w pochody ku chwale Kremla. Zakonnice noszą na nich rosyjskie flagi z literą "Z".

- Po wybuchu pełnoskalowej wojny w Ukrainie zakonnice włączyły się we wspieranie armii Putina i szerzenie ideologii "Z" wśród Białorusinów. Dziś nikt tam nie promuje jej bardziej wytrwale niż mniszki z Mińska. Stworzyły ruch "Orlęta", w ramach którego wpajają dzieciom miłość do Rosji i propagują "ruski mir". To agresywna ideologia, z którą Moskwa ruszyła na Kijów, i z którą chce dotrzeć wszędzie, gdzie ludzie mówią po rosyjsku. "Orlęta" w monasterze mają szkolenia propagandowe i wojskowe - opisuje Iwan Łysiuk.

Jak dodaje, klasztor ogłasza zbiórki pieniędzy m.in. na drony bojowe, samochody i środki medyczne dla rosyjskich żołnierzy, którzy atakują Ukrainę. Na potrzeby swojego dziennikarskiego śledztwa mój rozmówca zadzwonił do monasteru i podszył się pod białoruskiego budowlańca, który pracuje w Polsce. Zaoferował, że zarobione w ten sposób pieniądze przekaże zakonnicom na zakup dronów bojowych dla wojsk Rosji.

- Tak, kupujemy taki sprzęt. Grupa działa od dłuższego czasu, od jakiegoś roku pomagamy żołnierzom, więc proszę się nie obawiać - zapewniała kobieta, która przedstawiła się jako siostra Aleksandra. Łysiuk zakłada, że była to Aleksandra Lachowa. To ona ma zarządzać wolontariuszami, którzy w ramach klasztoru robią zakupy dla armii Putina.

Zakonnice Łukaszenki w gościnie na polskich parafiach. "Przyjaźnie z księżmi"

Bramami na Zachód dla sióstr mają być tutejsze parafie katolickie i protestanckie. Mówił o tym były wolontariusz Monasteru św. Elżbiety i przyznają to same mniszki na swojej stronie internetowej: "Nawiązaliśmy głębokie przyjaźnie z wieloma księżmi i biskupami (w Europie i Ameryce)". - To zabawne, bo główny duchowny monasteru ciągle nazywał ich heretykami - mówił rozmówca Iwana Łysiuka.

Dzięki tej cynicznej grze z kościołami na Zachodzie, pracownice klasztoru mają tutaj nie tylko darmowe noclegi, ale też łatwiejszy dostęp do jarmarków i zaufanie miejscowych klientów. Dlaczego jednak księża są tak gościnni dla zakonnic z Mińska?

- Pytałem o to parafie w Polsce, Irlandii i Kanadzie, do których jeżdżą mniszki, ale nie dostałem odpowiedzi. Podejrzewam, że księża i pastorzy nie są świadomi, komu pomagają. Białoruskie zakonnice wkupiły się w ich łaski, dzięki czemu stworzyły sieć kontaktów na Zachodzie, z których teraz korzystają - opisuje Iwan Łysiuk.

Jak dodaje, mniszki umieją zdobywać sobie przychylność duchownych i świeckich, prowadząc działalność charytatywną. Jako przykład, który to ilustruje, podaje wpis sprzed roku na stronie jednej z polskich fundacji im. Jana Pawła II. Czytamy w nim, że zakonnice z Mińska wsparły osoby z niepełnosprawnościami własnoręcznie przygotowanymi pierniczkami. Szef fundacji odebrał je na bożonarodzeniowym jarmarku w Katowicach. Wpis do dziś jest zilustrowany zdjęciem, na którym widać uśmiechniętego prezesa organizacji i kobietę w stroju zakonnym.

Sponsorki Putina zarabiają w Polsce. Łukaszenka: Robią, co trzeba

Kupując skarpety z misiami od białoruskich zakonnic, Polacy mogą więc nieświadomie finansować rosyjskich żołnierzy. - Te pieniądze mogą pójść np. na zakup drona albo kul, od których giną Ukraińcy. To aż dziw, że tym sponsorkom Putina pozwala się w Polsce zarabiać. Przecież Białoruś prowadzi przeciwko wam wojnę hybrydową na swojej granicy - zauważa Iwan Łysiuk.

Jak to się dzieje, że te zakonnice swobodnie przedostają się do Polski? Dlaczego dostają wizy, które uprawniają je do wjazdu na teren naszego kraju? Zapytałem o to Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego, ale zapewniła tylko, że "na bieżąco prowadzi rozpoznanie wobec osób i organizacji, które mogą stanowić potencjalne zagrożenie dla bezpieczeństwa RP", a szczegółów nie może ujawniać. Z tym samym pytaniem zwróciłem się też do Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Do czasu publikacji tego tekstu resort nie odpowiedział.

- Polskie służby powinny interesować się sprawą mniszek z Mińska i badać ich kontakty w Polsce. Bo one mogą nie poprzestawać na handlowaniu tutaj balsamami, ale być też częścią siatki szpiegowskiej. Nie mam na to dowodów, ale gdybym był oficerem KGB w Mińsku, to na pewno skorzystałbym się z tak wartościowego aktywu, jakim są te zakonnice - mówi białoruski dziennikarz.

Nie jest więc jasne, co dokładnie robią białoruskie siostry w Polsce. Wiadomo jednak, co mówił o nich sam Aleksander Łukaszenka. Z zadowoleniem przyznał: "Robią to, co trzeba".

Źródło: TOK FM