,
Obserwuj
Polska

"Szara rzeczywistość to ronienie do sedesu i spuszczanie szczątków". Poronienie dotyka co 10 kobiety

4 min. czytania
09.05.2023 06:31
Poronienie dotyka co dziesiątej kobiety, a w Polsce wciąż jest tematem tabu. Na oddziałach szpitalnych kobiety nie otrzymują odpowiedniego wsparcia, a także tak podstawowych rzeczy, jak np. podpaska czy podkład medyczny. O doświadczeniu poronienia oraz o tym, co zrobić, aby nie było ono jeszcze bardziej traumatyczne, mówiły w TOK FM psycholożka Joanna Frejus oraz edukatorka seksualna Kamila Raczyńska-Chomyn.
|
|
fot. Michał Łepecki / Agencja Wyborcza.pl

"Podczas przyjęcia trafiłam na lekarza wariata, który nie powiedział mi, jaka będzie procedura. Na moje pytanie, czy dostanę tabletki, czy będzie czekał mnie zabieg, powiedział: 'Wszystkie chciałybyście dostać tabletki. Pewnie po to, żeby je odsprzedawać koleżankom na aborcję'. W szpitalu nie było miejsca, dlatego długo czekałam na korytarzu, z założonym wenflonem. W końcu trafiłam na salę z ciężarnymi kobietami, które wytłumaczyły mi dopiero, jak wszystko będzie wyglądało. Bo miały już doświadczenie leżenia w jednej sali z dziewczynami po poronieniu".

Ta historia to jedna z odpowiedzi udzielonych w ankiecie dotyczącej doświadczenia poronienia przeprowadzonej w ramach projektu "Poroniłam". W TOK FM o doświadczeniach oraz prawach kobiet, których dotyka utrata ciąży, mówiły autorki tego projektu oraz twórczynie kampanii społecznej "Siostry Ronie" - Joanna Frejus i Kamila Raczyńska-Chomyn.

- To są naprawdę trudne historie. Szara rzeczywistość, to co się dzieje najczęściej na oddziałach szpitalnych, na których ronią osoby w Polsce, to po prostu ronienie do sedesu i spuszczanie szczątków w sedesie. To najczęstsza historia, którą słyszymy - mówiła psycholożka, psychoterapeutka poznawczo-behawioralna Joanna Frejus.

Jak podkreśliła, do takich sytuacji dochodzi dlatego, że "nie przekazuje się osobie roniącej informacji, w którym momencie może się wydarzyć to, że zarodek czy płód opuści ciało". - Co ma zrobić, żeby te szczątki ewentualnie zachować czy do badań histopatologicznych, genetycznych czy po prostu w celu pożegnania się. Ten temat jest pomijany w związku z czym, to, co najczęściej dzieje się ze szczątkami dzieci nienarodzonych, o które tak przecież system stara się dbać, to po prostu spuszczenie w toalecie - powiedziała rozmówczyni Małgorzaty Wołczyńskiej.

Co czeka osobę roniącą? Ekspertki radzą m.in., co zabrać ze sobą do szpitala

Ekspertki przekazały więc, co należy wiedzieć, aby proces poronienia nie był dla kobiet jeszcze bardziej traumatyczny. Psycholożka zaczęła od informacji, których niestety często nie przekazują lekarze czy personel medyczny. - Będzie ból, będą skurcze, można się jednak w tym bólu wspierać, wykonywać ćwiczenia rozluźniające, poruszać się, przyjmować leki przeciwbólowe. Nie rozkurczowe, ale przeciwbólowe tak - wyjaśniła Frejus. Edukatorka seksualna, doula i autorka projektu "Dobre ciało" Kamila Raczyńska-Chomyn podkreśliła, że warto nagłaśniać i informować, że "zarówno rodzić, jak i ronić można w domu".

Jeśli jednak poronienie odbywa się w szpitalu, a może występować też taka konieczność, trzeba się przygotować na możliwe trudne warunki.

Jak wynika z ostatniego raportu Najwyżej Izby Kontroli, kobiety, które poroniły, urodziły martwe dziecko lub których dziecko zmarło tuż po porodzie, często nie miały zapewnionej prawidłowej i wystarczającej opieki szpitalnej.

Doświadczenia kobiet z którymi spotkały się gościnie TOK FM potwierdzają tę bolesną diagnozę. Jak mówiły, w szpitalach kobiety często nie dostają podstawowych rzeczy. Np. sterylnego opakowania, którym można się posłużyć, żeby zabezpieczyć szczątki. - Równie dobrze można dostać słoik, bo nie ma żadnych procedur. Znamy historie o słoikach po ogórkach wręczanych osobom roniącym - mówiły. Zalecały więc kupić takie opakowanie wcześniej w aptece.

Jak podkreśliła Kamila Raczyńska-Chomyn, "to klasyk, że na oddziałach położniczo-ginekologicznych nie ma podpasek". - Nie ma się nawet co spodziewać, że będą. Jedziemy ze swoimi podkładami, swoimi podpaskami, ze swoim opakowaniem kupionym wcześniej w aptece. Spakuj sobie wszystko - radziła edukatorka.

- Myślę sobie, że to ważne, żeby też wziąć kilka zestawów bielizny nocnej czy ubrań, bo mamy prawo się ubrudzić krwią, wydzielinami z naszego ciała. To jest totalnie naturalne. Żebyśmy się czuły bardziej komfortowo zapakujmy więcej tych ubrań, żebyśmy miały się w co przebrać - dodała Frejus.

Zamiast tamponu pielucha lub skarpeta. 'W szpitalu nie dostałam podpasek nawet przy poronieniu'

"Trzeba by zanieść na oddział jakieś 30 kg empatii"

Psycholożka wskazała, że cały czas ma w głowie opowieści pacjentek, że żeby skorzystać z toalety musiały ją sobie najpierw umyć. - Albo jak trafiały z takim silnym krwawieniem do toalety i zdarzało im się tę toaletę po prostu zabrudzić krwią, to słyszały od położnej, że nawet świnia się tak nie zachowuje i musiały tę toaletę czyścić - relacjonowała. - My mówimy o osobach, które są w tak trudnej sytuacji i dostają takie komunikaty - podkreśliła. - Położna dodała jeszcze później, że jej to pomoże na rozkręcenie akcji skurczowej, bo będzie miała trochę ruchu. To jest cytat z naszej ankiety. I pacjentka musiała sama czyścić sedes - dopowiedziała Raczyńska-Chomyn.

- I to jest coś, czego nie możemy zapakować do torby, bo to by trzeba jakieś 30 kg empatii zanieść na ten oddział i obdzielić po wielu osobach. Myślę, że to ważne, żeby kobiety wiedziały, że być może nie będziemy mogły liczyć na personel medyczny. Choć oczywiście nie musi tak być - mówiła psycholożka Joanna Frejus.

W szpitalach brakuje też pomocy psychologicznej. - Pacjentka potrafi się obudzić po znieczuleniu ogólnym i być trzymana za rękę przez obcego mężczyznę, który się np. okazuje być księdzem - opowiadała. - Czyli prędzej dostaniesz pomoc księdza niż psychologa - podsumowała Raczyńska-Chomyn.

Posłuchaj całej rozmowy Małgorzaty Wołczyńskiej z Joanną Frejus i Kamilą Raczyńską-Chomyn: