,
Obserwuj
Polska

Handlarz bronią od respiratorów nadal poszukiwany, choć nie żyje. "Chcemy uniknąć kompromitacji"

oprac. AS tokfm.pl
2 min. czytania
27.04.2023 09:39
Jak informuje "Gazeta Wyborcza", prokuratura wciąż poszukuje listem gończym Andrzeja Izdebskiego, od którego resort zdrowia kupił feralne respiratory podczas pandemii COVID-19. Przypomnijmy, że w lipcu 2022 roku okazało się, że handlarz bronią, który sprzedał resortowi zdrowia respiratory, nie żyje. - Chcemy uniknąć potencjalnej kompromitacji i mieć pewność, że skremowano naszego poszukiwanego - mówi w rozmowie z "GW" rzecznik prokuratury.
|
|
fot. Jakub Orzechowski / Agencja Wyborcza.pl

Afera respiratorowa wybuchła w początkowej fazie pandemii koronawirusa. Firma Andrzeja Izdebskiego, która od lat 90. handlowała bronią, zobowiązała się do dostarczenia Ministerstwu Zdrowia 1241 aparatów za sumę 44,5 mln euro. Z umowy zawartej przez resort zdrowia, którym kierowali min. Łukasz Szumowski i wiceminister Rafał Cieszyński (obaj od dawna w MZ nie pracują) wynika, że zlecenie miało być zrealizowane do 30 czerwca 2020 r. Zamówionej liczby respiratorów nikt nigdy nie zobaczył. Firma E&K dostarczyła tylko 200 urządzeń, z których niewiele nadawało się do użytku i winna jest państwu (wraz z karami) ok. 40 mln złotych.

W lipcu 2022 roku poinformowano, że Andrzej Izdebski miał umrzeć w Albanii, a jego ciało zostało skremowane.

"Teraz okazuje się, że choć upłynęło już ponad dziewięć miesięcy, ‘działania służące urzędowemu stwierdzeniu’ śmierci Izdebskiego trwają" - informuje "Gazeta Wyborcza".

Handlarz respiratorami nie żyje? 'Niepotwierdzone informacje' mają prokuratorzy i policja

"Śledztwo wciąż nie jest umorzone. List gończy wystawiony za szefem E&K nie został anulowany, a postanowienie o postawieniu mu zarzutów pozostaje nadal w mocy" - czytamy.

- Chcemy mieć 100-procentową pewność, że skremowano naszego poszukiwanego. Trwają wciąż czynności zmierzające do potwierdzenia, że to był on, więc nie ma decyzji o umorzeniu kończącej to postępowanie – wyjaśnia rzecznik lubelskiej prokuratury, prokurator Andrzej Jeżyński, przypominając, że śledczy zwykle uczestniczą - w podobnych sytuacjach - w sekcjach zwłok. - Dlatego teraz chcemy uniknąć potencjalnej kompromitacji, do której mogłoby dojść, gdyby okazało się, że osoba skremowana to jednak nie był nasz poszukiwany. Nasze stanowisko jest więc logiczne, zwłaszcza że sprawa budzi określone emocje - wyjaśnia.

"GW" przypomina, że ciała Andrzeja Izdebskiego nikt nie widział. W identyfikacji zwłok w Albanii nie uczestniczył nikt z bliskich. "Ministerstwo Spraw Zagranicznych poinformowało nas, że nie było przy tym także nikogo ze służb konsularnych. 1 lipca konsul tylko wydał zaświadczenie niezbędne do przewiezienia zwłok do Polski" - przypomina dziennik.

Joński i Szczerba pytają o śmierć ‘handlarza respiratorami’. ‘Zmowa milczenia, o której trzeba mówić wprost’

Posłuchaj: