,
Obserwuj
Polska

Tajemnicza śmierć Magdaleny Żuk w Egipcie. "Ja już stąd nie wrócę"

oprac. Katarzyna Rogowska tokfm.pl
8 min. czytania
30.06.2023 20:03
Tak jak dziś polskie media żyją sprawą morderstwa 27-letniej Anastazji Rubińskiej na greckiej wyspie Kos, tak sześć lat temu, w 2017 roku, głośno było o śmierci innej młodej Polki. Oficjalna wersja głosi, że Magdalena Żuk popełniła samobójstwo, wyskakując z okna. Nie wierzą w to bliscy 27-latki oraz detektywi.
|
|
fot. arch. prywatne

Od kilku tygodni polskie i greckie media żyją sprawą Anastazji Rubińskiej z Wrocławia. 27-latka 12 czerwca zaginęła na wyspie Kos , gdzie pracowała w jednym z hoteli. Sześć dni później greckie media poinformowały o odnalezieniu ciała Polki.

Zwłoki zostały znalezione około kilometra od domu 32-latka z Bangladeszu Salahuddina S. i 500 metrów od miejsca, w którym znaleziono telefon komórkowy Polki. Przeprowadzona 19 czerwca na wyspie Rodos autopsja potwierdziła śmierć przez uduszenie. - To była trudna sekcja zwłok - przekazał lekarz. W toku prowadzonego postępowania prokuratura zdecydowała się oskarżyć Salahuddina S o zabójstwo Anastazji Rubińskiej.

Śmierć 27-letniej Anastazji. Współlokator podejrzanego zmienia zeznania. Dramat dziewczyny miał trwać 92 minuty

Sześć lat temu media relacjonowały sprawę śmierci innej Polki - Magdaleny Żuk, która też miała 27 lat, kiedy zmarła. Choć oficjalna wersja głosi, że w Egipcie Magdalena popełniła samobójstwo, nie wierzą w to rodzina i bliscy kobiety oraz pracujący nad sprawą detektywi.

Nieudana niespodzianka?

Magdalena Żuk urodziła się 19 września 1990 roku. Z rodzinnej Bogatyni przeprowadza się do Wrocławia, gdzie mieszkała ze swoim chłopakiem Markusem, którego chciała poślubić. 27-latka pracowała jako kosmetyczka, była świeżo po obronie licencjatu z dietetyki. W wolnym czasie lubiła biegać, pływać, ćwiczyć pole dancing. I podróżować.

Na początku 2017 roku, za pieniądze pożyczone od rodziców, wykupiła wycieczkę do Egiptu. Miał to być urodzinowy prezent dla jej chłopaka. Samolot do portu Marsa Alam w Egipcie miał zaplanowany wylot z Katowic na godz. 20:20, 25 kwietnia. Wycieczka to niespodzianka, dlatego Magdalena poinformowała Markusa o podróży dopiero około godz. 12., czyli osiem godzin przed wylotem. Okazało się, że paszport Markusa straci ważność za mniej niż sześć miesięcy, więc mężczyzna nie może lecieć.

Taka jest oficjalna wersja. Według agencji detektywistycznej Lampart Group, Magdalena o tym, że paszport jej chłopaka miał niebawem stracić ważność, wiedziała dużo wcześniej . Mają świadczyć o tym wiadomości, jakie wymieniła z przyjacielem Markusa - Mariuszem R.

O godz. 16. Markus spróbował sprzedać biletu po niższej cenie. Ogłoszenie zamieścił na facebookowych grupach, wykorzystując swoje drugie konto, na którym ma tylko jednego znajomego. Nie znajduje się nikt chętny, więc Magdalena decyduje się lecieć do Egiptu sama. Nie jest to jej pierwsza samotna podróż. Marcus wraz z kolegą - Maciejem S., odwiózł swoją dziewczynę na lotnisko.

Jak podają detektywi z biura Lampart, już w Katowicach Magdalena wyglądała na wzburzoną, a nawet płakała. Tych informacji - jak podkreśla biuro - nie potwierdziła później policja.

Tajemniczy rejs Magdaleny Żuk

Późnym wieczorem Magdalena dotarła na miejsce. Marsa Alam to jeden ze słynnych egipskich kurortów, położony w południowo-wschodniej części kraju, nad Morzem Czerwonym. Dla turystów jest tam wszystko, czego można oczekiwać, planując wakacje w tzw. ciepłych krajach. Zobaczyć tam można m.in. Wielką Rafę Koralową, pełen dzikich zwierząt Park Narodowy Wadi El Gemal, kanion Wadi Hammamat.

Problemy Magdaleny Żuk zaczynają się już pierwszej nocy, w zasadzie chwilę po tym, jak kobieta zameldowała się w hotelu. Zadzwoniła do Markusa, informując, że właśnie ktoś stoi przed drzwiami do jej pokoju. Obsługa hotelu zareagowała, ale nie stwierdzono obecności żadnego intruza.

Następnego dnia - we środę 26 kwietnia rodzice Magdaleny otrzymali informację o złym stanie córki. Według przytoczonych przez wrocławską "Gazetę Wyborczą" relacji świadków Magdalena miała biegać po hotelu, śpiewać, modlić się i zaczepiać innych turystów, a także zabierać im telefony, których potem nie chciała oddać. Państwo Żuk dzwonią do egipskiej ambasady, ale tam zapewniono ich, że wszystko jest w porządku.

W czwartek 27-latka wybrała się na plażę, a stamtąd weszła na niewielki statek. Mają o tym świadczyć dane dotyczące logowania jej telefonu komórkowego. Egipska prokuratura później temu zaprzeczy i przytoczy zeznania świadków, według których Magdalena w czwartek nie opuszczała hotelu. Biuro detektywistyczne Lampart utrzymuje, że Magdalena na pokładzie statku została odurzona narkotykami, w działaniu podobnymi do amfetaminy. Ze śledztwa firmy wynika ponadto, że na ubraniach, które podczas rzekomego rejsu miała na sobie Magdalena, znaleziono ślady biologiczne kilku mężczyzn.

Stan kobiety gwałtownie się pogarsza, a jej telefon został wyłączony. Markus zdecydował się na kupno dla Magdy biletu powrotnego na sobotę 29 kwietnia. Później w jednym z wywiadów będzie wzbraniał się z opowiedzeniem o tym, co wydarzyło się tego dnia. Z uwagi na dobro śledztwa.

'Moje dziecko leży takie biedne, a mnie tam nie ma'

W piątek mieszkańcy hotelu w Marsa Alam znaleźli Magdalenę skuloną w progu swojego pokoju, ubraną w biały szlafrok. Wideo trafiło do młodszej siostry kobiety, a ta pokazała je matce. - Nie wiedziałam, co się dzieje. Dla mnie to było jakieś nienormalne. Moje dziecko leży zwinięte, skulone jak zwierzątko, takie biedne, a mnie tam nie ma - wspominała później Elżbieta Żuk.

Mahmoud K. - rezydent biura podróży, z którego skorzystała Magdalena, przywiózł kobietę do szpitala w Hurghadzie, oddalonej od hotelu o ponad trzy godziny drogi samochodem. Na miejsce dotarli przed godz. 15. Według postawionej przez lekarza diagnozy zachowanie Magdaleny to wynik choroby psychicznej. Ale on ani żaden z pracujących w placówce lekarzy nie jest psychiatrą. Magdalena i rezydent zostają więc odprawieni z kwitkiem.

Kamery monitoringu zarejestrowały, jak Polka wychodzi przed szpital i rozmawia z kimś przez telefon. Widać, że była zaniepokojona, momentami wydawała się mieć problemy z utrzymaniem równowagi. Obok niej widać czterech mężczyzn. Zdaniem biura detektywistycznego pilnowali jej, jeden z nich poruszał się w taki sposób, jakby chciał zapobiec ewentualnej ucieczce kobiety.

Nadchodzi sobota, czyli dzień, w którym Magdalena ma powrócić do Polski. O 6 rano personel hotelu w Marsa Alam znajduje kobietę na dachu budynku, skąd usiłowała skoczyć. Taka informacja znajdzie się później w raporcie sporządzonym przez biuro podróży. W końcu o godz. 14 Magdalena wymeldowała się, a Mahmoud K. (któremu mieli towarzyszyć inni mężczyźni), zawiózł ją na lotnisko. 27-latka nie została jednak wpuszczona na pokład ze względu na swoje agresywne zachowanie, które obserwował obecny na lotnisku psychiatra. O tym, że kobieta nie wsiądzie do samolotu, ostatecznie miał zadecydować pilot maszyny.

Biuro detektywistyczne Lampart wątpi w taką wersję wydarzeń. Powołuje się na anonimowego rozmówcę, który twierdzi, że przeprowadzanie badania lekarskiego na terenie lotniska to procedura niespotykana. Zwraca też uwagę na udział pilota w całym zdarzeniu: 'Czy ktoś z Państwa miał kiedykolwiek styczność z pilotem waszego samolotu, jeszcze zanim wsiądzie się na pokład?'.

Kto zatem nie pozwolił wsiąść Magdalenie na pokład samolotu? Biuro podejrzewa mężczyzn, którzy zawieźli ją na lotnisko. To oni mieli próbować wmówić Magdalenie, że winę za całą sytuację ponosi personel. Kobieta nie dała się przekonać. To wtedy miała miejsce, słynna już, rozmowa wideo z Markusem.

Kapitan Khaled

Chłopak zapewnił płaczącą Magdalenę, że jego kolega "już po nią leci" i poprosił o opowiedzenie, co się wydarzyło, bo nagranie rozmowy będzie wykorzystane jako dowód, który będzie przedstawiony zarówno ambasadzie, jak i prokuraturze. Ale 27-latka powiedziała jedynie, że "nie może powiedzieć" i "to nic nie da". Wspomniała o "różnych sztuczkach", które stosują wobec niej zajmujący się nią mężczyźni. Stwierdziła też: "Ja już stąd nie wrócę". Przyciśnięta przez Markusa do ściany, powiedziała tylko: "M.", ale nie wyjaśnia, co dokładnie ma na myśli.

Pod koniec nagrania na ekranie pojawił się Mahmoud K., mówiący po polsku rezydent oznajmia Markusowi, że dalsza rozmowa z Magdą to "strata czasu" i poinformował, że podejmie kolejną próbę skontaktowania się z polską ambasadą.

Na wideo, które opublikował między innymi portal Bogatynia24.TV widać, że to nie Magdalena trzymała telefon, najprawdopodobniej robi to Mahmoud K. Widać też, że rozmawiającego z kobietą Markusa filmował cały czas jego kolega. Nagranie ma prawie 14-minut, ale według biura detektywistycznego nie przedstawia ono całości rozmowy. Świadczyć ma o tym nazwa pliku, który kolega wysyła Markusowi. W nazwie widnieje słowo "trim", co oznacza, że wideo zostało wcześniej przycięte.

Istnieje teza, że wideo stało się ogólnodostępne przez przypadek. Pierwotnie, oprócz przedstawicieli ambasady i prokuratury miała je obejrzeć szefowa 27-latki (która, co zaskakujące, również nazywa się Magdalena Żuk), co miało jej pomóc w zorganizowaniu transportu medycznego. Kobieta później wszystkiemu zaprzeczyła. Ale skoro nagranie trafiło do sieci, to internauci i media zaczęli prześcigać się w interpretowaniu niewyraźnych fragmentów rozmowy.

Na przykład, kiedy Polka wypowiada literę "M.", Mahmoud K. natychmiast zareagował. Według relacji jednego z internautów, mężczyzna miał wtedy po polsku powiedzieć: "Magda, myślałem, że tylko o szpitalu możesz mówić, tak?". Rozszyfrowywane są też wypowiedzi w języku arabskim. "Ok, dobrze, czy mogę mieć zaszczyt i cię poznać? - słychać kogoś, kto miał zwracać się do tajemniczego kapitana Khaleda i zapewniał rozmówcę, że nie spuszcza kobiety z oka.

Kim jest kapitan Khaled? Według internetowego komentarza Polaka, który kiedyś pracował w Egipcie jako instruktor nurkowania, jego pełne imię i nazwisko brzmi Khaled El Ahmar. "To kontroler finansowy, nadzorca kurortów: Marsa'Alam, Al Bahr i El FayrouzPlaza. Osoby, które miały z nim styczność twierdzą, że jest osobą nr 1 w Hurghadzie, opłaca urzędy, policję, szpitale i hotele" - czytamy w wypowiedzi cytowanej przez Wirtualną Polskę.

Dwie opowieści

Jeszcze tego samego dnia, kiedy Magdalenie Żuk nie udało się odlecieć do Polski, kobieta ponownie znalazła się w szpitalu. Tym razem w Port Ghalib. Kamery monitoringu tuż przed godziną 19 zarejestrowały, jak Polka jest tam wwożona na wózku inwalidzkim. O godz. 23.45 Magdalena próbowała uciec z sali, jednak zatrzymali ją mężczyzn. Niespełna pół godziny później doszło do szarpaniny i kobieta została przywiązana do łóżka.

W środku nocy Magdalena Żuk została znaleziona na betonowych schodach przed szpitalem. Dwie godziny później, ok. 5 rano Polka z obrażeniami głowy, nóg, rąk i klatki piersiowej trafiła do karetki, która ruszyła do szpitala w Hurghadzie. Pogrążoną w śpiączce kobietę wieziono przez kilka godzin z zapadniętym płucem i drenażem.

W niedzielę 30 kwietnia do Egiptu przylatuje kolega siostry Magdaleny. Jak informuję rodzinę Żuków, stan kobiety jest fatalny, podobnie jak warunki panujące w szpitalu. Przed godz. 18. przekazuje informację o śmierci kobiety.

Oficjalna wersja głosi, że Magdalena Żuk popełniła samobójstwo, wyskakując z okna. Nie wierzą w to detektywi z biura Lampart. Zwracają uwagę na to, że łóżko Polki znajdowało się na pierwszym piętrze, więc ryzyko odniesienia tak poważnych obrażeń wskutek upadku jest znikome. Ponadto roztrzaskana cała lewa strona ciała wskazuje na to, że kobieta nie wyskoczyła sama, a ktoś wyrzucił ją przez okno w momencie, gdy była nieprzytomna.

Sekcja zwłok Magdaleny Żuk dokonano dwa razy. Tuż po śmierci w Egipcie, gdzie obecny był polski prokurator i biegły medycyny sądowej oraz w Polsce, gdzie ciało kobiety zostało przywiezione w połowie maja. Drugie badanie było jednak mocno utrudnione, w Egipcie zwłoki zabalsamowane i pozbawione płynów.

23 maja odbył się pogrzeb Magdaleny, na który przyszły tłumy .

Po sześciu latach po tragicznej śmierci Magdaleny Żuk istnieją dwie opowieści o wydarzeniach z Egiptu. Jedna dotyczy zmagającej się z problemami psychicznymi kobiety, która zdecydowała się odebrać sobie życie. Druga - zupełnie zdrowej i pełnej życia samotnej turystki, która trafiła w ręce zorganizowanej siatki przestępców, którzy doprowadzili do jej seksualnego wykorzystania i faszerowali narkotykami, przy czym pozostają bezkarni dzięki działaniom skorumpowanych służb.

Nowe ustalenia

Wyjaśnianiem sprawy śmierci zajmuje się Prokuratura Okręgowa w Jeleniej Górze. Najnowsze doniesienia dotyczące śledztwa pochodzą z grudnia 2022 roku. Informowano wówczas o nowych ustaleniach egipskich śledczych , według których Magdalena Żuk przed śmiercią znajdowała się pod wpływem substancji odurzających. W odpowiedzi polska strona zwróciła się z prośbą o uzupełnienie dokumentacji.

Do dziś w związku ze śmiercią Magdaleny Żuk nikomu nie postawiono zarzutów.