,
Obserwuj
Polska

"Chłopcy z klasy rzucają we mnie zeszytem". Dzieci z Ukrainy w polskich szkołach. Hejt i wykluczenie. Co robić?

3 min. czytania
23.11.2023 10:05
Jak słyszymy od psychologów, o ile na lekcjach w polskich szkołach dzieci z Ukrainy radzą sobie coraz lepiej, o tyle na przerwach czy na boisku - już po lekcjach - wciąż jest problem. Dzieci uchodźcze są często izolowane i samotne - wolą trzymać się z boku, by nie stać się przedmiotem drwin.
|
|
fot. Anna Lewańska / Agencja Wyborcza.pl

- Dzieciom z Ukrainy w polskiej szkole nie jest łatwo. Niejednokrotnie nie dogadują się z rówieśnikami. Bywa, że są wyzywane od banderowców czy banderówek. Czasami słyszą, że mają wracać na Ukrainę i tam walczyć - mówiła w TOK FM Liliana Łozińska z Polskiego Forum Migracyjnego. Pojawiają się konflikty rówieśnicze m.in. na tle narodowościowym.

- Moi koledzy z klasy, chłopcy, rzucają we mnie na przerwach różnymi przedmiotami, np. długopisem czy zeszytem. Dokuczają mi, mówią wulgarne słowa - opowiada nam Aleksandr, 11-latek, który przyjechał do Polski razem z mamą. Jak mówi, były próby rozmowy z chłopcami, ale nie przyniosły skutku.

Nauczyciele w kłopocie

Nauczyciele niejednokrotnie załamują ręce. Nikt ich nie przygotował do pracy z młodzieżą w wielokulturowej klasie. W obliczu wojny w Ukrainie sami też zostali rzuceni na głęboką wodę. Amnesty International Polska już kilka miesięcy temu wskazywało, że w wielu placówkach nie ma asystentek międzykulturowych, a nauczyciele i nauczycielki szukają na własną rękę rozwiązań sytuacji, w której się znaleźli. "Wielu z nich wskazuje, że czuje się pozostawionymi samym sobie z tym wyzwaniem" - napisano w raporcie.

Jedną z pomocy dla nauczycieli do pracy w wielokulturowej klasie przygotowała Dominika Cieślikowska, psycholożka i trenerka antydyskryminacyjna. To trzy specjalne 'przyborniki' dla nauczycieli.

"Przyborniki" są trochę jak poradniki. Psycholożka proponuje nauczycielom różne metody do pracy z dziećmi. Jedna z metod nazywa się "koło przyjaciół" - można z niej korzystać, gdy do klasy trafia dziecko z doświadczeniem migracji, które nie odnajduje się w nowym otoczeniu, jest odizolowane, nie rozmawia z nikim.

Chodzi o to, by z grupą 6-7 chętnych osób z klasy danego dziecka stworzyć właśnie "koło przyjaciół". Wesprzeć danego ucznia, pomóc mu się otworzyć. - Taka sieć rówieśnicza pomaga odrzuconemu dziecku i poprawia jego umiejętności społeczne - podkreśla psycholożka.

Metoda ta - jak wyjaśnia Cieślikowska - wywodzi się ze Stanów Zjednoczonych. - Powstała ponad 30 lat temu. Została wypracowana do pracy z dziećmi z niepełnosprawnościami, które miały funkcjonować w klasach masowych i które miały problem ze współpracą z grupą - mówi psycholożka. I dodaje, że dzięki temu rozwiązaniu dzieci, które czują się "inne" czy gorsze, mogą być wprowadzane - przy wsparciu nauczyciela - do życia klasy, by zacząć nawiązywać relację z innymi uczniami.

'Wyrwa'. Reporterska opowieść o szkole czasu wojny. I dzieciach, które muszą się w niej odnaleźć

Cieślikowska tłumaczy, że metodę postanowiła opisać, bo słyszy o niej na wielu międzynarodowych konferencjach i spotkaniach, a w Polsce nie znalazła niczego podobnego. - Za granicą to metoda bardzo często używana i sprawdzona. Jest jednym z pierwszych sposobów interwencji, kiedy w klasie pojawia się wyzwanie z tworzeniem klasowych relacji, kiedy ktoś "odstaje" - informuje nasza rozmówczyni.

Podkreśla, że dziś - gdy uczniowie z Ukrainy są w polskiej szkole już dość długo - na lekcjach zaczynają sobie dobrze radzić, bo ich poziom znajomości języka polskiego zdecydowanie się poprawił. Ale z relacjami z rówieśnikami czy z tym, co mają robić na przerwach, wciąż jest trudno. - Nauczyciele widzą brak integracji. Dzieci z zagranicy niechętnie wchodzą w pracę grupową, czasami wolą się izolować, trzymają się ze sobą - podkreśla gościni TOK FM.

Jak mówi, metoda "koła przyjaciół" nie sprawdzi się, gdy konflikt jest już nabrzmiały, dochodzi do bullyingu, wykluczenia, jawnej dyskryminacji czy wprost - do przemocy. Wtedy pomocną może się okazać inna z metod - zwana metodą "wspólnej sprawy". - Ona może być stosowana, gdy pojawiają się celowe, powtarzające się, krzywdzące zachowania wobec dziecka z doświadczeniem migracji - wyjaśnia ekspertka.

Obie metody są opisane w "przybornikach", które z kolei zostały zamieszczone on-line - są dostępne dla każdego.

O dzieciach i nastolatkach z Ukrainy, które znalazły się w Polsce w związku z wojną, opowiadaliśmy w naszej radiowej opowieści "Wyrwa". Do Polski trafiło około 360-400 tysięcy dzieci. Mniej więcej połowa z nich uczy się w polskich szkołach, ale drugie tyle uczy się wyłącznie w szkole ukraińskiej albo nie uczy się nigdzie. Nikt nie jest w stanie tego sprawdzić, bo uczniowie ci - mimo, że mieszkają w Polsce - nie podlegają obowiązkowi szkolnemu.