advert 0:
advert:
device 1:all
device 2:all
advert final:
,
Obserwuj
Polska

Awantura o religię w szkole. "Albo ktoś jest perfidny, albo nie przemyślał"

4 min. czytania
29.09.2024 07:05
Specjalista prawa wyznaniowego nie zostawia suchej nitki na rozporządzeniu ministerstwa edukacji dotyczącym organizacji lekcji religii w szkołach. - Nie podoba mi się ze względów proceduralnych, słabą legislację, a także ze względu na jego treść i wymowę - mówił w TOK FM prof. Paweł Borecki.
|
|
fot. Adam Stępień / Agencja Wyborcza.pl

Pod koniec sierpnia Trybunał Konstytucyjny przychylił się do wniosku I prezes SN Małgorzaty Manowskiej i wydał postanowienie zabezpieczające, zawieszając stosowanie rozporządzenia MEN w sprawie warunków organizowania lekcji religii. W najbliższym czasie TK ma wydać orzeczenie w tej sprawie.

I prezes Sądu Najwyższego Małgorzata Manowska zarzuciła rozporządzeniu m.in. naruszenie zasady "konsensualnego sposobu regulowania relacji między państwem a Kościołami" oraz uniemożliwienie "nauczania religii w sposób określony programem nauczania tego przedmiotu" w związku ze stworzeniem podstaw do organizowania nauki religii w grupach międzyoddziałowych lub międzyklasowych. Podobne zarzuty stawiają przedstawiciele Kościoła, mówiąc, że rozporządzenie nie było z nimi uzgadniane.

W Ukrainie była wrogiem alkoholu, tutaj go polubiła. 'Ostrożnie, by Polska nie odrzuciła'

Ministra edukacji Barbara Nowacka nie uznaje zabezpieczenia, jakie wydał Trybunał Konstytucyjny. - Są sprawy, w których wydaje się, że Episkopat rości sobie prawo do weta, a nie może on wetować rozporządzeń rządu - powiedziała.

Nowacka utrzymuje, że konkordat owszem zobowiązuje państwo polskie do organizowania lekcji religii, natomiast to, w jaki sposób te lekcje są organizowane, zależy od decyzji ministra edukacji. Dopytywana, jak odczytuje decyzję dot. zaskarżenia do TK rozporządzenia MEN, odparła: "czytam to jako awanturę, którą chcą wywołać".

Strażacy musieli wycinać jego kolano z karoserii. Teraz zadziwia świat. 'Kim jest ten gość?'

Nie tylko Kościół protestuje. Prawnikowi też nie podoba się rozporządzenie Nowackiej ws. lekcji religii

Jednak rozporządzenie Nowackiej nie podoba się także specjaliście prawa wyznaniowego prof. dr. hab. Pawłowi Boreckiemu z Wydziału Prawa i Administracji UW. - Nie podoba mi się ze względów proceduralnych (sposób jego wydania), słabą legislację, czyli technikę prawotwórczą zastosowaną przez MEN, a także ze względu na jego treść i wymowę - wskazał w audycji "OFF Czarek" w TOK FM.

To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj z oferty "taniej na zawsze". Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>

Rozmówca Cezarego Łasiczki przypomniał, że zgodnie z art. 12 ust. 2 ustawy o systemie oświaty zmiana rozporządzenia w sprawie warunków i sposobu organizacji nauki religii w publicznych przedszkolach i szkołach "powinna nastąpić w porozumieniu z Kościołem katolickim, Kościołem prawosławnym oraz innymi oficjalnie działającymi Kościołami i związkami wyznaniowymi".

Jak tłumaczył, oznacza to, że nie można wydać takiego rozporządzenia bez zgody Kościoła. - Wszyscy kolejni ministrowie edukacji - od wiernego syna Kościoła katolickiego Andrzeja Stelmachowskiego przez postkomunistę Jerzego Wiatra, Krystynę Łybacką, Annę Zalewską i Przemysława Czarnka respektowali zasadę - jeżeli jest sprzeciw zainteresowanych Kościołów, to się nie zmienia tego rozporządzenia - zaznaczył prof. Borecki.

Nauczyciele religii są 'popychadłami' Kościoła? 'Bez żalu poddałam przyczółek wiary'

Prawnik nie gryzie się w język ws. lekcji religii. "Albo ktoś jest perfidny, albo nie przemyślał tego"

Czy w związku z tym wpływ Kościoła na prawo nie jest za duży? Zdaniem prawnika nie, bo chodzi tu o przepisy, które go bezpośrednio dotyczą. Choć przyznał przy tym, że polskie społeczeństwo się laicyzuje. - Ale nadal znaczna część Polaków należy do Kościołów, związków wyznaniowych i co tydzień chodzą na nabożeństwa. A Kościoły chcą rozmawiać. Tylko ta rozmowa musi być realna - zastrzegł.

Prof. Borecki wskazał, że dochodzą do niego sygnały, że tak nie jest. - Zresztą pani minister dała temu wyraz w pewnej komercyjnej stacji telewizyjnej. Bo zwraca się do przedstawicieli Episkopatu "panowie", "panowie biskupi". A jakby się biskupi do pani ministry zwrócili: "Słuchaj, kobieto" to jak ona by się czuła? Przecież takie podejście nie świadczy o chęci wypracowania jakiegoś wspólnego stanowiska. Chyba że chce się wyprowadzić drugą stronę z równowagi, żeby zerwała rozmowy, a potem ją oskarżyć - ocenił prof. Borecki.

Zdaniem gościa TOK FM "Kościoły nie złożyły postulatów zaporowych". - Godziły się na łączenie grup. A postulat, żeby grupy liczyły do 20 osób jest racjonalny, ponieważ nawet nauczyciele przedmiotów świeckich zwracają uwagę, że w grupach liczących 28 osób nie da się w sposób efektywny nauczać - relacjonował.

Profesorowi Boreckiemu nie podoba się też to, że Nowacka wprowadza dodatkowe kryteria nieprzewidziane ani przez ustawę, ani przez Konkordat, a dotyczące organizacji lekcji religii. - Mianowicie uczniowie, którzy chcą wziąć udział w lekcjach religii, mają się zgłosić. A rozporządzenie nie określa do kogo. To oznacza, że tym organem jest dyrektor placówki. Jak pan sobie wyobraża, że 6-latek pójdzie do dyrekcji zgłosić, że chce chodzić na religię? Przecież albo ktoś jest perfidny, albo nie przemyślał tego - skwitował specjalista prawa wyznaniowego.