,
Obserwuj
Polska

Prezeska Wód Polskich z dramatycznym wyznaniem. "Nikt po prostu tego nie kupił"

tokfm.pl/PAP
2 min. czytania
26.09.2024 11:56
Władze Stronia Śląskiego były ostrzegane o możliwości przerwania zapory 11 godzin przed jej pęknięciem - oświadczyła szefowa Wód Polskich. Joanna Kopczyńska przyznała również, że przedsiębiorstwo nie ma alternatywnej łączności np. satelitarnej czy radiowej. - Nikt po prostu jej nie kupił - stwierdziła.
|
|
fot. Jędrzej Nowicki / Agencja Wyborcza.pl

Prezeska Gospodarstwa Wodnego Wody Polskie Joanna Kopczyńska na czwartkowej konferencji prasowej poinformowała, że władze Stronia Śląskiego zostały poinformowane o możliwości przerwania zapory na rzece Morawce już w sobotę 14 września o godz. 22:52. Dodała też, że ponowne ostrzeżenie operator zapory przekazał do lokalnych sztabów kryzysowych o godz. 7:00 w niedzielę. - Zapora pękła o godz. 11:45, ale w momencie przelania się wód jest już za późno na zorganizowaną ewakuację - powiedziała.

Prezes nie zgodziła z zarzutem burmistrza Kłodzka Michała Piszka, który w RMF24 powiedział, że "tama w Stroniu Śląskim została niedopilnowana, a ludzie narażeni na niebezpieczeństwo". Kopczyńska przekazała, że w przeciwieństwie do Stronia Śląskiego, władze Jarnołówka i Paczkowa zarządziły ewakuację zaraz po telefonie operatora Wód Polskich.

Z kolei wiceprezes przedsiębiorstwa Mateusz Balcerowicz wyjaśnił, że w momencie przelania się zbiornika retencyjnego obsługa zapory ma obowiązek wyłączyć wszystkie urządzenia, odciąć prąd i ewakuować się jak najszybciej.

Po powodzi w Kłodzku odszedł ze stanowiska. 'Byłem traktowany jak śmieć'

Wody Polskie bez alternatywnej łączności

Szefowie Wód Polskich przyznali, że w firmie nie ma alternatywnej łączności np. satelitarnej czy radiowej takiej, jaką dysponuje np. Policja, Straż Pożarna czy GPPR.

- Nikt po prostu jej nie kupił, nikt o to nie zadbał - powiedziała Kopczyńska, dodając, że porządkowaniem sytuacji w Wodach Polskich zajmuje się dopiero od ośmiu miesięcy.