,
Obserwuj
Polska

"Dzieci w rękach kościelnych ginekologów". Rozzłoszczone matki reagują

5 min. czytania
09.12.2024 06:33
"Biskupi mają ginekologów 'na smyczce'? W każdym gabinecie jest już Kościół" - po tym tekście w tokfm.pl zgłosiły się do nas rozzłoszczone matki. - Doszło do tego, że trzeba chronić własne dziecko przed lekarzem. Dlatego płacę chore pieniądze za prywatne wizyty córki u sprawdzonej ginekolożki, bo nie chcę oddawać jej przypadkowym facetom, którzy mylą lekarskie kitle z kościelnymi koloratkami - mówi Marlena.
|
|
fot. ANDRZEJ BANAS / East News

- Wkurza mnie, że nasze córki wpadają w ręce kościelnych ginekologów. Nigdy nie puściłabym córki samej do takiego gabinetu. To jak posyłanie dzieci do mężczyzny w konfesjonale, żeby spowiadały się ze swojej seksualności - mówi Katarzyna Pruszkowska.

To reakcja na nasz tekst "Biskupi mają ginekologów 'na smyczce'? 'W każdym gabinecie jest już Kościół'", w którym młodzi z pokolenia Z opowiadają, dlaczego unikają chodzenia do ginekologów. Jak wynika z raportu "Polka u ginekologa 2024", robi to aż jedna trzecia najmłodszych Polek. Tymczasem - według Polskiego Towarzystwa Ginekologów i Położników - na pierwsze takie rutynowe badania dziewczyny powinny chodzić w wieku 12-15 lat, zazwyczaj po pierwszej miesiączce.

Jak wyznają nastolatki, kłopotliwe dla nich jest pójście do gabinetu starszego mężczyzny i rozebranie się przed nim. A często w ich miejscowościach tylko tacy lekarze przyjmują. Zawstydzają młode pacjentki ("O, jaka jesteś zaokrąglona!"), bagatelizują ich problemy ("Pewnie na miesiączkę chcesz wyłudzić zwolnienie z WF?"), niewybrednie żartują ("Wszystko tutaj bardzo ładnie. Twój chłopak będzie szczęściarzem") i stygmatyzują je za to, że nie są już dziewicami ("Rozgrzeszenia ksiądz nie da"). Dziewczyny ostrzegają się przed "kościelnymi" ginekologami, wystawiając im w internecie opinię "rzułty" (od "żółty", czyli papieski).

Tutaj policji 'w zasadzie już nie ma'. 'To jest nie do uniknięcia'

Po tym tekście zgłosiły się do nas oburzone matki, które również chcą się podzielić swoimi historiami z gabinetów ginekologicznych. - Bo złości mnie to, że ludzie z kościelnym światopoglądem, którzy powołują się na klauzulę sumienia, siedzą w gabinetach lekarskich. To jakbym ja, przeciwniczka Kościoła, usiadła w konfesjonale i mówiła wiernym, że światopogląd nie pozwala mi spowiadać. To po co bym tam siedziała? - pyta retorycznie Katarzyna Pruszkowska.

Lekarz zalecił "kościelną ruletkę". "Seks tylko po katolicku i z umiarem"

Moja rozmówczyni przyznaje, że największe przeprawy z ginekologami miała, gdy przychodziła do nich po środki antykoncepcyjne. - Niestety, dotyczy to też lekarek. Jedna z nich odmówiła mi przepisania pigułki awaryjnej i powołała się przy tym na klauzulę sumienia - mówi Katarzyna Pruszkowska.

Poszła więc do innego gabinetu, tym razem mężczyzny. Gdy wzywał ją z korytarza, zobaczył, że siedzi przy niej mąż. - Ale nie wiem, co sobie o nim pomyślał, bo kiedy usłyszał moją prośbę, zapytał: "Czy mężczyzna od awarii to ten sam, który z panią tutaj przyszedł?". Nie rozumiałam, co to ma do rzeczy, ale odpowiedziałam, że tak. Ale on drążył dalej: "To pani mąż czy ktoś z boku?". De facto pytał, czy zdradzam męża. Ostatecznie przepisał tabletkę, ale wcześniej musiał mnie upokorzyć - wspomina Katarzyna.

Podobne sytuacje przeżyła Marlena Michalik, która przyszła do ginekologa po receptę na pigułki antykoncepcyjne. - Wziął mnie w magiel, zupełnie niemedyczny. Najpierw pytał mnie jak dziewczynkę, czy kiedyś próbowałam poznać swoje ciało. Sugerował "kalendarzyk" i powstrzymanie się od seksu w dni płodne. Dodał: "Chyba że to dla pani szczególna trudność". Zatkało mnie. Nie dość, że proponował kościelną ruletkę, to jeszcze próbował mnie zawstydzić. Wjechać mi na ambicje, że seks tylko po katolicku i z umiarem - opisuje.

Co grozi Polsce po wojnie? 'Temu scenariuszowi da się jeszcze zapobiec'

Jak dodaje, w odpowiedzi wydukała pytanie, czy są medyczne przeciwwskazania do tego, by łykała tabletki antykoncepcyjne. Usłyszała, że nie. Z ust lekarza wyszło jednak zastrzeżenie: "Są jeszcze kwestie moralne". - Nic już nie powiedziałam. Wyszłam - stwierdza Marlena Michalik.

"Bełkotliwe kazanie" ginekologa. "Życie kobiety z wkładką to farsa"

Spirala to kolejny środek antykoncepcyjny, który - jak wynika z historii czytelniczek tokfm.pl – budzi zaskakujący opór niektórych ginekologów. - Gdy przyszłam po spiralę, lekarz zapytał, czy rozmawiałam o niej z mężem. Jakby ponad moją głową chciał porozumieć się z kimś dorosłym, poważnym, decyzyjnym, czyli po prostu innym mężczyzną. Odpowiedziałam, że oczywiście, rozmawiałam z mężem - opowiada Antonina.

Według jej relacji lekarz jednak nie odpuszczał i dociekał, dlaczego kobieta nie chce mieć dzieci. Odparła, że ma już jedno i nie widzi się w roli matki kolejnego. - Mówił, że to się może jeszcze zmienić, a ja na to, że jeśli tak, po prostu wyciągnę z siebie wkładkę i zajdę w ciążę. Bo w czym problem? Ale on wiedział lepiej ode mnie, czy chcę zostać matką po raz drugi. Tłumaczył, że ze spiralą będę jak ta utalentowana aktorka, która sama sobie podcina skrzydła. Bo może grać zarówno role w dramatach, jak i komediach, a chce występować tylko w tych drugich. Już pomijam, że jego zdaniem życie kobiety z wkładką to farsa. Ale to porównanie było jak z bełkotliwego kazania. Wybuchłam śmiechem - przyznaje moja rozmówczyni.

Rząd rzuca linę Ordo Iuris? Chodzi o edukację zdrowotną. 'Ktoś tu mocno odleciał'

Trzeba chronić własne dziecko przed lekarzem? "Nie mam wyboru"

Katarzyna i Marlena dokładnie sprawdzają, do jakich ginekologów chodzą ich nastoletnie córki, żeby nie narażać ich na upokorzenie. - Doszło do tego, że trzeba chronić własne dziecko przed lekarzem. Dlatego nie mam wyboru: płacę chore pieniądze za prywatne wizyty córki u sprawdzonej ginekolożki, bo nie chcę oddawać jej przypadkowym facetom, którzy mylą lekarskie kitle z kościelnymi koloratkami - mówi Marlena.

- Ci lekarze pewnie nawet nie wiedzą, że krzywdzą i idą w gaslighting (manipulowanie kimś tak długo, aż przestanie ufać sobie i stanie się zależny od drugiego - przyp. autora). Nie wydam swojej córki na pastwę kogoś takiego. Rozmawiam z nią o tym, jakie teksty mogą być przekroczeniem jej granic i jak wtedy może zareagować, czyli np. wyjść i zgłosić to chamstwo. Dopóki chce, chodzę z nią do ginekolożki - tłumaczy Katarzyna.

Słyszę, że zdradzają ukraińskich żołnierzy z Polakami. 'Ogromna liczba' rozwodów

- Moja córka ma dopiero 8 lat, ale już teraz wiem, że będę przy niej, gdy zacznie chodzić do ginekologa. Ja, kiedy słyszę od lekarza, że moje kobiece życie to farsa, wybuchnę śmiechem. Ją to może poranić na długo - podsumowuje Antonina.

Chcesz zgłosić temat, opowiedzieć swoją historię? Napisz do autora: konrad.oprzedek@tok.fm