Polska królestwem hałasu. "Rocznie 12 tys. przypadków przedwczesnej śmierci"
- W polskich miastach przekraczane są unijne normy hałasu. Jak alarmują eksperci, 'smog' akustyczny jest drugim największym środowiskowym zagrożeniem dla zdrowia;
- Normy w Polsce zostały 'tymczasowo' poluzowane w 2012 roku. Instytut Ekologii Akustycznej domaga się od premiera przywrócenia obostrzeń sprzed tego czasu;
- Alan Grinde mówił w TOK FM, że problem hałasu jest bagatelizowany przez policję. A mamy prawo do wypoczynku akustycznego, także w mieście.
25 kwietnia jest Międzynarodowym Dniem Świadomości Zagrożenia Hałasem. Jak mówiła w 'Światopodglądzie' Agnieszka Lichnerowicz, 'smog' akustyczny jest drugim największym zagrożeniem środowiskowym dla zdrowia po zanieczyszczeniu powietrza.
Alan Grinde, założyciel Instytutu Ekologii Akustycznej, podkreślał, że niska jest świadomość tego, jakie zagrożenia dla zdrowia niesie hałas. - Wpływa destruktywnie na pracę naszego serca. Ekspozycja na hałas zwiększa ryzyko zawałów. W Polsce prawie dwa razy częściej umieramy na choroby serca niż w innych krajach Unii Europejskiej - podkreślił.
Lista dolegliwości jest dłuższa. Jak mówił gość TOK FM, nagłe hałas np. taki, jaki generuje szybko przyspieszający samochód czy motor, upośledzają nadnercza, mogą doprowadzić do insulinooporności, a w konsekwencji do cukrzycy.
Hałas, z którym obcujemy w polskich miastach, nie musi być codziennością. - Większość stolic europejskich jest trochę cichszych niż Warszawa. Wynika to z zupełnie innych norm, które obowiązują w tych krajach. Oraz realnie podejmowanych przez lokalne samorządy czy rządy centralne działań, aby walczyć z hałasem - tłumaczył Grinde.
Większy hałas to krótsze życie
Ale, jak dodawał, opłaca się, bo każda złotówka wydana na redukcję hałasu pozwala zaoszczędzić cztery razy więcej w ochronie zdrowia. - Światowa Organizacja Zdrowia szacuje, że rocznie mamy do czynienia z 12 tys. przypadków przedwczesnej śmierci spowodowanych hałasem - mówił rozmówca Agnieszki Lichnerowicz. Wedle szacunków WHO, w dzielnicach bardziej narażonych na hałas, ludzie żyją statystycznie o dwa-trzy lata krócej.
Gość TOK FM podkreślił, że wedle zaleceń WHO, powinniśmy funkcjonować w hałasie nie większym niż 55 decybeli. A w Warszawie dozwolone są uśrednione normy na poziomie 68 decybeli. - To już ponad dwa razy więcej, bo trzeba pamiętać, że skala decybelowa jest skalą logarytmiczną. Każde 10 decybeli to dla naszego ucha dwa razy głośniej - mówił.
Normy hałasu poluzowano w 2012 roku (w związku z przygotowaniami do piłkarskich ME), miały być tymczasowe, ale cały czas obowiązują. Grinde mówił, że wraz z 30 organizacjami pozarządowymi złożył na ręce premiera apel o przywrócenie choćby norm sprzed 2012 roku. I przypomniał, że w 2023 roku Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej orzekł, że Polska nie wypełnia dyrektywy antyhałasowej.
Makiaweliczni fani wybuchów z wydechów
Gość Lichnerowicz wspomniał też o kanadyjskich badaniach na temat osobowości fanów głośnych rur wydechowych. - Większość tych osób wykazuje cechy psychopatyczne, makiaweliczne, są narcyzami. Funkcjonują w zupełnie innych świadomościach - przekonywał.
Kim jest Ashton Hall? 'Pokazuje wymarzone życie mężczyzny ze skrajnej prawicy'
Z problemem nie radzi sobie policja. - W Warszawie swego czasu mocno narzekała na brak sprzętu. Ale według informacji publicznej, którą otrzymaliśmy z Komendy Stołecznej Policji, policja posiada 12 sonometrów. Jednakże w styczniu wykonała trzy badania sonometrem - wyliczał Grinde. I dodał, że zamiast czekać na drogówkę, każdy incydent zawiązany z hałasem można byłoby rozpatrywać pod kątem zakłócenia porządku publicznego. - Tutaj każdy patrol mógłby reagować, również we współpracy ze strażą miejską. Można by to usprawnić - podkreślił.
Założyciel IEA poinformował, że instytut chce we współpracy z innymi organizacjami utworzyć warszawski zespół do walki z hałasem. W tej sprawie wysłano już list otwarty. Grinde chciałby wykorzystać kamery dźwiękowe do ścigania hałasujących. - To jest radar, który posiada 64 mikrofony i zintegrowaną kamerę, na którą nakłada obraz cieplny, widzimy wtedy dokładnie, który obiekt wyemitował jaki poziom hałasu - wyjaśnił. System może też badać prędkość i identyfikować tablice rejestracyjne.
Awantura o ogródki restauracyjne w Warszawie. Mieszkańcy Śródmieścia mają dość
Obecnie jednak polskie prawo nie przewiduje mandatów za generowanie hałasu, które nakładane byłyby automatycznie, jak przez fotoradary w przypadku przekroczenia prędkości. - Mamy prawo oczekiwać, że w miastach też jesteśmy w stanie wypocząć akustycznie. To jeden z zarzutów TSUE, że w polskich miastach nie tworzy się miejsc chronionych akustycznie. Że możemy pójść wypocząć do parku, ale mamy też pewność, że tramwaje, ruch samochodowy czy samolotowy nie będą zakłócały naszej regeneracji - zakończył gość 'Światopodglądu'.