,
Obserwuj
Polska

"Przyszedł i powiedział, że ma chłopaka, po prostu". Wyjątkowa walka babci o szczęście wnuka

6 min. czytania
02.01.2026 10:10

- Wnuk powiedział mi, że ma chłopaka. A ja chcę po prostu, żeby był szczęśliwy - mówi pani Anna. Wraz z córką Beatą włączyły się w akcję, która przypomina, że każda rodzina zasługuje na szacunek i ochronę. Nawet jeśli nie mieści się w "tradycyjnym" schemacie. Powstał w tej sprawie też specjalny list do premiera Tuska.

Pani Anna, która zaangażowała się w kampanię
Pani Anna, która zaangażowała się w kampanię
fot. Anna Gmiterek-Zabłocka, TOK FM

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jak brak ustawy o związkach partnerskich wpływa na rodziny osób LGBT+ w Polsce?
  • Dlaczego pani Beata i jej mama - pani Anna - zaangażowały się w kampanię "Wszystkie rodziny są ważne"?
  • O co chodzi w kampanii "Wszystkie rodziny są ważne"?
  • Co znalazło się w liście do premiera Tuska?

Podsumowujemy rok 2025 w tokfm.pl. Dlatego przypominamy nasze najlepsze artykuły z minionych dwunastu miesięcy. Oto jeden z nich. Pierwsza publikacja artykułu miała miejsce we wrześniu 2025 roku.

Beata Tymków pochodzi z Lublina, ale mieszka w Warszawie. Ma troje dzieci, w tym dwoje ze społeczności LGBTQ+. - Dla mnie najważniejsze jest ich szczęście - mówi w TOK FM. Syn pani Beaty od wielu lat ma partnera, razem mieszkają, tworzą rodzinę. - A formalnie, w myśl prawa, nic ich nie łączy. Są dla siebie obcy - opowiada nasza rozmówczyni.

Podkreśla, że spotykają się bardzo często, na rodzinnych spotkaniach, imprezeach w czasiewiąt. - W Polsce są blisko cztery miliony osób z tęczowej społeczności. Zapomina się, że prawa dla osób LGBT to są prawa, które dotyczą też ich bliskich: rodziców, rodzeństwa, babć, dziadków. Bo to, że nie ma ustawy o związkach partnerskich, nas - bliskich, też bardzo boli - przyznaje.

Pani Beata przekonuje, że walczy o normalność dla swoich dzieci i dla całej tęczowej społeczności. - W świetle prawa partnerzy naszych dzieci są dla nas obcymi osobami. Dzieci wychowywane w związkach tworzonych przez nasze dzieci, też często są dla nas - w świetle prawa - obcymi osobami. W przypadku śmierci rodzica biologicznego, prawo w żaden sposób nie chroni tego dziecka. I jest bardzo duże ryzyko, że ono po prostu zostanie sierotą. Mimo tego, że ma wokół siebie kochającą rodzinę, w tym dziadków, ciocie czy wujków - wyjaśnia nasza rozmówczyni. Rzecz w tym, że brakuje przepisów, które umożliwiłyby formalne przejęcie opieki nad dzieckiem partnerowi czy partnerce osoby zmarłej. 

"Wnuk powiedział mi, że ma chłopaka"

Pani Beata aktywnie działa w Stowarzyszeniu Matek, Ojców i Sojuszników osób LGBTQIA "My rodzice" i jest jedną z uczestniczek kampanii "Wszystkie rodziny są ważne". To projekt zorganizowany wspólnie przez Kampanię Przeciw Homofobii, Miłość Nie Wyklucza, Fundację Tęczowe Rodziny i stowarzyszenie "My Rodzice".

W kampanię zaangażowała się też pani Anna, mama pani Beaty, babcia. - Kilka lat temu wnuk przyszedł do mnie i powiedział, że ma chłopaka. Tak po prostu. Chyba było to dla niego ważne abym ja - babcia, o tym wiedziała - wspomina.

- Oczywiście w pierwszej chwili byłam trochę zaskoczona, bo zawsze wcześniej były wokół niego różne dziewczyny. Ale jakie to ma znaczenie? Ważne, że zobaczyłam, że jest szczęśliwy, że się uśmiecha, że tworzy rodzinę - opowiada pani Ania w rozmowie z TOK FM. - Przez myśl by mi nie przeszło, że miałabym próbować coś zmieniać, zaprzeczać, "naprawiać". A wiem, że w wielu domach tak się dzieje. Chodziłam na spotkania grupy wsparcia, na które przychodzą matki i ojcowie. Byłam tam jedyną babcią. Nasłuchałam się wielu trudnych historii, w tym o odrzuceniu dziecka przez rodzinę. Dla mnie to nieakceptowalne - dodaje nasza rozmówczyni. 

Przyznaje, że jest dumna ze swoich wnuków. - A państwo jest bezduszne. Nie rozumie, że to też są jego obywatele i obywatelki, że też muszą mieć prawa takie jak my wszyscy. Mnie nawet nie zależy na żadnym weselu, ale chciałabym móc pójść choćby do Urzędu Stanu Cywilnego na zawarcie związku partnerskiego przez mojego wnuka. Ale nie wiem, czy doczekam. Dlatego zaangażowałam się w kampanię, bo chcę dożyć tego momentu - mówi w TOK FM. 

Usłyszała pytanie, czy syn ma rodzinę i "spanikowała"

Pani Beata nie kryje, że żyjemy w czasach, w których nie tylko prawo jest bezduszne, ale też ludzie. Mimo, że w społeczeństwie jest bardzo duża akceptacja dla związków jednopłciowych, to wciąż są osoby, które to wyśmiewają, kpią, wbijają z tego powodu szpilki. - Dlatego osoby z tęczowej społeczności - co jest dla mnie, jako rodzica, bardzo bolesne - są narażone na przemoc. Na przemoc symboliczną, słowną, ale też fizyczną. Prawo nie chroni naszych dzieci przed przemocą. Nawet ustawa dotycząca mowy nienawiści nie weszła w życie, choć była gotowa, ale prezydent skierował ją do Trybunału Konstytucyjnego - zwraca uwagę.

Według pani Beaty właśnie dlatego część osób w ogóle nie przyznaje się do tego, że są ze społeczności LGBT. Przyznaje, że sama miała taką sytuację. Na pytanie koleżanki w nowej pracy, czy jej 30-letni syn ma rodzinę, odpowiedziała, że nie ma. - Spanikowałam. Nie wiedziałam, co odpowiedzieć. Bo choć mój syn jest od prawie ośmiu lat w szczęśliwym związku, to nie wiem, z jaką spotkam się reakcją. A to mogą być bardzo różne uwagi - wiem to z doświadczenia. Od znaczącego milczenia przez absurdalne pytania: "Kto w tym związku pełni rolę mężczyzny, a kto kobiety", ale też to, czego wiele razy doświadczyłam, czyli absurdalne wyrazy współczucia w moim kierunku czy oskarżenia, że coś musiałam zrobić źle, skoro mam "takie" dziecko - opowiada nasza gościni.

W końcu, jak dodaje, kolejnego dnia wróciła do tej koleżanki i powiedziała prawdę. - Uznałam, że nic się w tym świecie nie zmieni, jeśli będę mieć w sobie lęk. Przeprosiłam koleżankę, powiedziałam, jak jest. I ona przyjęła to ok - wspomina Beata Tymków.

KPH, mat prasowe
fot.

KPH, mat prasowe

 

Kampania "Wszystkie rodziny są ważne" ma przypomnieć rządzącym, co obiecywali przed wyborami 15 października 2023 roku. Miała być ustawa o związkach partnerskich, a wciąż jej nie ma.

Organizatorzy akcji wskazują, że od momentu pierwszej zapowiedzi, że taka ustawa będzie, minęło już ponad 8 tysięcy dni, czyli prawie 22 lata. - Dojście do władzy tzw. koalicji 15 października ponownie obudziło nadzieję na zmiany. Jednak ustawy ani żadnej innej formy prawnego uznania związków jednopłciowych nie ma do dziś, chociaż Polsce nakazał to Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu. Rodziny, bliscy, sojusznicy i sojuszniczki osób LGBT+ wciąż czekają, doznając realnej krzywdy z każdym dniem zwłoki - mówi dr Joanna Skonieczna, koordynatorka kampanii z ramienia Kampanii Przeciw Homofobii.

- Jest to kampania, która jest głosem rodziców, matek, ojców, partnerów, głosem babć, dziadków, przyjaciół i sojuszników osób LGBTQ+. Jest to też kampania o tym, że pary chcą żyć w poczuciu bezpieczeństwa i godności - mówi dr Skonieczna. 

List do premiera Tuska

Jedną z odsłon kampanii jest list otwarty do premiera Donalda Tuska, pod którym - w internecie - może się podpisać każdy z nas. "Wzywamy do natychmiastowego działania i zagwarantowania przez Państwo bezpieczeństwa, szacunku i godności milionom Polek i Polaków - naszym córkom, synom, wnukom i wnuczkom, braciom, siostrom, koleżankom i kolegom, przyjaciołom, znajomym, sąsiadom. Apelujemy o pilne ustanowienie norm prawnych zapewniających uznanie i ochronę par osób tej samej płci. Często wspólnie wychowują dzieci, dlatego potrzebują zapewnienia podstawowego poczucia bezpieczeństwa i ochrony, by móc troszczyć się o swoje rodziny w Polsce" - piszą autorzy i autorki listu do szefa rządu.

"Osoby LGBT+ nie mogą dłużej czekać. Każdy dzień opóźnienia to realna krzywda, ból i uczucie ogromnej niesprawiedliwości, z którymi mierzą się nasi bliscy. Każdego dnia budzą się ze strachem, że w sytuacji choroby czy innego zdarzenia losowego, nie będą mogły podjąć decyzji medycznych i pomóc na czas partnerowi/partnerce. To rodzice, którzy obawiają się, że bez właściwej ochrony prawnej, nie będą w stanie opiekować się swoimi dziećmi. Zastanawiają się, czy będą musiały opuścić ojczyznę, aby ich rodziny były bezpieczne" - czytamy w liście. 

"Osoby LGBT+ mają poczucie, że nie są mile widziane we własnym kraju. Państwo, które budują i wspierają każdego dnia, pracując i płacąc podatki, nie zapewnia im szerokiej ochrony, na którą mogą liczyć rodziny tworzone przez kobietę i mężczyznę. Nadszedł czas, aby w końcu wywiązać się z obietnic wyborczych i zacząć respektować wolę znacznej większości polskiego społeczeństwa" - dodają inicjatorzy listu otwartego. 

Twórcy kampanii "Wszystkie rodziny są ważne" podkreślają, że osoby z tęczowej społecznośc to nie promil społeczeństwa. Temat dotyczy nawet kilku milionów osób, które już żyją w związkach jednopłciowych w Polsce. W takich rodzinach - takie są szacunki - żyje ok. 50 tysięcy dzieci, które są w tzw. próżni prawnej. Nie mogą korzystać z ochrony, którymi objęte są rodziny tworzone przez kobietę i mężczyznę.

- Dwie dekady to zdecydowanie za długo. Wprowadzenia ram prawnych, które zapewnią bezpieczeństwo, godność i szacunek parom osób tej samej płci oraz ich rodzinom nie można odkładać na wieczne potem. Każdy dzień opóźnienia w tym przypadku to realna krzywda i poczucie ogromnej niesprawiedliwości, z którym muszą się mierzyć. Dotyka to również ich najbliższych, przyjaciół, znajomych, którzy nie chcą dłużej czekać, aż w końcu coś się zmieni - komentuje Joanna Skonieczna. 

Źródło: TOK FM