,
Obserwuj
Polska

Za zdjęcie krzyża wojewoda trafił przed sąd. "Po przyjacielsku proszę: powieśmy z powrotem"

5 min. czytania
02.10.2025 14:34

Wojewoda lubelski zasiadł na ławie oskarżonych, ale wyroku na razie nie usłyszał. Chodzi o proces wytoczony mu przez dwoje mieszkańców za to, że zdjął krzyż w Sali Kolumnowej urzędu. Zdaniem oskarżycieli, przekroczył w ten sposób swoje uprawnienia, ale też obraził uczucia religijne wielu osób. 

Ruszył proces w sprawie zdjęcia krzyża w lubelskim urzędzie
Ruszył proces w sprawie zdjęcia krzyża w lubelskim urzędzie
fot. Krzysztof Radzki/East News

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jakie były motywy decyzji wojewody o zdjęciu krzyża?
  • Jakie argumenty wysuwała strona oskarżająca wojewodę lubelskiego?
  • Jak bronił się Krzysztof Komorski?
  • Kiedy kolejna rozprawa?

Jedną z pierwszych decyzji nowego wojewody lubelskiego - pod koniec 2023 roku - było wprowadzenie unijnych flag do najważniejszej sali urzędu i zdjęcie z niej krzyża. Ta sala, jak tłumaczył wtedy wojewoda, jest najbardziej reprezentacyjnym miejscem w gmachu. Odbywają się w niej narady, uroczystości i spotkania z gośćmi. - Chciałem, by była wolna od symboli, w tym symboli religijnych. Zdjęcie krzyża nie było działaniem obliczonym na jakiś happening polityczny - przekonywał Krzysztof Komorski.

Sprawa wywołała ogromne poruszenie m.in. wśród polityków prawicy i zwolenników Kościoła. Ostatecznie dwie osoby zdecydowały się złożyć zawiadomienie w prokuraturze. Ta dwukrotnie odmówiła wszczęcia śledztwa, stąd decyzja o skierowaniu do sądu prywatnego aktu oskarżenia. Oskarżycielami są: Tytus Czartoryski - radny sejmiku dolnośląskiego i była szefowa Regionalnego Centrum Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa w Lublinie, diagnosta laboratoryjny Elżbieta Puacz.

Zarzuty, które ma wojewoda, dotyczą art. 231. Kodeksu karnego, czyli przekroczenia uprawnień (jest to tzw. przestępstwo urzędnicze), ale też obrazy uczuć religijnych innych osób (art. 196 Kk).

Ruszył proces o krzyż w urzędzie w Lublinie. Co działo się na sali?

- Pan wojewoda w sposób arbitralny zadecydował o zdjęciu krzyża, w ogóle nie patrząc na wartości, które reprezentują mieszkańcy Lubelszczyzny. Dla nas było to bardzo bolesne. Pokazano nam, że nasze wartości (...) nie mają znaczenia - zeznawała przed sądem Elżbieta Puacz. - Wojewoda stwierdził, że jest to rutynowa działalność urzędnicza. Jaka rutynowa działalność? Urzędnik wchodzi i ściąga krzyż. To urzędnik o tym decyduje? Wielokrotnie bywałam na różnych uroczystościach w tej sali i zawsze było mi bardzo miło, widząc - oprócz polskiego godła - także krzyż - dodała.

Puacz podkreślała przed sądem, że krzyż to dla niej "świadomość, że w tym miejscu wartości bliskie każdemu Polakowi są przestrzegane". - Ponieważ krzyż to jest także symbol działania dla człowieka z rozumem, sercem, miłością. Dla mnie - jako Polki, jako mieszkanki Lubelszczyzny - wiszący w tej sali krzyż był czymś bardzo ważnym i bardzo ciepłym. A wojewoda nie może być osobą, która narusza uczucia i wartości mieszkańców danego terenu - mówiła dalej oskarżycielka. 

Przyznała, że o zdjęciu krzyża dowiedziała się z mediów i była tym bardzo poruszona, dlatego postanowiła zawiadomić organy ścigania. Przed sądem udowadniała też, jak ważny był krzyż w historii Polski. - Wszystkie nasze zwycięstwa, jako narodu, były związane z krzyżem. Nawet wstrzymanie Imperium Osmańskiego - twierdziła.

Zdaniem Puacz - w tej konkretnej sprawie "wygrały poglądy polityczne", których - w jej ocenie - wojewoda lubelski nie powinien, jako urzędnik państwowy, pokazywać. - Powinna go obowiązywać neutralność polityczna. To było zdeptanie czegoś, co jest dla nas bardzo ważne - wskazała.

Na koniec zaapelowała do wojewody Komorskiego, aby przywrócił krzyż do Sali Kolumnowej. Do tego apelu przyłączył się też drugi z oskarżycieli, Tytus Czartoryski. - Ja nie osądzam pana wcale, ale po przyjacielsku proszę: powieśmy ten krzyż z powrotem. To spowoduje wzrost sympatii do pana, szacunku. Każdy z nas tak ma, że czasami trzeba cofnąć jakąś decyzję dla dobra wspólnego - stwierdził Czartoryski. Ale planów przywrócenia krzyża nie ma. 

Proces o zdjęcie krzyża
fot.

Anna Gmiterek-Zabłocka, TOK FM

Wojewoda zarzuty w sprawie krzyża uważa za absurdalne

Wojewoda Krzysztof Komorski nie przyznaje się do winy, a zarzuty uznaje za absurdalne. - Decyzja o zdjęciu krzyża i przeniesieniu go do innej sali była podyktowana zdrowym rozsądkiem, a nie żadnymi emocjami czy moimi przekonaniami religijnymi. Natomiast jeśli widzę, że po drugiej stronie jest ktoś zaangażowany politycznie, to te motywacje są dla mnie bardzo jasne i tak je traktuję - mówił Komorski w TOK FM, odnosząc się do tego, że jednym z oskarżycieli prywatnych jest radny z PiS. 

- W sądzie wyjaśniłem, że motyw mojej decyzji był jeden: zależało mi na tym, by w Urzędzie Wojewódzkim jedna z dwóch reprezentacyjnych sal była wolna od wszelkich symboli, w tym symboli religijnych. Chciałem, by znajdowały się tam wyłącznie flagi państwowe i unijne. Natomiast w całym urzędzie jest kilkadziesiąt krzyży, żadnego zbiorowego ich ściągania nie było - dodał wojewoda.

Proces się nie zakończył, bo sąd zdecydował, że wezwie na świadka jeszcze jedną osobę - byłą dyrektorkę generalną Urzędu Wojewódzkiego, która miała brać udział w zdjęciu krzyża i przeniesieniu go w inne miejsce. Sąd nie przystał natomiast na inny wniosek pełnomocnika oskarżycieli Olgierda Pankiewicza - o sporządzenie dwóch opinii przez biegłych z zakresu socjologii religii i historii. Zdaniem sądu, w tej sprawie nie ma takiej potrzeby. 

Połajanki wojewody?

Na sali rozpraw pojawił się też jeszcze jeden wątek. Pełnomocnik oskarżycieli próbował dyscyplinować wojewodę lubelskiego, zarzucając mu, że przez cały proces "siedzi" w telefonie komórkowym. - Proszę o to, by powaga dla tego, co się dzieje na tej sali, była poszanowana nie tylko przez stronę, która oskarża, ale też przez stronę oskarżoną. Częścią tego uszanowania jest okazywanie, że jest się uczestnikiem tego postępowania. Moim zdaniem pan wojewoda ostentacyjnie okazuje, że nie jest uczestnikiem i że inne, ważniejsze sprawy zajmują go cały czas - stwierdził mecenas Pankiewicz.

Anna Gmiterek-Zabłocka
fot.

Anna Gmiterek-Zabłocka

- Panie mecenasie, przepisy Ustawy o ustroju sądów powszechnych są jasne. I tam są wymienione zachowania, za które sąd może zastosować środki porządkowe. Niewątpliwie samo siedzenie bez zainteresowania przebiegiem rozprawy - jeśli tak to miałoby zostać nazwane - mieści się w zachowaniu dopuszczalnym prawnie. Dlatego sąd nie dyscyplinuje tych, którzy tego dyscyplinowania nie wymagają - stwierdził sędzia Bernard Domaradzki. 

Oskarżycielom w procesie towarzyszyła grupa ok. 10 wspierających ich osób. Siedząc na sali rozpraw w charakterze publiczności, próbowały podpowiadać, co kto powinien mówić. W pewnym momencie zaczęły bić brawo dla słów o krzyżu jako symbolu wiary i polskości. - Nie jesteśmy na wiecu politycznym. Nie klaszczemy, bo to nie jest teatr (...). Więc oklasków nie ma, gwizdów również. Mówię to tak na wszelki wypadek - zwrócił uwagę sędzia Domaradzki. 

Kolejny termin rozprawy - 3 listopada. Jest bardzo prawdopodobne, że właśnie wtedy zapadnie wyrok w tej sprawie.