Niecodzienny widok w Szczecinie. Kolejki autobusów do stacji paliw? "Przepraszamy mieszkańców"
Kolejka autobusów do dystrybutora na stacji Orlen - to obrazek, który w Szczecinie widać coraz częściej. Jak słyszymy - aktualnie bardziej opłaca się tankować w detalu (na stacji, w mniejszych ilościach), bo w hurcie paliwo jest droższe.
- To dość nietypowy obrazek, kiedy autobusy przegubowe, mieszczące w swoich bakach po 300 litrów ropy, ustawiają się w kolejce do dystrybutora na zwykłej stacji - przyznaje rzecznik prezydenta Szczecina Łukasz Kolasa. Jak wyjaśnia, miejskie spółki autobusowe są do tego zmuszone, ponieważ firma, która wygrała przetarg na dostawę paliw, nie jest w stanie wywiązać się z zadania. Musiałaby dopłacać nawet około złotówki do każdego litra oleju napędowego.
- Wynika to z ręcznego sterowania cenami benzyny w Polsce - uważa Kolasa. W Szczecinie za litr oleju napędowego na stacjach benzynowych zapłacić trzeba nieco ponad 6 zł. Cena rynkowa, jaką ma hurtownik, oscyluje w okolicach 7 zł. Zdaniem rzecznika prezydenta Szczecina autobusy mogą tankować na zwykłych stacjach nawet do wyborów 15 października. - Widok jest to niecodzienny, bo jak 70 autobusów ustawi się w kolejce na ulicy Struga, powoduje to korek. Bardzo przepraszamy mieszkańców i prosimy o wyrozumiałość. Nie mamy innej możliwości, jak tankować na zwykłych stacjach - kwituje nasz rozmówca.
Branża transportowa chwilowo zadowolona
- Z ekonomicznego punktu widzenia nie jest to wytłumaczalne. Ceny paliw na całym świecie rosną, a w Polsce pozostają na niezmienionym poziomie. Z punktu widzenia sektora TSL [transport - spedycja - logistyka] widzimy dziś pozytywne strony takiej sytuacji, ale nie brakuje też obaw, co stanie się, gdy ceny zaczną rosnąć i czy ten skok nie będzie wówczas dla wielu przewoźników szokiem - komentuje Przemysław Hołowacz, dyrektor ds. rozwoju biznesu Grupy CSL, ekspert transportu i logistyki.
Gdy ceny paliw spadają, spadają jednocześnie ceny transportu drogowego w ujęciu krajowym i międzynarodowym. Polscy przewoźnicy są w stanie oferować klientom dobre warunki cenowe i wygrywać walkę o klientów z firmami z Niemiec, Holandii czy Skandynawii. - Oczywiście nie wiadomo, ile taka sytuacja potrwa. Obecne utrzymywanie cen paliwa na niższym poziomie nie ma podłoża ekonomicznego, ale widzimy, że firmy na tym zyskują - przyznaje Hołowacz.
- Zdajemy sobie sprawę, że to sytuacja 'na ten moment'. Mam nadzieję, że gdy nastąpi odwrócenie trendu, to nie będzie dla firm bolesne - dodaje ekspert. I zaznacza, że aktualnie niewiele firm sektora TSL rezygnuje z zakupów hurtowych. W efekcie nawet pojazdy dużych firm logistycznych tankują na stacjach paliw. Nie ma też mowy o robieniu wielkich zapasów. Przedsiębiorcy bardziej stawiają na funkcjonowanie 'tu i teraz'.
To się ekonomistom nie śniło
Od ekspertów słyszymy jednoznacznie - ceny paliw na stacjach w Polsce są regulowane ręcznie. - Aktualna marża Orlenu, monopolisty na polskim rynku paliw, to minus 50 groszy. To sprawia, że ceny paliw w Polsce są średnio o 20 proc. niższe niż w Europie - wylicza ekonomistka profesor Aneta Zelek.
- Nie mam żadnych wątpliwości, że dzisiaj prezes Obajtek i Orlen realizują ważne zadanie polityczne. Chodzi o to, żeby do wyborów ceny paliw w Polsce były stosunkowo niskie. Ma to cieszyć wyborców i jednocześnie ma oddziaływać na szybszy spadek inflacji. Jednocześnie jest poważne ryzyko, że po wyborach ceny paliw po prostu eksplodują, bo prędzej czy później musi dojść do urealnienia cen paliw zgodnie z trendami globalnymi - dodaje. Zdaniem ekonomistki możliwy jest także scenariusz węgierski, gdzie sztuczne zaniżanie cen spowodowało, że na stacjach zabrakło paliwa.