,
Obserwuj
Świat

Ile warte są kontakty Nawrockiego i Sikorskiego? "Trump Polski nie obroni"

3 min. czytania
22.09.2025 19:37

- Gdyby rzeczywiście doszło do fizycznej, tradycyjnej eskalacji militarnej pomiędzy Polską a Rosją na takim poziomie, na który potrzebujemy bardzo dużego amerykańskiego zaangażowania, to rząd USA nie będzie wysyłał tutaj swoich ludzi. Dlaczego? Bo nie widzi żadnego powodu, żeby to robić - mówił w TOK FM Mateusz Mazzini, współpracownik "Gazety Wyborczej". 

Donald Trump
Donald Trump
fot. Mark Schiefelbein/Associated Press/East News

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Radosław Sikorski i Karol Nawrocki polecieli do USA; 
  • Zdaniem Mateusza Mazziniego, kontakty polskich polityków "nie mają znaczenia", bo "Polska Trumpa nie interesuje";
  • "Ameryka nie tyle może bierze kurs w 100 proc. izolacjonistyczny, bo w administracji są różne frakcje, które w różny sposób patrzą przede wszystkim na Chiny. Ale punktem wspólnym tych koterii na dworze Trumpa jest to, że żadne z tych stronnictw nie ma żadnego zainteresowania proaktywną polityką wobec Europy. Wręcz przeciwnie Europa im przeszkadza" - mówił w TOK FM współpracownik "Gazety Wyborczej". 

"Ani kontakty Nawrockiego, ani Sikorskiego nie mają znaczenia. Amerykańskich dyplomatów interesuje tylko jedno" - napisał w weekendowym wydaniu "Gazety Wyborczej" Mateusz Mazzini, współpracownik "Gazety Wyborczej" i tygodnika "Polityka" oraz wykładowca Uniwersytetu Civitas. Jak zwrócił uwagę w TOK FM, Stany Zjednoczone już zaczynają po cichu ograniczać europejskim państwom możliwość zakupu niektórych systemów uzbrojenia i niektórych rodzajów sprzętu wojskowego. Przy czym, jak dodał, powołują się przy tym na niską podaż i potrzeby własnej armii.

- Ameryka nie tyle bierze kurs w 100 proc. izolacjonistyczny, bo w administracji są różne frakcje, które w różny sposób patrzą przede wszystkim na Chiny. Ale punktem wspólnym tych koterii na dworze Trumpa jest to, że żadne z tych stronnictw nie ma żadnego zainteresowania proaktywną polityką wobec Europy. Wręcz przeciwnie, Europa im przeszkadza - ocenił w "Wywiadzie politycznym".

"Rosja jest państwem z blachy i kartonu"

Zdaniem współpracownika "Gazety Wyborczej", "Ameryka osieroci Europę w kwestii bezpieczeństwa, a relacje transatlantyckie zredukuje do gospodarczego, przede wszystkim cyfrowego, kolonializmu. Marne pocieszenie, że to samo czeka resztę demokratycznego świata, włącznie z wiernymi USA Australią, Japonią i Koreą Południową". Zwrócił przy tym uwagę, że miejsce Amerykanów zajmą Chińczycy, a nie Rosjanie.

- Rosja jest państwem z blachy i kartonu, nie przesadzam, używając tego typu sformułowań. Proszę mi uwierzyć, że nie ma na całym świecie, zwłaszcza w perspektywie pozaeuropejskiej, żadnego szanującego się, przynajmniej średniej wielkości mocarstwa czy nawet znaczącej regionalnej siły, która szanowałaby Federację Rosyjską albo przynajmniej tejże Federacji Rosyjskiej się bała - dodał wykładowca Uniwersytetu Civitas.

Jak od razu dodał w rozmowie z Karoliną Lewicką, powszechne jest za to przekonanie poza Stanami Zjednoczonymi i poza Europą, że Rosja jest państwem, które "rozsypuje się od środka i funkcjonuje właściwie tylko i wyłącznie dzięki chińskiej kroplówce gospodarczej i technologicznej". - Myśleniem całkowicie abstrakcyjnym jest zakładanie, że Rosja jest w stanie w tym momencie tworzyć cokolwiek innego niż machinę wojenną - podkreślił.

Tymczasem Chiny, przekonywał, mają narzędzia różnego rodzaju, inne niż zachodnie, żeby stworzyć nowy system geopolityczny. - Przy czym Chińczycy nie mają ambicji bycia hegemonem w klasycznym tego słowa znaczeniu. Chińczycy mają ambicje stworzenia systemu, który przede wszystkim nie będzie im przeszkadzał. (...) Innymi słowy: Chińczycy nie chcą być globalnym policjantem - podkreślił.

"Polska Trumpa nie interesuje"

W ocenie gościa TOK FM to oznacza też, że "Trump Polski nie obroni". - Polska Trumpa nie interesuje, ani żaden inny kraj europejski. I to bez względu na to, jak będziemy zaklinać rzeczywistości, i bez względu na to, co prezydent Nawrocki powie w swoim przemówieniu - dopowiedział.

Jak przekonywał w tym kontekście, bezpieczeństwo Polski zależy głównie od bezpieczeństwa Estonii, Grecji, Francji i Norwegii - nawet jeżeli nie mamy z tymi wszystkimi państwami bezpośrednio granicy.

- Gdyby rzeczywiście doszło do fizycznej, tradycyjnej eskalacji militarne pomiędzy Polską a Rosją na takim poziomie, na który potrzebujemy bardzo dużego amerykańskiego zaangażowania i sprzętowego, i ludzkiego, to rząd nie będzie wysyłał tutaj swoich ludzi. Dlaczego? Bo nie widzi żadnego powodu, żeby to robić - skwitował w TOK FM.

Źródło: TOK FM