Polacy utknęli na Sokotrze. "W kraju wojna, ale Instagram ważniejszy"
Polecieli mimo ostrzeżeń resortu, teraz utknęli na Sokotrze. Wśród turystów, którzy utknęli na jemeńskiej wyspie, znaleźli się Polacy. Dlaczego turyści decydują się na tak ryzykowne destynacje? - Wojna toczy się na lądzie, ale przelecę sobie przez Zjednoczone Emiraty Arabskie, zrobię wpisy i wszystko będzie w porządku... Pewnie tak ludzie myśleli - mówiła w TOK FM Beata Błaszczyk, autorka tekstów o Jemenie.
- Zagraniczni turyści utknęli w Jemenie w związku z blokadą lotów. Wśród nich znaleźli się też Polacy;
- "To głównie amatorzy wpisów w mediach społecznościowych, którzy chcą pokazać: 'Jestem, mam zaliczony kolejny kraj'" - komentowała w TOK FM Beata Błaszczyk, autorka tekstów o Jemenie;
- Czy ta historia powinna być przestrogą?
Na Sokotrze ugrzęzła kilkudziesięcioosobowa grupa polskich turystów, którzy pojechali tam mimo oficjalnych ostrzeżeń polskiego MSZ. Ministerstwo już wcześniej odradzało wszelkie podróże do Jemenu, w którym od blisko 12 lat trwa wojna domowa.
O to, w jakiej sytuacji są nasi rodacy, którzy znaleźli się na jednej z jemeńskich wysp, pytana była w TOK FM Beata Błaszczyk, autorka tekstów o Jemenie, która reprezentuje też organizację Stowarzyszenie Szkoły dla Pokoju. Wskazała, że jemeński narodowy przewoźnik uruchomił teraz rejsowy lot, który "docelowo ma dotrzeć do Arabii Saudyjskiej, do Dżeddy".
Jak mówiła, na Sokotrze Polaków mogło być około setki, łącznie z turystami z innych krajów, to ok. 600 osób. Dominują Amerykanie. - To głównie amatorzy wpisów w mediach społecznościowych, którzy chcą pokazać: "Ja tutaj jestem, mam zaliczony kolejny kraj" - mówiła rozmówczyni Wojciecha Muzala.
Dopytywana, czy turyści w ogóle powinni ryzykować taki wyjazd, gościni "Pierwszego programu" odpowiedziała krótko: "Komentatorzy jemeńscy określają to jednoznacznie: 'W kraju wojna, ale Instagram ważniejszy, rolki ważniejsze'" - powiedziała.
Błaszczyk przypomniała w tym kontekście, że Sokotra to "miejsce naprawdę zjawiskowe, zresztą cały Jemen to cudo". Nie tylko, jeśli chodzi o wiele miejsc wpisanych na listę światowego dziedzictwa UNESCO, ale także "unikalną przyrodę" i jej bioróżnorodność.
"Sytuacja jest kompletnie nieprzewidywalna"
Obecny wzrost napięć jest związany z konfliktem między Arabią Saudyjską i Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi - do niedawna występującymi jako dominujący sojusznicy w koalicji arabskiej. Saudowie dążyli do przywrócenia do władzy uznawanego na arenie międzynarodowej rządu Jemenu, którego siły traciły terytoria na rzecz rebeliantów Huti.
Gościni TOK FM oceniła, że jeżeli ktoś podejmował decyzje o wyjeździe na Sokotrę np. w listopadzie, to sytuacja wyglądała inaczej. - Wojna toczy się na lądzie, ale przelecę sobie przez Zjednoczone Emiraty Arabskie, trafię na rajską wyspę, zrobię wpisy i wszystko będzie w porządku... Pewnie tak ludzie myśleli. To raczej amatorzy przepięknych widoków - podkreśliła Beata Błaszczyk. I dodała, że na jemeńskiej wyspie było bezpiecznie do grudnia, "nic się niebezpiecznego nie działo". - Inna rzecz, że wyspa nie jest przygotowana - od strony infrastruktury do przyjmowania nagle tak dużych grup ludzi - dopowiedziała.
- Czy ta historia jest przestrogą? - pytał Muzal.
- Powinna być. Nawet, jeżeli coś wydaje się w danym momencie bezpieczne, to może warto się parę razy zastanowić (nad wyjazdem - red.). Warto sprawdzać informacje na bieżąco, warto pytać. Rzeczywiście w Jemenie sytuacja jest kompletnie nieprzewidywalna - podsumowała Beata Błaszczyk.
W grudniu kontrolę nad prowincją Hadramaut przejęła wspierana przez rząd ZEA rebeliancka Rada Przejściowa Południa (STC). Arabia Saudyjska zareagowała ostrzelaniem transportu broni, która - jak twierdziła - była wysłana przez Abu Zabi dla sił STC. Przywódca wspieranej przez Arabię Saudyjską jemeńskiej Rady Prezydenckiej, Raszad al-Alimi nazwał działania STC "nieakceptowalną rebelią" i ogłosił blokadę powietrzną, morską i lądową. W rezultacie w ostatnich dniach grudnia lotnisko na Sokotrze również przestało działać.
Źródło: TOK FM, PAP