,
Obserwuj
Świat

Stan sytuacji ekstremalnej na Litwie. "Mieli lata, jak nie dekady, żeby temu zaradzić"

oprac. Marta Zdanowska
2 min. czytania
09.12.2025 14:33

Władze Litwy wprowadziły stan sytuacji ekstremalnej. Czy sytuacja jest aż tak poważna, czy raczej może służyć za pretekst do tego, żeby wygłuszyć społeczne niepokoje?

Inga Ruginiene, premier Litwy
Inga Ruginiene, premier Litwy
fot. Mindaugas Kulbis/Associated Press/East News
  • Władze Litwy zapewniają, że społeczeństwo nie odczuje żadnych negatywnych skutków stanu sytuacji ekstremalnej;
  • Ten - zgodnie z zapowiedziami Wilna - wszedł właśnie w życie. A to w związku z kolejnymi incydentami z udziałem białoruskich balonów przemytniczych;
  • Tylko w tym roku balony 600-setkrotnie naruszyły litewską przestrzeń powietrzną. I kilkanaście razy sparaliżowały funkcjonowanie lotniska w Wilnie;
  • Winą za całą sytuację litewskie władze oskarżają reżim Aleksandra Łukaszenki, który - w ocenie Wilna - prowadzi w ten sposób nowy etap wojny hybrydowej.

Rząd Litwy poinformował we wtorek o wprowadzeniu w kraju stanu sytuacji ekstremalnej w związku z naruszaniem przestrzeni powietrznej tego państwa przez balony przemytnicze, wypuszczane z terytorium Białorusi.

Czy sytuacja w Litwie jest aż tak poważna, czy raczej może służyć za pretekst do tego, żeby wygłuszyć jakieś społeczne niepokoje?

Zdaniem Agnieszki Filipiak ze stowarzyszenia FemGlobal to bardzo trudne pytanie. - Ale nie posądzałabym jednak władz w Litwie o to, że chcą tutaj w ten sztuczny sposób ograniczyć wolności obywatelskie - powiedziała w "TOK 360".

Rozmówczyni Filipa Kekusza wskazała, że na sytuację w Litwie trzeba spojrzeć z dwóch stron. - Z jednej strony balony przemytnicze na terenie Litwy nie są niczym nowym i można dokonać takiej surowej oceny, że władze w Litwie miały naprawdę lata (jeśli nie dekady), żeby wypracować metody walki z balonami i dronami przemytniczymi z Białorusi. I trzeba uczciwie powiedzieć, że ten mechanizm jest dobrze znany służbom granicznym i często też przymykają oko. To, co się w tym momencie zmieniło to, że to nie tylko papierosy i różne inne towary są przemycane, ale że te balony zaczęły też zagrażać lotnisku w Wilnie - mówiła Filipiak.

Jak podkreśliła, Wilno jest jakieś 40 km granicy z Białorusią. - Nam w Polsce sobie trudno wyobrazić, że suwerenne państwo NATO ma granicę tak blisko Białorusi. A to też oznacza, że właściwie ruch samolotowy, jeśli chodzi o większe samoloty, jest niemożliwy. Każdy taki balon, który teraz wlatuje w otoczeniu lotniska, jest potencjalnym zagrożeniem. I władze w Litwie nie mogą sobie pozwolić na przymykanie na to oka, dlatego te balony są teraz numerem jeden - tłumaczyła.

Redakcja poleca

Choć, jak zwracała uwagę, dla części Litwinów decyzja o wprowadzeniu stanu sytuacji ekstremalnej na terenie całego kraju jest przesadzona.

- To nie jest po prostu nowy problem i te balony zawsze nadlatywały. Więc z tej strony jest to pretekst na pewno. Nie do końca chyba według miejscowych ekspertów wystarczający, żeby wprowadzić aż tak wysoki stan gotowości w całym państwie. Bo według nich czy też opinii publicznej, bo takie są też głosy w litewskich mediach, to po prostu powinny być rozwiązania wprowadzone regionalnie - podsumowała ekspertka.

Źródło: TOK FM